Cztery rzeczy, których nie warto robić w Cebulandii

Opublikowano Czerwiec 24, 2013 | przez Pato

cebuland

Jedni właśnie przyjechali, drudzy dopiero się przymierzają. Trzeci, którzy mówią, że spędzają lato w mieście, też powinni za chwilę ruszyć. Dla rodziny, znajomych, słoików albo higieny psychicznej, czyli standardowego zalania się w trupa. Witajcie w Cebulandii – wyidealizowanym świecie naszego dzieciństwa, który dziś psują łysi troglodyci, wspierani przez osiedlowych cwaniaków spod znaku disco-polo.

Nie wiem, czy gdzie indziej jest tak samo. Nie obchodzi mnie to, piszę tylko na własnym przykładzie. Naprawdę lubię tu wracać. Lubię Cebulandię. Bawi mnie już samo to określenie. Niestety, średnio po pięciu dniach mam dosyć. Rzygam napakowanymi bezmózgami, śmieszą mnie wiejscy filozofowie. Nie chcę mi się oglądać tych wszystkich cwaniaków, którzy od przepompowanego ego kiedyś latali ponad ziemią, a dziś układają bruk. No i ten cały moherowy klimat… Tydzień i znikam. Ale zanim to zrobię, muszę odwiedzić babcię, siostrę, mamę. Poniżej cztery rzeczy, dzięki którym łatwiej znieść pobyt w Cebulandzie.

1. Dobry zwyczaj – nie pożyczaj

– Zapomniałem portfela – mówi siedzący obok kumpel, co jest tak żenującym tekstem, że wydawało mi się, iż nikomu nie przyjdzie do głowy, by wciskać go po raz setny. Ale cebulak to cebulak, a że jednej nocy potrafi się napatoczyć takich pięciu, najlepiej jest zachować czujność. Gość, z którym grałeś kiedyś w piłkę, nagle staje się twoim najlepszym przyjacielem. Typ, którego znałeś tylko ze szkoły, zaczyna opowiadać o wspólnych melanżach, chociaż na dobrą sprawę wcale tych melanży nie było. Na koniec pada sakramentalne: pożycz! Niestety, ale wszelkiej maści naciągacze to największa zmora imprez w rodzinnych stronach. Dobry zwyczaj – nie pożyczaj. Kumpel, z którym kiedyś grałeś w piłkę, na drugi dzień znowu będzie przecież gościem, z którym KIEDYŚ GRAŁEŚ W PIŁKĘ. Tylko tyle. Niech spada na drzewo.

2. Nie próbuj wyróżniać się strojem

Spróbuj założyć zielone skarpety, a na starcie dostaniesz łatkę pedała. Załóż zielone spodnie i czerwone trampki, a istnieje prawdopodobieństwo, że skończysz ten wieczór na pogotowiu. Niestety w Cebulandzie wszystko co inne jest podejrzane. Jeśli buty – to tylko białe Nike Air, jeśli kurtka – to wyłącznie ortalionowa Nikeshox. W miarę możliwości wyeliminuj rurki. Czarny ortalion, którego szelest przy chodzeniu wynosi 140 decybeli, da ci na osiedlu sto punktów do respektu.

3. Nie wchodź w długie dyskusje

Cebulak i tak wszystko wie najlepiej. Zna najnowsze obrazki z Demotywatorów, przejrzał rano Pudelka, a wieczorem bierze się za oglądanie kolejnej porcji seriali. Jeśli czegoś nie jest pewien, powie to w taki sposób, by wywrzeć wrażenie, że wie na sto procent. W towarzystwie dziewczyn celowo używa słów „jakkolwiek” i „bynajmniej”, co robi z niego jeszcze większego buraka niż można było wcześniej zakładać. Próbuje dyskutować o kulturze, ale nie wie, co to Coldplay, Pink Floyd albo Oasis. W życiu przeczytał dwie książki, ale raz był na Openerze, co w gronie innych cebulaków dodało mu prestiżu.

Opowiada o melanżach, które się nie wydarzyły, o koncertach, o których nie ma pojęcia. Mimo to zapowiada, że tym roku jedzie na sto procent, bo jest zajebisty line-up! Dla dobrego samopoczucia lepiej nie drążyć tematu. O line-upie nie wie nic, a jedyny festiwal, na który podświadomie się wybiera, to festiwal muzyki disco-polo w Ostródzie.

4. Nie opowiadaj barwnych historii

W Cebulandii nie mówi się gdzie byłeś i co zrobiłeś. Nie opowiada się barwnych historii. Przecież nic takiego nie ma prawa się wydarzyć, a jedyne, co jest na sto procent pewne, to brak pracy i perspektyw. Rok w rok te same zdania. Totalna kurwica. Chujnia z grzybnią. Cebulak nic innego nie widzi i nic innego słyszeć nie chce. Stan świadomości z serii nie, nie i jeszcze raz nie. Jedyny plus – nie sadzi się. Jeśli przestaniesz opowiadać życiowe historyjki i zaczniesz narzekać, można się nawet z nim dogadać. Ale czy tak mi na tym zależy? Tydzień i spadam.

To nie jest miejsce, dla ludzi, którym WYSZŁO 🙂

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑