Czekacie na hit? No to się nie doczekacie

Opublikowano Styczeń 29, 2014 | przez Dżordż

hustle

Od kilku dni nie możesz skupić się na pracy, w której w ukryciu czytasz teksty na temat tego filmu? W domu bardziej niż seks z kobietą kręci cię oglądanie trailerów zapowiadających jego premierę? Jeśli tak, mam dla ciebie złą wiadomość – nie będzie pierdolnięcia. Szału. Masakry. „American Hustle”, który wchodzi do polskich kin w piątek, to przyzwoita produkcja, ale nic więcej.

Obiecywałem sobie po tym filmie tyle, co po ewentualnej randce z Moniką Bellucci. Byłem przekonany, że Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Christian Bale i spółka zapewnią mi długie chwile wzruszeń, śmiechu, a także refleksji. Liczyłem, że przynajmniej dwie-trzy sceny z AH wejdą na stałe do historii kina. Że raz na jakiś czas po prostu trzeba je będzie odpalić na jutjubie, żeby znów podziwiać kunszt i geniusz aktorów oraz scenarzysty i reżysera.

I teraz wyobraźcie sobie jak wielki musiał być mój zawód, skoro dokładnie po 64 minutach przedpremierowej projekcji… wyszedłem z sali. Opuściłem ją na chwilę, bo musiałem… się rozerwać. Uznałem, ze zrobienie siku i przemycie twarzy zimną wodą będzie dla mnie lepszą zabawą niż „American Hustle”. I to chyba najlepiej świadczy o tym, że nie mamy tu do czynienia z arcydziełem.

Po szybkim powrocie na fotel film, niestety, nadal nie rzucał na kolana. Żebyśmy się tutaj dobrze zrozumieli: to nie jest jakaś szmira klasy B. Nie, AH spokojnie można nazwać niezłym obrazem, ale przyznacie sami, że patrząc na obsadę i szumne zapowiedzi hollywoodzkich szych człowiek miał prawo spodziewać się czegoś zdecydowanie więcej.

W kinach grali niedawno „Wilka z Wall Street”, więc warto zderzyć AH z tym filmem. A właściwie to… nie ma czego porównywać. Martin Scorsese w duecie z Leo Di Caprio zmiażdżyli Davida O. Russela i jego aktorów. Wytarli nimi podłogę. Pokazali jaka jest różnica między filmem poprawnym, o którym zapomina się po trzech sekundach od wyjścia z sali, a arcydziełem, jakie można będzie oglądać z ciekawością jeszcze przynajmniej kilka razy.

W „Wilku…” nie brakowało scen strasznych i śmiesznych zarazem (pełzający po schodach, odurzony narkotykiem Di Caprio), nie brakowało momentów, w których człowiek zaczynał zastanawiać się nad życiem. Patrzyłeś na zaćpanego Leo, ruchającego co się rusza i srającego pod siebie ze strachu przed FBI, i myślałeś: kurwa, ten facet wcale nie jest szczęśliwy. Albo: też bym tak chciał, nawet za cenę późniejszego więzienia.

W sumie nieważne co przychodziło ci do głowy, istotne jest co innego – Scorsese potrafił zmusić widza do refleksji, a także wywołać u niego łzy, śmiechu lub smutku, mniejsza z tym. Russel i jego ekipa tego nie umieją. Facet zebrał na planie grono naprawdę zdolnych ludzi i chyba… zabrakło mu pomysłu na ich wykorzystanie, przez co widz cierpi. Niemal przez całe 130 minut bo tyle – niestety – trwa ten film, którego tylko naprawdę nieliczne fragmenty trzymają światowy poziom. A reszta? Dziękuje, nie trzeba.

Komentarze

Zaskakujące zakończenie
Zabawne sceny
Epizod Roberta De Niro
Bradley Cooper z...wałkami na głowie

Podsumowanie: Nie zapłaciłbym 25 zł za bilet na ten film. Wolałbym poczekać aż wejdzie na DVD.

2.8


Ocena użytkowników: 1.7 (9 głosów)

Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑