Co zrobić ze zwyrodnialcami? To proste – weźmy ich do reality show

Opublikowano Styczeń 25, 2014 | przez Pato

horror

Po powtarzanej ostatnio sto razy sprawie Trynkiewicza zacząłem przeglądać listę kolejnych zwyrodnialców. Przy okazji ich nazwisk i pseudonimów padają m.in. takie pytania społeczeństwa: co z nimi zrobić? Czy ktoś zagwarantuje nam, że znów nie zaczną zabijać?

No nie, takiej gwarancji nie ma. Być może spotkamy ich na ulicy, w sklepie. Może zostaną naszymi sąsiadami. Jeśli nie wiecie, kim jest Skorpion albo wampir z Bytowa, to radzę tę listę przejrzeć. A potem zastanowić się, co z nimi będzie. Moja podpowiedź: wyślijmy ich do reality show.

To pomysł tak absurdalny, że każdy może popuścić wodzę fantazji. Mówiono, że granica żenady została przekroczona, że po Warsaw Shore nie da się wymyślić niczego gorszego. Myślę, że zawsze można.

Dwanaście lat po Big Brotherze niczego się nie nauczyliśmy. Akceptowaliśmy ludzi pokazujących na ekranie dupę i dalej ich akceptujemy. Łykamy każdego bohatera, jakiego podsuną nam media. Przeżyliśmy epokę grzecznych pustaków. Teraz trawimy okres tlenionych blondi i karków w postaci Trybsona. Za chwilę wjedzie jeszcze cięższa artyleria. Bez chlanka i ruchanka. Za to z pokręconą psychiką bohaterów i scenariuszem pt. „zdarzyć się może wszystko, włącznie ze śmiercią na wizji”.

Zwyrodnialcy kontra zwyrodnialcy. Wszyscy skoszarowani w jednym miejscu. Wszyscy z rzekomym przyrzeczeniem poprawy, ale z takim dżihadem w oczach, że nigdy nic nie wiadomo. Nad wszystkim czuwałby jakiś Zimbardo (jakby kto nie wiedział – znany psycholog), badający psychikę tych popieprzońców, a my oglądalibyśmy jak z biegiem dni dokonuje się w nich katharsis.

Dokonuje się albo nie. To byłoby ciekawe. Zawsze pozostawałby jakiś margines, że jeden zacznie dusić w nocy drugiego. A potem ring. Specjalna mata z linami, gdzie wampir z Bytowa stawałby do walki z szatanem z Piotrkowa. Między nimi numery rund pokazywałaby Matka Madzi, a kierowca z Pomorskiego siedziałby przed telewizorem i myślał sobie: „chciałbym tam być!”.

Scenariusze można mnożyć. To taka hiperbola, w której nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby wymyślić kolejne głupie przykłady. Ludzie się oburzą? A niech się oburzają. Widocznie nie rozumieją, że taki program osiągnąłby sukces tylko wtedy, gdy takich oburzonych będą miliony. Telewizja już wiele razy sprowadzała jednostki do poziomu rynsztoku. Teoretycznie mogłaby to zrobić jeszcze raz, tylko na większą skalę.

Memy, śmieszne fotki, cały Internet by tym żył. Z czasem, gdy okazałoby się, że zwyrodnialcy miękną i że już przeszło im zabijanie, można by dorzucić do nich kilku teoretycznie normalnych ludzi. Np. posła Domarackiego z Twojego Ruchu, który przyznał ostatnio, że „wolałby bzykać kozę niż posłankę Pawłowicz”. Zoofil szybko by się pewnie w tym towarzystwie odnalazł.

Mogłoby być oczywiście jednak tak, że nasze pojeby nie za bardzo poczują w sobie ducha świąt i nie przejdą wewnętrznej przemiany, skutkiem czego na końcu programu zostanie tylko jeden – wszyscy pozostali prędzej czy później się zarżną. Też nieźle, bo w tym przypadku obowiązuje zasada im ich mniej, tym weselej. Dla społeczeństwa.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑