Czy powinno się epatować otyłością?

Opublikowano Wrzesień 27, 2013 | przez Dżordż

grubaski

 

Zdjęcie wobec którego trudno być obojętnym, prawda? Jeżeli chcecie zobaczyć więcej tego typu fotek, są dostępne pod adresem  fullbeautyproject.com

Nie ukrywam, że na mnie ta witryna zrobiła wrażenie. Negatywne. Nie podoba mi się całe to epatowanie otyłością.

Niektórzy ludzie są zdania, że to piękne, iż kobiety z nadwagą się jej publicznie nie wstydzą. Sorry, ale nie należę do tego grona. Tak, jak nie uważam, że babka z nadmiarem kilogramów powinna chodzić po ulicach w super obcisłych ciuchach, tak jestem zdania, że tego typu sesje wcale nie sprawią, że społeczeństwo zaakceptuje tłuścioszki. Wręcz przeciwnie – ludzie mogą poczuć do nich odrazę. Dowód? Pokazałem tę witrynę dziesięciu znajomym. Jeden docenił artystyczne walory fotek. Reszta uznała, że są, tu cytaty, „obleśne”, „przesadzone”, „niesmaczne”. Zgadzam się.

Otyłe niewiasty nie powinny zamykać się w domach na cztery spusty i bolejąc nad swoim losem wpieprzać jedną miskę z chipsami za drugą. Nie, te dziewczęta muszą spędzać jak najwięcej czasu poza czterema ścianami, tylko czy akurat na tego typu sesjach? Chyba niekoniecznie. Lepiej, żeby skupiły się na walce ze swoim problemem.

Jeżeli miałbym tak pokaźną nadwagę, nie wychodziłbym z gabinetów lekarskich w poszukiwaniu pomocy. A gdybym w końcu ją znalazł, to metodycznie, krok po kroku, zmieniałbym dietę przy jednoczesnym rozpoczęciu treningu fizycznego. Z początku mało forsownego, rzadkiego, a docelowo regularnego, który pomógłby mi walczyć z tym CIĘŻKIM problemem.

Robienie artystycznych sesji może poprawić grubaskom humor, owszem, tyle że na krótką chwilę. Na dłuższą metę i tak będą się ze sobą czuć źle. Wiem co piszę – sam kiedyś miałem nadwagę. Nie tak olbrzymią, jak panie z fotek, ale i tak było kiepsko. 180 cm, 90 kg. W wieku 24 lat!

Siedzący tryb życia dziennikarza plus tygodniowy pobyt w Grecji, u Michała Żewłakowa i Marcina Mięciela, gdzie jadło się i późno, i tłusto, mnie wykończył. Pamiętam to jak dziś: wróciłem z wojażu do Polski w styczniu 2007 roku, tego dnia, którego polscy piłkarze ręczni wygrali na mundialu w grupie z Niemcami. Wtedy zaczęła się rodzić wspaniała drużyna, ale i coś jeszcze – moja nienawiść do samego siebie. Przez miesiące usprawiedliwiałem się przed sobą, że nie jest tak źle, ale magiczna „90” sprawiła, że coś we mnie pękło. Przekroczyłem granicę za którą nie było już nic. Doszedłem do ściany.

Zszedłem z wagi nie z myślą, że od jutra zacznę ćwiczyć, nic z tych rzeczy. Od razu założyłem na siebie dres i nie bacząc na mróz za oknem poszedłem zapierdalać. Z dawnej sportowej wytrzymałości nie zostało za wiele, więc po półgodzinie mało nie wyplułem płuc. Przebolałem jednak początkowe trudności, zacisnąłem zęby i biegałem niemal codziennie. Jednocześnie odstawiłem napoje gazowane, alkohol i kebaby. Cztery miesiące takiego kieratu i w połowie kwietnia ważyłem już tylko 78 kg. Można?

Oczywiście, trzeba tylko chcieć. I zamiast na pozowaniu do zdjęć, spędzać czas na poceniu się podczas ćwiczeń.

foto:www.fullbeautyproject.com

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑