Dany Paquete. Człowiek, który zastąpił Internet

Opublikowano Październik 5, 2015 | przez lucky bastard

wyszlo

Internet jest dziś czymś całkowicie oczywistym, tak jak światło, woda czy ogrzewanie. Nie da się już bez niego żyć, zarabiać pieniędzy, utrzymywać kontaktów międzyludzkich. Bez niego utrudniony jest też dostęp do kultury – filmów, muzyki, seriali. W tym ostatnim przypadku coraz mniej do powiedzenia mają piraci – są serwisy streamingowe, co prawda w Polsce przede wszystkim w muzyczne, ale wiadomo, że niebawem wejdzie do nas Netflix i oglądanie filmów będzie wyglądało zupełnie inaczej.

Co jednak dla nas jest naturalne, gdzie indziej jest luksusem, czasem nawet niemożliwością. A przecież potrzeby obcowania z kulturą są niemal identyczne. Na Kubie dostęp do Internetu ma ledwie 5 proc. gospodarstw domowych. Mimo to, całkiem sporo ludzi świetnie wie, co dzieje się w światowej popkulturze. Powód? „El paquete semanal” („Pakiet tygodniowy”), czyli cotygodniowa dawka wszystkiego, co działo się przez ostatnie siedem dni w filmie, serialu, muzyce, programowaniu. Dokładniej – jeden terabajt danych. Gdy tylko zbierze się taka masa plików, pakiet zaczyna wędrówkę przez całą Kubę. FIZYCZNĄ.

Wielu Kubańczyków, zwłaszcza młodych, ma komputery. Jednocześnie bez dostępu do Internetu, więc pakiet przechodzi z komputera na komputer przez kopiowanie. Leniwi zamawiają kuriera, który co tydzień przychodzi do klienta z dyskiem, zgrywa, co tylko sobie szanowny pan/pani zażyczy i kasuje najwyżej dwa dolary. Ci, którym chciałoby się ruszyć tyłek, wędrują do jednej z tajnych kryjówek – głównie na zapleczach sklepów elektronicznych. Najczęściej niosą ze sobą pendrive’a bądź własny dysk i zgrywają to, co trzeba. Koszt – również dwa dolary.

Długo nie było wiadomo, kto za tym wszystkim stoi. Wiadomo było, że są ludzie, którzy zajmują się poszczególnymi działkami: jeden zbiera muzykę, inny filmy. Ktoś na sam koniec to zbiera w kupę i puszcza w obieg. Mówiło się, że tym kimś jest sam rząd kubański, który ma środki, by to utrzymać. Dowód? Tylko poszlaka – w pakiecie nie ma pornografii. Ale od niedawna „El paquete” ma już twarz – człowieka nazywanego Dany Paquete.

Dany jest zwykłym, szarym 26-latkiem o lekko szczurkowatym wyglądzie. Internetowy portal „Vox” dotarł do Kubańczyka i odwiedził go w hawańskim mieszkaniu. Paquete wciąż się krzątał, doglądał biznesu, patrzył czy wszystko szybko się ściąga, czy działa hiszpańska telewizja satelitarna. Witał się z kurierami, którzy przynosili materiały od specjalistów. Zdradzał, że jego wysłannicy jeżdżą na drugi koniec Kuby, by i tam sprzedawać pakiety, bo pojawiła się konkurencja. – A ta, jak w każdym biznesie, jest potrzebna – podkreślił.

 

Po wyemitowaniu filmu spekulowano, że kariera Dany’ego szybko się skończyła – ktoś może go po prostu dorwać, ale na razie dealerowi z głowy nie spadł choćby włos. Kubańską tajemnicą poliszynela jest, że rząd toleruje działalność Paquete, bo to jeden ze sposobów na utrzymanie spokoju w narodzie. Jeśli wolny czas obywatele spędzają na oglądaniu filmów, a nie spiskowaniu, to dlaczego by to zmieniać?

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑