Czar polityki sprzed dwudziestu lat…

Opublikowano Czerwiec 23, 2015 | przez Gofrey

Jakiś czas temu zorientowaliśmy się, że mistrzostwa świata w piłce nożnej we Francji nie miały miejsca „wczoraj”, ale prawie dwie dekady temu. Dość nieoczekiwanie okazało się, że nasze magiczne historie z dzieciństwa to już dość odległa sprawa, więc warto je co jakiś czas przypominać. W ten sposób nawiązaliśmy na Wyszło do kultowych bajek z połowy lat dziewięćdziesiątych, potem zaś wróciliśmy do tych wszystkich seriali, takich jak „Nieustraszony”, „Gliniarz i prokurator” czy „Dr. Quinn”. Uznaliśmy, że czas zapieprza na tyle szybko, że nawet w wypełnionej „niezatapialnymi” działaczami polityce jest spore pole do wspominków.

No bo pamiętacie jeszcze, jak wyglądała polityka w latach dziewięćdziesiątych? Pamiętacie czasy, gdy do sejmu wchodziło kilkanaście partii, pamiętacie czasy, gdy hitem lata była wyborcza piosenka Aleksandra Kwaśniewskiego? Ha, co to były za sztosy. Sprawdźcie sami.

Olek, Olek, wygraj!

Kwintesencja lat dziewięćdziesiątych. Disco-polo, blondynki pląsające w tle, czarnoskóry tancerz i klawiszowiec z fryzurą, którą w latach dziewięćdziesiątych nosiła połowa bloku. To właśnie wtedy po raz pierwszy użyto w takiej formie marketingowców politycznych i specjalistów od public relations. Choć nikt normalny jeszcze nie wiedział, czym jest marketing polityczny i public relations.

 

Polska Partia Przyjaciół Piwa

To jest ta grupa polityków, za którą tęsknimy najbardziej. Żadne PiS-y, żadne Platformy, choć też na P. A dokładnie: PPPP. W 1990 roku założył ją Janusz Rewiński, który zresztą w polityce lat dziewięćdziesiątych odnajdywał się jeszcze lepiej, niż w filmach Machulskiego. Założenia? Na początku miał być to tylko żart. Potem na sztandar zostało wzięte krzewienie kultury picia piwa zamiast wódki (czyli jednocześnie walka z alkoholizmem), aż wreszcie… Cóż, PPPP weszło do sejmu i zostało zmuszone, by spoważnieć. Szesnastu posłów, poparcie w granicach 3,5% – PPPP uderzyło w liberalne gospodarczo tony, a z czasem rozpierzchło się także po innych partiach. Aha, był jeszcze dość parodystyczny „rozłam” w partii na „Duże Piwo” i „Małe Piwo”.

 

Z PPPP łączy się zresztą kolejny symbol tamtych dzikich lat, a mianowicie…

Krzysztof Ibisz

Poseł na sejm I kadencji z ramienia Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Człowiek, który później zasłynął między innymi z tego, że zamiast się starzeć – młodniał, w pierwszych latach III Rzeczpospolitej zasiadał w sejmowych ławach. Razem z wywrotowcami z części partii PPPP stworzył Klub Poselski „Małe Piwo”, następnie przekształcony w „Spolegliwość” i „Klub Emerytów i Rencistów Nadzieja”. Tak, polityka wtedy była jeszcze bardziej kabaretowa niż dziś.

Swoją drogą – jeśli założymy, że Ibisz to faktycznie Benjamin Button, to wszystko przebiega u niego zgodnie z chronologią. Start w wielkiej polityce, potem kilka programów telewizyjnych, występy w reklamach. Niedługo zacznie chodzić na castingi, potem zaśpiewa w „Od przedszkola do Opola” i już, po Ibiszu.

 

Marian Krzaklewski

Kolejny symbol lat dziewięćdziesiątych:

związkowiec – ✓
Marian – ✓
nazwisko z końcówką -ski – ✓
obciachowe hasło – Krzak Tak! – ✓
wąs – …

No dobra, brak wąsa możemy wybaczyć. Tak czy owak, frontmen ówczesnej prawicy to gość, którego zapamiętamy jako typowego polityka lat dziewięćdziesiątych. Jego głównym i jedynym zajęciem były kłótnie ze swoimi odpowiednikami po drugiej stronie sceny politycznej. A może nie? Może było zupełnie inaczej? Kto by już to właściwie pamiętał…

Aaa! Byśmy zapomnieli. Był piękny i mądry. „Maryjan”.

 

Stan Tyminski

Człowiek znikąd. Emigrował w 1969 roku, by spektakularnie powrócić dopiero w 1990, od razu jako kandydat na prezydenta. Ciężko harował w kampanii, stawiając się w opozycji do całej reszty kasty politycznej. Ostro krytykował dotychczasowe próby przebudowy państwa, jechał bezlitośnie z całym „układem” i wszystkimi politykami, którzy według niego w nim tkwili. Czyli inaczej mówiąc – ze wszystkimi, którzy nie mieli na imię Stan.

Stanisław Tymiński porwał tym zresztą sporo ludzi i pomimo braku jakiegokolwiek doświadczenia w polskiej polityce (działał jedynie w Kanadzie) wszedł do drugiej tury wyborów razem z Lechem Wałęsą. A może nie „pomimo”, ale „dzięki”? Inna sprawa, że zażarty atak wszystkich możliwych sił na jego kandydaturę po latach wygląda karykaturalnie. Nam zostaje rozważać: co by było, gdyby. I wspominać Stana jako meteor, których w pierwszych latach po PRL-u przelatywało przez Polskę mnóstwo.

Borys Jelcyn i Bill Clinton

Na koniec coś spoza naszego podwórka, co zresztą doskonale oddaje fakt, że nie tylko nasza polityka się zmieniła. Ówcześni kluczowi politycy dwóch wielkich potęg, a my pamiętamy ich głównie z działalności… Określmy to: pozapolitycznej. Clinton? Wiadomo, palił trawę, ale się nie zaciągał. Plus oczywiście:

 

Jelcyn? Hm, to chyba doskonała puenta tego tekstu.

 

Lata dziewięćdziesiąte. Stan umysłu.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , ,



Back to Top ↑