Człowiek, który podbił świat w tym tygodniu, kiedy ty się opierdalałeś: James Lawrence

Opublikowano Lipiec 31, 2015 | przez MB

lawrence 4

Ciepło ci, wygodnie? Jesteś najedzony, wypoczęty, browar z kumplami zaliczony? Po pracy mała drzemka, osiem godzin w tyrce a potem laba? Ludzie, których opisujemy w tym cyklu, przekraczają granice własnych możliwości, pobijają rekordy i zostają sławni dzięki ciężkiej pracy, hartowi ducha i wyrzeczeniom. A ty co? Opierdalasz się. Głupio ci teraz?

W jaki sposób zmobilizować Amerykanów do zmiany trybu życia, większej aktywności fizycznej i głębszego zastanowienia się nad problemem otyłości wśród dzieciaków? Najlepiej pokonać pięćdziesiąt ironmanów. Najlepiej w pięćdziesiąt dni. Najlepiej w pięćdziesięciu różnych stanach. Dokonał tego cowboy James Lawrence. Projekt nazwał 50-50-50. Swoją udaną próbę pobicia rekordu świata promował hasłem „Pobiegnij ze mną kilka kilometrów, przejedź się na rowerze. Dołącz do mnie”.

Facet dokonał niemożliwego. Każdy jego dzień tej imponującej akcji wyglądał następująco: 3,8 km pływania, 180 km na rowerze, 42 km biegu. Taką trasę pokonywał w czasie od dwunastu do siedemnastu godzin. Nosił ubrania kompresyjne, chodził na masaże i używał elektronicznych stymulatorów, by jego organizm choć w części mógł odzyskać utracone siły. Lawrence dziennie spał cztery i pół godziny. W sumie spalił 274743 kilokalorii i 346228 kilokalorii wchłonął wraz z pożywieniem. Przypuszczamy, że gdy pięćdziesiąty ironman dobiegł końca, Amerykanin był wówczas najdumniejszym człowiekiem na Ziemi.

Jaki inny sportowiec byłby w stanie wytrzymać ten nadludzki wysiłek?

lawrence

Całemu wydarzeniu towarzyszyła zbiórka pieniędzy na rzecz fundacji Jamie Oliver Food Foundation, organizacji założonej przez popularnego kucharza, której celem jest walka z nadwagą wśród najmłodszych. Dzięki inicjatywie Lawrence’a udało się zebrać na szczytny cel równo sześćdziesiąt osiem tysięcy dolarów. Dzielny cowboy zapowiedział jednak, że nie spocznie póki nie uzbiera jednego miliona!

Warto zaznaczyć, że James Lawrence nie zdołałby pobić powyższego rekordu, gdyby nie zdobyte wcześniej doświadczenie. Nie jest to bowiem człowiek z pierwszej łapanki, który porwał się z motyką na Słońce. W 2010 roku ukończył dwadzieścia dwa triathlony ustanawiając tym samym rekord Guinessa. Dwa lata później poprzeczkę zawiesił sobie jeszcze wyżej i oczywiście ją przeskoczył – pełnego ironmana pokonał równe trzydzieści razy.

Mając świadomość, że ktoś taki faktycznie istnieje i w planach ma już kolejne niewyobrażalne dla przeciętnego człowieka starty, powiedzenie, że rzeczy niemożliwe nie istnieją, staje się o wiele bardziej namacalne.

lawrence 2

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑