Czy Polacy powinni wiedzieć o tym, ile zarabiają ich wszyscy koledzy z pracy?

Opublikowano Lipiec 24, 2013 | przez Dżordż

kasa

Mirek, który siedzi przy biurku obok nie tylko nie potrafi się ubrać, nie tylko nie używa dezodorantu, nie, on ma jeszcze jedną, wielką wadę – to leń. Robi dwa razy mniej ode mnie, a ma pensje wyższą o 400 zł netto. To skandal.

Gazeta.pl podała dziś, że OPZZ, jeden z najpotężniejszych związków zawodowych w kraju, chciałby wprowadzić jawność płac dla wszystkich pracowników w Polsce. Innymi słowy: w firmach byłyby wywieszone listy informujące o tym, kto ile zarabia. Nie wiem, jakie szanse na przejście w sejmie miałaby ustawa OPZZ-u, nie wnikam w to. Zastanawia mnie natomiast co innego: jak poradziliby sobie z nią na co dzień nasi rodacy?

Jesteśmy zawistnym narodem. Jeśli tylko w pracy pojawi się plotka, że ktoś na podobnym stanowisku dostaje lepszy hajs, od razu patrzymy na niego spode łba, zakładając, że szef  nas oszukał, ponieważ zaproponował za tę samą robotę mniej kapuchy. Prawie nigdy przyjdzie nam do głowy, że x otrzymuje wyższe wynagrodzenie po prostu dlatego, że jest zdolniejszy i pracuje efektywniej. Nie, my patrzymy na sprawę inaczej – zakładamy, że gościu ma po prostu odpowiednie wtyki u przełożonego, więc dlatego wpada mu do kieszeni więcej.

Z naszymi domysłami rzadko kiedy możemy jednak coś zrobić – skoro nie mamy wglądu do umowy x, głupio byłoby iść do kierownika działu i zasypać go pretensjami z powodu niedocenienia naszej skromnej osoby. Co innego gdyby inicjatywa OPZZ-u przeszła – wtedy można się kłócić z szefem na całego. Wtargnąć na chama, bez pukania, do jego biurka z listą zarobków i zasypać tego dupka lawiną pytań i pretensji w stylu:

Mirek, który siedzi przy biurku obok nie tylko nie potrafi się ubrać, nie tylko nie używa dezodorantu, nie, on ma jeszcze jedną, wielką wadę – to leń. Robi dwa razy mniej ode mnie, a ma pensje wyższą o 400 zł netto. To skandal!

Jestem pewien, że po ujawnieniu wysokości naszych zarobków tysiące Polaków zareagowałoby właśnie w ten sposób. Ci mniej odważni może nie urządziliby bossowi awantury, ale za to przestaliby się odzywać do znajomych z działu, źli na nich, że wynegocjowali sobie lepsze warunki.

Oczywiście wiem, że nie każdy zachowywałby się aż tak emocjonalnie. W polskim społeczeństwie, zresztą jak w każdym innym, jest grupa ludzi spokojnych, pracowitych, trzeźwo oceniających sytuację, a więc i swoje dochody. Ale umówmy się, ci należą do mniejszości. Większość z nas ma w sobie megalomana. A skoro tak, to często uważamy, że cały świat, a przede wszystkim ten cholerny dyrektor, nie docenia naszych niezwykłych umiejętności.

To plus jawność zarobków doprowadziłoby prędzej czy później do wojny domowej w niemal każdej większej polskiej firmie. W mniejszych, tak zwanych rodzinnych, mogłoby być trochę spokojniej – tam z reguły ludzie znają się bardzo dobrze, często przyjaźnią, a co za tym idzie są świadomi tego, ile nawzajem zarabiają.

W korporacjach natomiast często unika się tematu własnych finansów. Jeśli już o czymś gadamy na lunchu to o sporcie lub np. o tym, że Monika z PR-u jest nie tylko ładna, ale i elegancka. Wyobraźcie sobie teraz, że nagle okazuje się, że nasza gwiazda zarabia nie jak myśleliśmy 6000, a 3000 netto. Taka informacja zniszczy dziewczynę w pracy: przylgnie do niej łatka jakieś ultrakurwy, która odziewa się w marki znanych firm tylko dlatego, że w zamian za tę możliwość wypina po godzinach dupę bogatym biznesmanom. A to nie musi być prawda: laska po prostu może mieć bogatych rodziców albo posiadać niesamowitą umiejętność wyhaczania okazji w ciuchlandach.

Powyższe przykłady to tylko wierzchołek góry lodowej – Polacy na pewno znaleźliby jeszcze sto innych problemów, na które nie wpadłbym nawet po dwóch godzinach dumania – jeśli nasze płace byłyby powszechnie znane. Jako naród nie dorośliśmy do takiej finansowej przejrzystości, dlatego mam nadzieję, że pomysł OPZZ-u nie przejdzie.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑