Czemu nie Warszawa, Łódź, Kraków i Poznań?

Opublikowano Wrzesień 26, 2013 | przez Gofrey

nowyjork

Za mną rajd po wszystkich sklepach z mydłem i powidłem do sypialni, salonu oraz kuchni. Garnki, obrusy, poduszki, widelce i obrazki – to mój chleb powszedni. Urządzając własne gniazdko przemknąłem przez wszystkie „Home and you”, „you and home”, „twoje meble”, „mebling store”, „Jysk” i resztę tego badziewia. Wnioski? Pewnie wyniósłbym ich na kopy, gdyby nie fakt, że całą głowę zaprząta mi jeden: czy ja, kurwa, mieszkam w Nowym Jorku?

Czy jestem dumnym wenecjaninem? Czy na śniadanie jem english breakfast, a obiad to ryba z frytkami? Czy wyglądam na akordeonistę spod Wieży Eiffla?

Nie? To dlaczego na każdym kroku staracie mi się zrobić z pokoju plakat ogłoszeniowy z Time Square? Rozumiem, jest moda na wielkomiejskie klimaty, więcej, bardzo mi się podobają poduszki z wieżowcami, ramki na zdjęcia z wplecionymi weń charakterystycznymi budynkami oraz obrusy z motywami „big city life”. Jednakże mieszkam w Łodzi, jestem dumnym Polakiem i amatorem tutejszych wyczynów urbanizacyjnych. Czy naprawdę muszę być bombardowany zewsząd wieżą z Paryża lub trochę wyższym budyneczkiem z Nowego Jorku? Jeszcze żeby to był jeden sklep, ale nie, ostatnio widziałem na przykład poduszkę z drogowskazami na Hyde Park, Heathrow i Buckingham Palace. Widziałem ramkę na zdjęcia z motywem żółtej taksówki i czerwonej budki telefonicznej, na talerzu wyrysowano mi panoramę Nowego Jorku, a wszystko mogłem podkreślić ślicznym obrazkiem panoramicznym z Wenecją nocą.

Dlaczego!? Czuję się trochę jak facet z tego filmiku:

 

Chciałbym udekorować sobie mieszkanie ulicą Piotrkowską oświetloną klimatycznymi latarenkami albo postawić zegar stylizowany na bramę naszej Manufaktury. Ale pal sześć, nie jestem wybredny, wystarczyłby mi posążek jakiegoś typka z ferajny w stylowej oprychówce. Zadowoliłbym się ożywieniem na zdjęciach klimatu międzywojennej Warszawy, może nawet przekonałbym się do obrazu, na którym widniałaby urocza „skyline” tamtejszego śródmieścia. Albo te brukowane rynki, przecież to gotowe dzieła sztuki, wystarczy uwiecznić, może dodać tę modną technikę HDR i wyniósłbym z takiego „Home and you” od razu ze cztery.

Wisła, stare tramwaje, niedoceniane, ale urocze centrum Kielc, Praga, poznańskie kamienice i zamojskie zabytki, nawet te Bałuty, dla wielu symbolizujące brud, syf i nędzę. Gdzie nie spojrzeć, aż roi się od miejsc błagających o wykorzystanie.

Stwierdziłem w końcu, że obraz zrobię sobie na zamówienie, zacząłem szukać odpowiedniego zdjęcia Łodzi, tej samej Łodzi, którą wielu uważa za miasto stworzone przez Boga, po to by ludzie znali definicję brzydoty. Znalazłem ze trzydzieści fotek, które z miejsca zjadały wszystkie flesze, którymi uraczyły mnie sklepy z artykułami do domu. Aż strach szukać piękna na fotografiach miast o nieco lepszym PR, niż stolica włókiennictwa. Człowiek w ogóle mógłby się załamać, że szukamy kwadratowych jaj po pustyniach Nevady, gdy największe błyskotki czają się pod nosem albo najdalej za rogiem.

New York, Paris, Roma, Mediolan, Florence, London i Marseille. Wszędzie pięknie, gdzie nas nie ma. A to błąd, błąd niewybaczalny, gdy po raz setny muszę wybierać między Eifflem i Gaudim, gdy pod nosem mam Hilarego Majewskiego i Dominika Merliniego. Jakie to banalne, a jednak wciąż aktualne: cudze chwalicie, swojego nie… doceniacie.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑