Poukładana Europa rzadko kiedy zwraca uwagę na afrykańskie tragedie

Opublikowano Styczeń 15, 2015 | przez lucky bastard

nigeria-boko-haram-2000-feared-killed-after-baga-attacked-second-time-days

Ludzkie tragedie nas poruszają. Pod dwoma warunkami: dzieją się „obok”, w cywilizowanym świecie. I jest o nich głośno w mediach. Jeśli jakaś katastrofa ma miejsce w Afryce, gdziekolwiek w trzecim świecie, jeśli nie mówi się o niej w każdym serwisie, to pozostajemy na nią obojętni.Taka jest smutna prawda.

Zróbcie sobie taki mały test. Zastanówcie się przez moment, ile w minionym tygodniu słyszeliście o Boko Haram? Jak ktoś uważnie śledzi newsy, to faktycznie może trafił na jakąś szybką wzmiankę w telewizji albo przeczytał ze dwie notki Polskiej Agencji Prasowej w internecie. Może jakiś jeden tekst przepisany z zagranicznych mediów. A kto z was się tym choć odrobinę przejął? Kogoś te zdawkowe informacje dogłębnie poruszyły? Właśnie. Raczej z tym jest słabo. A o rzezi w Charlie Hebdo – obrady non stop od tygodnia. Relacje live, codzienne aktualizacje. Bo to bliżej – właściwie, na naszym podwórku. Warto więc się zainteresować.

Nie ma sensu licytować się który zamach ważniejszy, ani czy śmierć dwunastu osób jest mniej straszna od śmierci dwóch tysięcy. Jednak to są fakty – kiedy nasze, czyli polskie i europejskie media analizują na bieżąco to, co stało się we Francji, tam – w Nigerii – dwie dziesięcioletnie dziewczynki wysadzają się na bazarze pełnym ludzi. Od początku roku dochodzi do ponad 30 podobnych zdarzeń. Bojówka Boko Haram zrównuje z ziemią całe miasto, w jedną noc zabijając dwa tysiące osób. Armia rządowa zwiera szyki, żeby odbić tereny zajęte przez islamskich fanatyków, ale nie wygląda, żeby cokolwiek była w stanie zrobić, a zwłaszcza zapobiec kolejnym mordom.

Idźmy dalej: Sudan Południowy, Mali czy Ruanda – to wszystko to samo co Nigeria. Wszędzie strzelają, wszędzie się masowo zabijają, ale po pierwsze daleko – to w Afryce, to nas nie dotyczy. A po drugie – żadna nowość. Jakoś… Nie ma zaskoczenia. Gdy tsunami zmiata w moment pół Filipin – owszem. Ale kiedy taka sama liczba ludzi dzień po dniu ginie tam – w Afryce, to jest to dla nas naturalne, jak to że ludzie giną w wypadkach drogowych. Ciężko o tym mówić na okrągło. Nawet jeśli da się – dzień w dzień, przez bity miesiąc – o Trynkiewiczu, matce Madzi i partnerce byłego premiera.

Gdzieś tam, daleko, kilkuset bojowników wjeżdża do wioski i rozpoczyna masakrę, wycina wszystkich po kolei. Sceny jak z filmów o średniowieczu. Albo o Wikingach, którzy napadają sąsiednie osady. A to nie średniowiecze, nie Wikingowie, tylko Afryka – co gorsza zupełnie teraźniejsza. Tysiące uchodźców przekraczających granice z Kamerunem i Czadem – uciekając przed bestialskimi atakami.

Kiedy talibowie bezpośrednio dotyczyli interesów Ameryki, więc pośrednio i nas wszystkich, całej tej poukładanej Europy, w której „takie rzeczy już dawno się nie dzieją” – trąbiono o tym nieustannie. Każdy wie, kim był Bin Laden, każdy średnio rozgarnięty mniej więcej wskazałby na mapie Afganistan. Ale już Ustaz Mohammed Yusuf nie mówi nic nikomu. Po co to masowe ludobójstwo? Po stokroć lepiej wiemy, kim byli bracia Kouachi), niż czym jest to nieszczęsne Boko Haram i o co tam w ogóle chodzi. Nawet jeśli wszystkie zdawkowe doniesienia mówią o tym, że Nigeria pozbawiona jest nie tylko silnego rządu, ale i opieki medycznej oraz wojska, które mogłoby obronić siebie i przypadkowych ludzi.

Tak, w Afryce codziennie giną przypadkowi ludzie, których nie interesuje nawet lokalna polityka, podział na północ i południe kraju, na muzułmanów i chrześcijan. Pewnie znaczna większość z nich mogłaby żyć obok siebie i nawet nie zauważyliby religijnych różnic. Tak jak my przestaliśmy zauważać, że są miejsca świata, gdzie kamera nie dociera tak łatwo i tak tanio jak na granicę Ukrainy z Rosją. Nikt nam pewnych zdarzeń dokładnie nie pokazał, więc średnio nas obchodzą.

To są też dzisiejsze media, w których nie ma czasu i pieniędzy na trudne tematy, na korespondencje z końca świata. Korespondencje to są teraz z sejmu. Z Ukrainy, z Francji – to najdalej. Ewentualnie z Waszyngtonu, od stałego wysłannika, więc i nasze współczucie ogranicza się do Francji, Ukrainy. I nie bardzo trzeba nam już wiedzieć, czym jest to cholerne Boko Haram. Gdzieś tam… w trzecim świecie.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑