Od SWOS, przez Mortal Kombat po Centuriona. Przy czym zarywał noce amigowiec?

Opublikowano Sierpień 2, 2015 | przez lucky bastard

Wszystko Sensible World Of Soccer

Opublikowano Sierpień 2, 2015 | przez lucky bastard

0

Ile walk stoczono o lepszego dżojstika przed walkami w Mortal Kombat? Ile razy człowiek ukrywał przed rodzicami z tym, że gra we Franko? Jak się czuł piorąc Galów w Centurionie, kupując Weaha do Widzewa, czy wreszcie robiąc kolejny krok w przygodówce? Klan amigowców nigdy nie był tak tak liczny jak posiadaczy Pegasusa – Pegaz był doświadczeniem niemalże pokoleniowym – jednak Amiga i tak cieszyła się dość dużą popularnością. Była czymś pomiędzy Pegasusem a Play Station, wielu załapało się na nią i nie narzekało. Ja również nie narzekałem, a to moje wspominki z tamtych czasów i tamtych gier. Zapraszam.

Lotus

Lotus_Turbo_Challenge2-2

Tuż po komunii kuzyn chciał mi swoją Amigę sprzedać. Różne dżojstiki, obszerna biblioteka gier, wszelkie dodatki sprawiające, że była to machina na medal. Wtedy jakoś nie pykło, nie pamiętam już czemu, ale doskonale pamiętam, że bodaj rok później ową Amigę 600 już po prostu dostałem. Niestety, ogołoconą do zera z praktycznie wszystkiego, pozostał jeden ledwie dżoj i jedna gra: Lotus.

Rynek na gry amigowe nie był wówczas w mojej miejscowości zbyt żywy, rodzice nie palili się do sponsorowania kolejnych gier, uważając, że już sam fakt otrzymania sprzętu to dostatecznie donośna sprawa. Więc tak z trzy miesiące mieliśmy tylko tego Lotusa, naparzaliśmy w niego ja, brat, a nawet dorosłej już siostrze się zdarzało. Lotus siłą rzeczy jest więc dla mnie wyjątkowo nostalgiczny. Pamiętam go doskonale, pamiętam chociażby, jak miał diabelnie trudną trzecią planszę, tę rozgrywaną we mgle (kod PEA SOAP) – pokonać ją to jak zdobyć świętego graala amigowego grania. A kto pamięta przejeżdżanie pod ciężarowkami na planszy LIVERPOOL?

Sensible World of Soccer

inter1

Dla fanatyka piłki nożnej, jakim byłem, jestem i będę, SWOS to było spełnienie wszelkich marzeń. Niestety moja zabiedzona Amiga nie potrafiła go udźwignąć i tak już zostało, nigdy u siebie Sensible World of Soccer nie miałem. Nie znaczy to jednak, że w grę się nie nagrałem – znacie tego dzieciaka w rodzinie, którzy przyjeżdża do was i okupuje wam komputer? Byłem definicyjnym przykładem takiego kłopotu dla mojego kuzyna.

Z perspektywy czasu aż mi wstyd, bo potrafiłem przyjechać w wakacje na… tydzień. Nawet go kiedyś za to po latach przeprosiłem. Wtedy jednak grało się w lidze polskiej, w lidze Luksemburga, grało się reprezentacją, grało się najlepszymi i najgorszymi,  a SWOS niezmiennie imponował ogromem i rozmachem. Co ciekawe – zawsze grałem wtedy jako menadżer, dopiero później (bo do gry co jakiś czas wracam, kto ma wiedzieć ten wie jak miodna pozostała) zacząłem traktować tę grę w sposób dla niej przewidziany.

Mortal Kombat

maxresdefault

Żonglerka dyskietkami level hard; cztery dyski, nieraz wczytanie jednej planszy wymagało kilku minut i wymiany dyskietek, ale bezwzględnie warto było. Najlepsza grafika, najbardziej zaawansowana bijatyka, konkretny, niepodrabialny klimat. Miałeś Mortala to miałeś też na głowie tabuny kumpli zwalających ci się na pokoje byleby tylko pograć albo chociaż popatrzeć. Osobiście nie miałem żadnego dostępu do kodów wszelakich, więc i w tym wypadku zrobiłem sobie samodzielnie zeszyt z ruchami postaci, a każdy odkryty był poprzez własnoręczne dręczenie dżoja.

Spytacie: to chodził ci Mortal a nie chodziły niektóre inne tytuły? Dokładnie tak było, nie kituję, zresztą nie mam ku temu powodu. Czemu tak się działo nie potrafią wyjaśnić, a swoją Amigą w sensie technicznym nigdy się za mocno nie interesowałem.

SuperFrog

remake-20070109

Umówmy się: Amiga, w ogóle tamte lata, to był raj zręcznościówek – platformówek. Koronnym przykładem doskonałej gry tego typu był Superfrog. Bardzo dynamiczna, kolorowa, jak na tamte czasy po prostu piękna. Porywała klimatem, ale przede wszystkim, jak się tak dziś dobrze zastanowić, to miała znakomicie rozplanowane plansze, dzięki czemu nie dało się przy niej nudzić.

Toki

toki-2

Z Superfrogiem miałem ten problem, że okazywał się dla mnie za trudny. Drugi etap, ten w zamku, na tym wymiękałem. Ale Toki? Bajkowe światy, diametralnie różniące się od siebie aranżacją – raz pod wodą, raz w lodowych pałacu, raz gdzieś na lawie – do tego spory wybór form strzelania, raj. Tradycyjne podejście do kwestii bossa, czyli zwykle gigant zajmujący pół planszy, ale którego pokonanie autentycznie napawało dumą. Myślę, że nie była tak dobra jak Superfrog, ale jak dla mnie – była idealnie dobrana pod względem poziomu trudności. Przeszedłem całą, a była to podróż ekscytująca, więc tym bardziej pozostał sentyment.

Franko

Franko

Patrzy się czasem z politowaniem na dzisiejsze dzieciaki z podstawówki, choćby gdy śpiewają piosenki Gangu Albanii, a zapominamy, że w naszych czasach też różne wulgarne przeboje robiły furorę, też brutalne gry i filmy były dla wielu czymś intrygującym. Ja też pamiętam, że gdy kumpel przyniósł pierwszy raz Franko, ochoczo zagłębiliśmy się w szczecińską sagę tropem Klocka, podczas której odlewasz się na pobitych wrogów i rozkwaszasz twarze legionom wrogów. Czy chcieliśmy się chwalić rodzicom, że w to graliśmy? Nie. Czy przez Franko zwariowaliśmy? Nie. Czy po Franko odpalaliśmy Superfroga i mieliśmy równie wielką radochę? Tak.

Golden Axe

large

Zresztą, z sidescrollerów znacznie lepsze było Golden Axe. Problem z Golden Axe był tylko jeden – pieruńsko łatwe i krótkie. Naprawdę, gry na godzinę i koniec, a arsenał miałeś konkretny. Potężne czary, możliwość banalnie łatwego przejęcia kontroli nad zionącym ogniem stworem, a przeciwnicy schematyczni, aż po ostatniego bossa bossów. Niemniej jednak trzy postacie do wyboru, każda ze swoim zestawem ruchów i czarów, a przede wszystkim możliwość gry we dwójkę sprawiały, że za sto pierwszym razem przechodziło się ją z tą samą frajdą.

Worms

Worms-The_Directors_Cut_AGA_002

Też cholerstwo nie chciało pójść u mnie, ale u znajomego, też amigowca, a nawet fanatycznego amigowca, który miał – ekstrawagancja! – system operacyjny Workbench na swojej Amidze, hulało. Co tu dużo kryć – zabawa przednia jeśli grasz z kolegami. Mnie jej nie brakowało, grało się „na wyjeździe”, bardziej zazdrościłem mu działającego SWOS-a i Sim City.

Skaut Kwatermaster

Skaut Kwatermaster (PL)

To był czas przygodówek. Klasycznych przygodówek typu „point and click”, co w konsekwencji przekładało się na zbieraniu wszystkiego co tylko dało się zebrać i klikaniu tego całego śmiecia na wszystkim. Taki tez był Skaut Kwatermaster, zupełnie sensowne było tu kliknięcie kalosza na czołgu i tym podobne, tego typu absurdalnymi ruchami odkrywało się fabułę. Przechodziliśmy tę grę z kumplem amigowcem w tym samym czasie – on odkrywał jakiś ruch fabuły, potem coś odkryłem ja, tak to się kręciło, całkiem intrygująco. Solucje precz i bardzo dobrze; nie tylko wtedy były niedostępne, ale z perspektywy widać jak ich niedostępność podwyższała jakość zabawy. Każde odkrycie, najmniejsze chociażby, radowało serducho i było czymś, czym chciałeś – i mogłeś! – się pochwalić.

Centurion

41478-centurion-defender-of-rome-amiga-screenshot-by-clicking-on

Strategie to mój konik, ale na mojej wybrakowanej Amidze nie było o nie łatwo. Nie chciały chodzić, były zbyt rozbudowane. Jeden Centurion się uchował, śmigał jak złoto, a był grą naprawdę dobrą i zaawansowaną. Jak pierwszy raz wsiąkłem, to nie odszedłem dopóki nie skończyłem. Strategia walki wojskami, morale, nawet to jak dobrze słychać wodza (Scipio Africanis, jeśli mnie pamięć nie myli, był w tym kluczowym temacie najlepszy), wiele tu ciekawych rozwiązań, na pewno nie była toporna. Do dziś pamiętam popłoch, jaki stwarzał atak państwa Parthia, które miało armię złożoną wyłącznie z konnicy – nawet podbicie ich na sam koniec wymagało X armii. Do tego fajne minigierki, choćby walki gladiatorów.

Syzyf

amiga-84

Wreszcie starsi kupili jakąś grę, święto! A potem otwierasz, patrzysz co to, a tu gra logiczna i święto zmienia się w stypę. Z braku laku i tak graliśmy, chyba nawet doszliśmy z bratem do samego końca, jakoś się z nią przegryźliśmy. Polska giera, pewnie dziś na jej bazie można by zrobić hit grę na aplikację czy facebooka.

Pinball Dreams

pinball_dreams_tables

Pinballe to już całkiem umarły, prawda? Ale wtedy też jako gatunek gier komputerowych miały swoje złote czasy. Pinball Dreams, cztery stoły, jedna z pierwszych gier, jakie miałem, tłukło się sporo, szczególnie w stoły „Beat Box” i „Steel Wheel”. Głęboko zakorzenione pozostały do dziś wszystkie melodie, ogółem oprawa audiowizualna stała na wysokim poziomie.

Arnie 2

wyszlo1

Tak to czasami bywa: najbardziej zgrana przeze mnie gra, najczęściej wybierana, najmilej wspominana, to akurat taka, która w obliczu wszystkich powyższych jest też pewnie najmniej znaną. Sidescroller zręcznościowy, strzelanka, po latach czytałem recenzje – raczej średni łamane na „do bani”. Dla mnie jednak jedna z ważniejszych gier dzieciństwa. Różnorodność broni, od kilku rodzajów karabinów, po miotacz ognia, bardzo odmienne etapy, klimat – przynajmniej dla mnie. Wysoki poziom trudności pozwalający na wiele godzin rozgrywki, bo później aby wygrać, trzeba było znać plansze na pamięć. Przejście mało której gry dało mi tak wielką satysfakcję, ale i połączoną z poczuciem pustki, że to już koniec – co jeśli nie to uczucie znamionuje grę, którą naprawdę ceniłeś?

***

Każdy miał swój zestaw gier i swoją historię. O Another World tylko czytałem. Sim City dostałem od kumpla, należało do długiej listy gier, które „nie poszły”. Najbardziej żałowałem Total Football, bo specjalnie ją mi ojciec zamówił, zapłacił całkiem sporo, no i wreszcie miałem mieć grę piłkarską, a tu znowu wszystko w piach. O strategiach, z Settlers i Civilization na czele, też wspominałem – za słaby sprzęt, a gdy pojawiła się kasa, człowiek po prostu kupił kompa, a nie ładował dalej w Amigę. Dlatego proszę: nie piszcie „jak można było nie opisać takiej a takiej gry!” bo opisuję szczerze te, w które grałem i najbardziej zapadły mi w pamięć, jednocześnie zdając sobie sprawę, że niektóre hity mnie ominęły. O nich możecie napisać sami w komentarzach – do czego notabene zachęcam.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑