Czy tobie też brakuje ciszy w mieście, w którym żyjesz?

Opublikowano Luty 18, 2015 | przez ZP

amsterdam

Jakaś pomysłowa dziewczyna założyła w Amsterdamie knajpę, do której ludzie chodzą… tylko i wyłącznie pojedynczo. „Samotne” stoliki zapewniają możliwość zjedzenia posiłku w spokoju, bez patrzenia na innych ani słuchania ich. W tym czasie można skupić się na książce czy gazecie, przeglądać smartfona lub po prostu delektować się konsumpcją w ciszy. Marzy mi się, żeby taka miejscówka powstała też w Warszawie.

Ileż to razy zmęczony po całym dniu pracy szedłem na późny lunch z lekturą i nie mogłem się na niej skupić, bo jakiś korporacyjny szczurek tuż obok głośno dowcipkował z kolegami. Ileż to razy rozpraszały człowieka dziewczęta, które przy stolikach chichrały się ze wszystkiego i wszystkich wokół.

Restauracja na wzór tej holenderskiej w jednej chwili dałaby mi upragniony święty spokój. Byłbym w stanie do niej chadzać, nawet gdyby ceny były nieco wyższe od średnich, a jedzenie troszkę mniej smaczne od tego, które przeważnie dają w knajpach w stolicy. Zresztą chciałbym, żeby takie strefy ciszy obowiązywały nie tylko w miejscach, w których się je.

W 2006 roku byłem służbowo w Szwajcarii. Zaskoczył mnie tam sposób podróżowania koleją: każdy pociąg posiadał wagon, w którym kochający spokój odnajdowali się idealnie. W tym miejscu nie rozmawiało się ze sobą ani przez komórkę, nie słuchało się głośno muzyki, nie odpalało na cały regulator filmów. Ludzie po prostu spali albo czytali. Cudowne rozwiązanie, polecam je PKP, szczególnie na długich trasach, na których często można dostać z powodu współpodróżników szału.

Ciche wagony przydałyby się też w stołecznym metrze. Jesteś po dziesięciu godzinach pracy, boli cię głowa, nie masz na nic siły, przed tobą półgodzinna podróż do domu. Zamiast słuchać podczas niej głupawej rozmowy telefonicznej jakiejś trzpiotki, mógłbyś po prostu przymknąć oczy i przysnąć. Piękne, prawda?

Piszę o tym wszystkim, bo mam już trochę dość hałasu, który atakuje człowieka w XXI wieku z każdej strony. W pracy mamy głośną klimę i niekończące się mielenie jęzorem ludzi przy biurkach obok. W mieszkaniu w bloku – sąsiada, który kocha pop lub sąsiadkę, która umiłowała chodzenie w szpilkach po swoim apartamencie. W drodze do i z roboty zawsze znajdzie się ktoś, kto wrzeszczy nad uchem tak, że aż przechodzą ciarki po plecach. I tak dalej, i tak dalej.

Naprawdę byłoby miło, gdyby raz na jakiś czas udało się uciec od tego zgiełku. Gdyby w każdym mieście były enklawy ciszy, w których można się zresetować i po prostu odpocząć (nie mylić z Enklawą na Mazowieckiej w Warszawie).

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑