Czy kręcą was współczesne dwudziestolatki?

Opublikowano Marzec 4, 2013 | przez Dżordż

tatusiek

Imponują jędrnymi ciałami, a także modnymi ciuchami, które na nie zakładają. Irytują… wszystkim innym. Współczesne dwudziestolatki – ładne, duże DZIECI.

Kiedy mieliśmy po dwadzieścia lat, wydawały nam się idealne. Zmysłowe, bystre, ciekawe świata. Minęła dekada i widzimy je o 180 stopni inaczej. Pytanie: czy w tym czasie studentki stały się ewidentnie głupsze, czy to jednak my dojrzeliśmy? Obstawiamy jednak opcję numer 2, ale… bez zbytniej pewności.

Dziesięć lat w przedziale 20-30 to jednak sporo. Człowiek w tym czasie swoje wypił, zobaczył, usłyszał, toteż zmienia mu się perspektywa – wyostrza. To, co kiedyś brał u młodego dziewczęcia za urocze roztrzepanie, uważa teraz za ewidentny brak inteligencji. To, co traktował kiedyś jako słodkie, emocjonalne rozedrganie poczytuje teraz jako skłonność do przejawiania paniki. I tak dalej, i tak dalej.

W tym roku poznałem kilka dziewczyn mających po 20-22 lata. Ładnych, niby to obytych w świecie, niby to na poziomie – studiowały poważne kierunki na dużych, znanych uczelniach. Mimo to irytowały człowieka bardziej niż programy telewizyjne Jana Pospieszalskiego. Czym? Głównie niezdecydowaniem.

– Chciałabym się z tobą regularnie spotykać.

Dzień później:

– Wiesz co, chyba nie jestem gotowa na randkowanie z jednym facetem.

***

– Jutro mam wolny wieczór, chodźmy do kina.

Godzinę później:

– Kurde, jak ja nie lubię chodzić do kina. Możemy skoczyć na piwo?

***

– Idę z koleżankami na imprezę, dołączysz?

Dwa dni później, kilka chwil przed godziną 0:

– Nie jesteśmy w stanie umówić się z dziewczynami na bifora, każdej coś nie pasuje, to bez sensu, mam doła, nie idę do tego klubu, zostaję w domu.

***

Pal licho gdybym trafił na jedną zakręconą laskę, która nie wie czego chce. Stwierdziłbym wtedy, że po prostu miałem pecha i tyle. Ale nie, w 2013 obcowałem z trzema dziewczynami w okolicach dwudziestej wiosny życia i KAŻDA z nich była taka sama: ładna, ale koszmarnie niedojrzała.

Wnioskuję więc, że to już ogólny trend. Że współczesne studentki są po prostu dużymi dziećmi. Nie wiem tylko, skąd to się u nich bierze – może w tych ładnych główkach coś się popierdoliło od dobrobytu? Dziesiątki klubów, kin, kręgielni, galerii, może to wszystko rozjebało je od środka? Sprawiło, że zagubiły gdzieś swoją tożsamość?

Nie upieram się jednak, że ta teoria musi być słuszna. Albowiem równie możliwe jest też to, co zasugerowałem na początku tego tekstu: że 20 latki zawsze były głupawe życiowo. Tylko wcześniej tego nie dostrzegałem, ponieważ sam byłem młodszy i… równie tępy.

Moja przyjaciółka, rocznik 1984, powtarza często, że przeżywa teraz najlepszy okres swojego życia. Bo ma ciągle ciało na poziomie studentki, a umysł pięć razy bardziej dojrzały  niż ona. Zgadzam się z nią. I… rezygnuję z podrywania małolat. Zostawiam je sponsorom i kolegom ze studiów: przemądrzałym chłopcom z meszkiem pod nosem w dżinsach z obdartymi nogawkami.

Ja tam wolę babki koło trzydziestki – są inteligentniejsze, dowcipniejsze i wiedzą czego chcą. Podjęcie każdej decyzji – obojętnie czy jest to wybór dania w restauracji, czy samochodu w salonie – zajmuje im, dzięki Bogu, pięć razy mniej czasu niż gówniarom. Mają jeszcze jeden OLBRZYMI atut: potrafią dać facetowi taką rozkosz, że po seksie przez godzinę nie może wyjąć prześcieradła z dupy = efekt zaciskania pośladków z ekstazy.

 

 

 

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑