Czerwony pająk, czyli jeden wielki znak zapytania

Opublikowano Grudzień 14, 2015 | przez lucky bastard

0442966

Nie wiemy, co nas podkusiło, żeby iść na film Marcina Koszałki. Po tym jak mając dostęp do piłkarzy podczas Euro 2012 zrobił największą kupę świata, gość powinien zostać skreślony, wydalony ze świata filmowego, jeśli nie przez środowisko, to chociaż przez widzów. Daliśmy mu ostatnią szansę i… koncertowo ją spartolił. Od razu uprzedzamy – sporo spojlerujemy, więc jeśli jakimś cudem zamierzałeś obejrzeć ten film, czytasz tę recenzję na własne ryzyko. Co nie oznacza, że masz klikać „x” w prawym górnym rogu – może dzięki nam zaoszczędzisz dwie dyszki.

Na ekranie widzimy gościa, Karola, który nie ma pojęcia, co ze sobą począć. Za wiele o nim nie wiemy oprócz tego, że jest kozakiem w skokach do wody (najlepszy w Krakowie), i że ma wszystko, by powiedzieć, iż wiedzie względnie dobre życie: dom, perspektywy (ojciec lekarz, który pomaga mu dostać się na medycynę), pasję. Niby – normalny chłopak. Poza tym, że w wolnych chwilach wycina artykuły prasowe o morderstwach małych chłopców, po tym jak zobaczył trupa na ulicy.

No i tenże gość robi wszystko, żeby nawiązać kontakt z rzeczonym mordercą, którym okazuje się zamknięty w sobie Adam Woronowicz. Jeździ za nim autobusem przez pół miasta, podgląda przez okno jak ten je kolację, w końcu truje swojego psa, żeby pójść do niego na wizytę (ustalił wcześniej, że morderca jest weterynarzem). Zabójca małych dzieci (i nie tylko, ale w tym się „specjalizował”) również szuka kontaktu z głównym bohaterem – przepisuje psu złe kropelki i wieczorem zjawia się w jego domu, przekazując ten właściwy lek. Pierwsza część filmu wyglądała, jakby to był jakiś gejowski romans.

Po drodze natrafiamy na pierdyliard niepotrzebnych dialogów i zbędnych scen. Przykład? Syn siada przy ojcu, a ten mówi:

– Co tak się plączesz po domu? Weź polopirynę i się wygrzej. A syn wstaje i wychodzi. Piętnaście sekund filmu zleciało.

W międzyczasie młody Karol zapoznaje dziewczynę, którą uwodzi (tak domniemamy, bo na ekranie prawie nie rozmawiają) i o której myśli, że byłaby dobrą ofiarą zabójstwa. Chowa narzędzie pod bluzkę, idzie do niej i stwierdza, że jednak jej nie zabije. OK. A to chyba nie spodobało się jego mentorowi, który postanowił naprawić to, co spartaczył „młody”. Idzie i ją zabija. Po prostu, tyle. Sprawę bada policja, a Karol na pierwszym przesłuchaniu od razu wskazuje palcem na samego siebie: – To ja! Ja zabijałem! Opowiada ze szczegółami o morderstwach, mimo że przecież żadnego nie popełnił. Nie pęka nawet wtedy, gdy w końcu wiążą mu pętlę na szyi.

I w tym momencie cała sala kinowa się zastanawia: na chuj?

Koszałka postawił pytanie, ale nie dał ANI GRAMA poszlaki, nic, co mogłoby wskazywać na jakieś rozwiązanie zagadki. Po co się przyznawał do czegoś, czego nie zrobił? Co mogłoby być jakimkolwiek powodem? Nie mamy pojęcia. Choćbyśmy obejrzeli ten film sto razy to i tak nic byśmy nie znaleźli. Koszałka zrobił coś na zasadzie: „ja ci rzucę, widzu, temat, a ty sobie do tego dorób fabułę”. Dziękujemy, panie Marcinie, za ten rebus. Tak na przyszłość – jeśli będziemy chcieli rozwiązać jakąś łamigłówkę niskich lotów, skoczymy do kiosku po sudoku. Szybciej, taniej, ciekawiej. Same plusy.

Czy znajdziemy jakiś pozytyw tego filmu? Z pewnością zdjęcia. Ujęcia są naprawdę kapitalne. Kraków lat sześćdziesiątych odwzorowany został wręcz wzorowo. Aranżacje, miejscówki – to wszystko gra w pierwszej lidze. No, ale to tak, jakby siedzieć na Stadionie Narodowym i oglądać wyczyny Tempa Pacanów i Izolatora Boguchwała. Nie po to się zbieramy na meczu, żeby obejrzeć stadion, tak jak nie po to idziemy do kina na thriller, żeby obejrzeć, jak wyglądał Kraków 50 lat temu.

Koszałka chciał postawić tym filmem jakiś znak zapytania i… postawił. Tyle że nad samym sobą.

PS Woronowicz grający spokojnych, niepozornych popierdoluchów to mistrz świata.

PS 2 Hej, Mietczyński. Chyba powinieneś zainteresować się tym filmem.

Komentarze

Fabuła
Napięcie
Gdzie ja, do cholery, przyszedłem
Kraków lat 60.

Podsumowanie: Nie polecamy. Film niby ma zmusić widza do refleksji, jednocześnie nie daje mu żadnych wskazówek, poszlak, czegokolwiek. Mamy wrażenie, że fabuła została zrobiona trochę na siłę, żeby było gdzie upchać znakomite zdjęcia.

3


Ocena użytkowników: 1.2 (6 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑