Czytasz e-booki? To najprawdopodobniej jesteś szpiegowany

Opublikowano Październik 17, 2014 | przez MB

Adobe Digital Editions Folder

W sieci nikt nie może czuć się bezpieczny. Nawet użytkownicy e-booków.

Wszystko, co zostaje wrzucone w Internet, pozostaje w nim na zawsze. Teraz nawet dziecko wie, że nie wolno szastać na prawo i lewo danymi osobowymi. Wykradanie zdjęć, włamy na konta osobiste, hakowanie kont bankowych to dziś kaszka z mleczkiem dla wprawionego e-przestępcy. Net to także doskonałe źródło informacji dla wielkich korporacji i nie tylko. Kto by jednak przypuszczał, że nawet korzystanie z e-booka może być powodem do obaw?

Poruszenie wśród zwolenników czytania książek na kompie wzbudził program Adobe Digital Editions 4. Jest on całkowicie bezpłatny i służy zarówno do odczytywania jak i katalogowania elektronicznych książkach w wielu udostępnionych formatach. Okazuje się jednak, że ma też kilka właściwości ukrytych. Na przykład regularnie rejestruje informacje o każdym dodanym do biblioteki e-booku i przesyła je na serwery Adobe. Jest również w stanie prześledzić dalszy obieg pobranego pliku. Skwapliwie wyłapuje każdy otwarty w programie dokument.

Twórcy programu nie starali się zbytnio ukryć swoich zamierzeń, bo dane pobierane i dystrybuowane przez Adobe Digital Editions 4 przekazywane są bez żadnego kodu ani szyfru. Dla użytkownika oznacza to, że dostawcy usług internetowych oraz wszystkie miejsca, które zapewniają publiczne Wi-Fi są w stanie poznać wirtualną bibliotekę przyporządkowaną do IP.

Sytuacja to o tyle chora, że cwany program jest jednym z podstawowych używanych przez klientów bibliotek publicznych, w których dostępne są e-booki. Adobe Digital Editions 4 jest nawet zalecany przez ich właścicieli.

Wydawać by się mogło, że prywatny gust czytelniczy to mimo wszystko średnio istotna sprawa i raczej nikt globalnie nie powinien się nim interesować. Wychodzi jednak na to, że jakakolwiek informacja o użytkowniku w dzisiejszych czasach jest na wagę złota. „Oni” dobierają się do naszych nagich zdjęć, naszych pieniędzy, dat urodzin i adresów zamieszkania, chcą wiedzieć jak wyglądamy, w co się ubieramy i jaki styl życia preferujemy. Działalność WikiLeaks pokazała, że nie mamy już do czynienie wyłącznie z teorią spiskową, ale realnym spiskiem. Zatem fakt, że grono ludzi z cyfrowego świata pragnie poznać nasze literackie upodobania, nie powinien dziwić.

Po co konkretnie? Nie wiadomo.

Starajmy się więc przynajmniej czytać dobre książki, żeby nie było siary.

Komentarze


Tagi: , , , , , , ,



Back to Top ↑