Co ci sportowcy widzą w tym miejscu? Tekst o Enklawie

Opublikowano Maj 14, 2013 | przez ZP

enklawa_1

 

Dla sportowców, którzy przebywają w Warszawie to Mekka tańca. Danijel Ljuboja i Miro Radović, ale też reprezentacja Polski po meczu z Anglią, HSV Hamburg – jedna z najlepszych drużyn piłki ręcznej na świecie – oraz wielu, wielu innych  pojawiło się w nim w ostatnich miesiącach. Enklawa. Klub, w którym impreza toczy się na całego. Na czym polega jego fenomen?

W życiu odwiedziłem to miejsce więcej razy niż kościół. Wydałem tam tyle kasy, że spokojnie można byłoby za to kupić niezły samochód. Gdyby przyznawano tytuły akademickie za znajomość klubów, bez wątpienia pretendowałbym do miana profesora od Enklawy.

Dlatego też spróbuję Wam odpowiedzieć na jedno pytanie: dlaczego ten klub przyciąga sportowców, a w sumie i innych celebrytów, jak laska z okładki Playboya onanistów?

Słowo klucz to zabawa.

Kiedy wybierasz się do Enklawy w środę, piątek lub sobotę, to możesz być pewien, że będzie się działo. Nie spotka cię tam to, co zdarza się w innych klubach – pustki na parkiecie albo straszliwa liczba lanserów na m2.

Oczywiście, w Enklawie też bawią się goście z dużą kasą albo tacy pozujący na 10x bogatszych niż są. Kupił taki jedną porządną parę jeansów i elegancką marynarkę, włożył w nią chusteczkę po prababci i oto kreuje się na bogacza.

Śmiech na sali, ale na szczęście ci „sponsorzy” od siedmiu boleści giną w tłumie innych ludzi. Ludzi, którzy potrafią się bawić na całego. Tańczyć, jakby to była ostatnia noc w ich życiu. Pić, jakby założyli się ze znajomymi, że nad ranem nie wyjdą z klubu o własnych siłach.

Z męskiego punktu widzenia ważne jest to, że pośród tych osobników nie brakuje kobiet. Atrakcyjnych kobiet.

W Enklawie naprawdę mamy dla każdego coś miłego:

dziwkarsko ubrane lale z napompowanymi ustami i sukienkami tak krótkimi, że gdyby miały jajka, to wystawałyby spod nich.

studentki polujące na jednonocną przygodę.

studentki polujące na wielką miłość.

zadbane, wysportowane MILF-y chcące przed emeryturą poczuć jeszcze kilka razy bluesa, a jak dobrze pójdzie to i co innego.

Brakuje chyba tylko napalonych maturzystek, z prostego względu – klub nie wpuszcza dziuń poniżej 21 roku życia. Im jestem starszy, tym bardziej rozumiem tę ideę. Niedojrzała gównażeria nie nadaje się do poważnych imprez.

Poza ładnymi niewiastami Enklawa przyciąga muzyką. Gdy wpadasz w środę, to wiesz, że czeka cię fajna przygoda z utworami z lat 70. i 80. Didżeje nie silą się na jakąś specjalną finezję, grają stare, dobre melodie, często zmiksowane, ale tłumowi to nie przeszkadza. Wiadomo: najbardziej lubimy te piosenki, które już znamy.

Z alkoholem sytuacja wygląda podobnie.

Stara, dobra whisky na lodzie. Sprawdzony rum z colą. Swojska wódka ze spritem. Drinki pozbawione finezji, ale smaczne. I, co ważne, w Enklawie niezbyt drogie, przynajmniej jak na warszawskie realia.

Ważnym atutem tego miejsca jest też rozkład. Duży, przestronny parkiet na dole, balkon na górze – tak to wygląda. Jesteś zmęczony – chodź na pięterko, dziabniesz drinka, dychniesz sobie, ale też nie będziesz marnował czasu, ponieważ możesz na bieżąco oglądać dancefloor i wyszukiwać na nim kolejnych rybek do złowienia.

Czasem zdarza się też tak, że podczas obserwacji natrafisz na jakąś ciekawą towarzyszkę.

Jedna z najładniejszych dziewcząt, jakie w życiu poznałem, stała obok mnie właśnie na balkonie w Enklawie. Polska Litwinka, z Wilna. Przyjechała na praktyki do kancelarii w Warszawie. Gdy ją zobaczyłem, odebrało mi mowę. Nie jestem dobry w zagadywaniu do obcych lasek, ale w tej sytuacji po prostu nie mogłem się powstrzymać. Spojrzałem na nią, na parkiet, jeszcze raz na nią i po raz kolejny na plac do tańczenia.

– Widziałaś może małego Azjatę z dużym murzynem z dreadami?

Czy można było wymyślić głupszy tekst na początek rozmowy? Chyba nie. I pewnie dlatego… przyniósł odpowiedni skutek.

– Nie, ale mogę ci pomóc ich wyszukać.

– Dzięki, to moi koledzy z Erasmusa, nie chciałbym, żeby się zgubili.

Związku z tego nie było, seksu też nie (wyjeżdżała z Polski dwa dni później, a nie należała do grona szybkich dziewczyn), ale laska okazała się naprawdę fajna, warto było ją poznać.

Takich historii, jak ta, są co imprezę w Enklawie dziesiątki.

Dlatego nie ma sensu ich tutaj przytaczać, powiem tylko, ze będąc w tym klubie widziałem już chyba wszystko. Chociażby parę, w której pan robił pani dobrze palcem przy samym barze, w otoczeniu jakiejś setki ludzi, wyjątkowo żenującą dziewczynę, która podczas Euro 2012 BŁAGAŁA jakiegoś przystojnego Portugalczyka, by wyszedł z nią do łazienki na loda, a także dziwkę szukającą późną nocą (wczesnym rankiem) klientów.

Podeszła do mnie przy barze. Była gdzieś tak 4-5. Typowa barbie. Miała w sobie więcej silikonu niż Matka Teresa w sercu miłosierdzia. Głupawo się uśmiechnęła, rozejrzała na boki. Akurat nikogo wokół nie było. Dziunia… zdjęła więc stanik, pokazała mi zajebiste, naprawdę zajebiste silikony i powiedziała, oczywiście głupawym, absurdalnie wysokim głosikiem:

– Za tysiąc złotych za godzinę mogą być twoje.

Nie straciłem rezonu. Odpowiedziałem ze swadą:

– A co dostanę za dwieście?

Prychnęła i odeszła w siną dal.

Mało nie popuściłem ze śmiechu.

I jak tu się dziwić, że to szalone miejsce przyciąga tylu celebrytów, a w szczególności sportowców?

W Enklawie spotkałem pół polskiej ligi piłkarskiej: m.in. Marcina Żewłakowa,  Marcina Baszczyńskiego, Wladimera Dwaliszwiliego, kadrę po meczu z Anglią, wpadałem też na dawne gwiazdy naszej ekstraklasy: Dariusza Gęsiora, Pawła Wojtalę czy Radosława Majdana (stały bywalec).

Ze wszystkich sportowców, jakich tam widziałem/ z którymi piłem, największe wrażenie, zdecydowanie, zrobili jednak piłkarze ręczni HSV Hamburg.

Stoję przy szatni. Nagle czuję taki strzał w plecy, że aż podskakuję.

– Sieeeeema stary!

Skąd znam ten głos? No pewnie, Lijek!

Odwracam się, a tam uśmiechnięty Marcin Lijewski. Gwiazda polskiego handballa, zdobywca dwóch medali na MŚ. Jego klub grał z Wisłą Płock w Lidze Mistrzów, ale zamieszkał w hotelu w Warszawie.

W HSV mają taką zasadę: jeśli gramy w kraju X i mamy w drużynie jego przedstawiciela, chłop zabiera wszystkich do restauracji na lokalne przysmaki. W tym przypadku nie skończyło się na niewinnym jedzeniu, o nie.

Wódka lała się grubo.

Dwunastu chłopa, każdy powyżej 190cm wzrostu i 90 kg wagi, naprawdę potrafi zatankować. Usiadłem z nimi w loży i powiem wam, że gdybym pił częściej niż raz na cztery kolejki, pewnie dostałbym zapaści.

Panowie tymczasem bawili się w najlepsze.

– Let’s go to the dancefloor! – rzucił w pewnym momencie mistrz świata z 2007 roku Johannes Bitter.

Trzeba było widzieć miny polskich dziewczyn. W ogóle nie ogarniały tego, co dzieje się na parkiecie. Kilkunastu wstawionych, głośnych kolosów, z których absolutnie nikt nie umie tańczyć i niemal każdy dobrze wygląda. Dla tych biednych niewiast był to szok. Ich rozumki nie mogły pojąć tego, co się dzieje.

Z tego co pamiętam, żaden z panów nie wyszedł jednak z koleżanką do hotelu. Żaden nie wyszedł też z lokalu w inny sposób niż na miękkich nogach.

Cóż, Enklawa bywa… Mamedem Khalidovem zabawy. Gdy dorwie cię w swoje „ręce”, możesz zaliczyć spektakularny nokaut. Mimo porażki często tam jednak wracasz, żeby zobaczyć, czy tym razem też polegniesz, czy też może jednak wyjdziesz z boju zwycięsko.

foto: www.cyfrogaleria.pl

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑