„Diuna”, czyli najlepszy film, który nie powstał

Opublikowano Grudzień 6, 2014 | przez lucky bastard

10822500_981771158504850_835491998_n

Jeśli chcesz skłócić jakieś towarzystwo, po prostu zapytaj jaki jest najlepszy film w historii. Prawie na pewno każdy będzie miał inną propozycję – ktoś opowie się za klasykami jak „Obywatel Kane” albo „Mechaniczna pomarańcza”, ktoś postawi na coś bardziej przystępnego jak „Skazani na Shawshank”. Dyskusja będzie trwać i zaogniać się z każdą minutą, a im ferajna bardziej znająca się na kinie, tym powinno być ostrzej.

Jak to więc możliwe, że praktycznie wszyscy eksperci i filmoznawcy zgadzają się w wyborze najlepszego filmu jaki… nie powstał? Jak w ogóle można konstruować podobny ranking i dlaczego z wielką łatwością da się przewidzieć kto go wygra w oczach większości? Cóż, chodzi przecież „Diunę” Alejandro Jodorowskiego, film – legendę, film – mit.

Rzeczony Jodorowsky to jeden z największych wizjonerów w historii kina. Miał swoją absolutnie unikalną wizję: tworzył produkcje przesycone metaforami i symbolizmem, gdzie nie fabuła była kluczem, a bardziej emocjonalny charakter obrazu. Do tego był perfekcjonistą: klatka dopracowywana była w najmniejszych szczegółach, nigdy nie było miejsca na przypadek. Chciał kręcić filmy, które wykraczałyby z ram kinowych. Będące doświadczeniem, a nie zwykłym seansem. Po dwóch udanych niskobudżetowych projektach, dostał milion dolarów i wolną rękę. Efektem była „Święta góra”, która ujrzała światło dzienne w 1973.

 

Szczególnie w Europie dobrze przyjęto to trudne dzieło. Aż nie do pomyślenia: we Włoszech był to drugi najbardziej kasowy film roku, gorszy tylko od Bonda! Wpływowy francuski producent Michel Seydoux postanowił, że zrobi wszystko by nakręcić kolejne dzieło Jodorowskiego. Bez względu na to co ten będzie chciał zrobić. Jodorowsky natomiast chciał zekranizować Diunę, a raczej: przedstawić jej własną interpretację.

Według wielu, „Diuna” Franka Herberta to książka – matka science fiction. Będąca tym, czym dla fantasy są książki Tolkiena. Nawet jeśli uznać to za przesadę, to nie ma wątpliwości, że mało która pozycja sci – fi zyskała taką sławę i popularność. A wtedy, gdy chciał się za nią wziąć Alejandro, była na absolutnym topie.

Jodorowsky zawsze mierzył najwyżej, jak tylko mógł, to jego cecha charakterystyczna. Tutaj zapragnął ściągnąć najlepszych możliwych fachowców do każdego aspektu filmu. I co najważniejsze, udawało mu się! Muzykę mieli robić Pink Floydzi. W obsadzie aktorskiej wśród uznanych gwiazd jak David Carradine i Gloria Swanson mogliśmy znaleźć… Salvadora Daliego, Orsona Wellesa i Micka Jaggera. Kosmos.

Opiekunami graficznymi był gwiazdozbiór być może jeszcze większy. Po pierwsze, rozchwytywany Chris Foss, mag obrazu sci-fi, przeprowadził się do Paryża na specjalne życzenie Jodorowskiego.

foss

Obok niego Moebius, legenda francuskiej sceny komiksowej.

 moebius

Grafikami „złych”, czyli Harkonnenów, miał się zajmować HR Giger. Możecie kojarzyć go chociażby z serii filmów o „Obcym”. To on brał udział w tamtych projektach, włącznie z wymyśleniem kultowej dziś kreacji potwora.

giger

Do efektów specjalnych zaangażowany był Dan O’Bannon, który później dołożył swoją rękę przy „Obcym” i „Gwiezdnych wojnach”.

Gdzie spojrzeć, sam szczyt. Zespół geniuszy w swoim fachu, jakiego nie miał nikt. A nad wszystkim czuwał Jodorowsky, gotowy do wszelkich poświęceń. Jak powiedział w jednym z wywiadów: „jeśli będę musiał odrąbać sobie obie ręce, aby film się udał, zrobię to”. Chciał najważniejszego filmu, największego, tripu, obrazu pokoleniowego. Zresztą, o rozmachu planowanego dzieła najlepiej powinien świadczyć fakt, jakich ludzi wziął pod swoje skrzydła, a właściwie: jakie tuzy artystyczne dały porwać się jego wizji.

Niestety, budżet rozrósł się, sam Seydoux nie był w stanie wszystkiego sfinansować. Potrzebowali zaangażowania amerykańskiego studia filmowego, tu jednak każdy pokazywał im drzwi. Komplementowano ich, doceniano projekt, a także stopień zaawansowania, bo Jodorowsky miał wszystko gotowe: scenariusz, ludzi, nawet rozrysowane przez Moebiusa filmowe sceny i ujęcia. Potrzebne było wyłącznie zielone światło i kredyt, ale zawsze życzono im szczęścia gdzie indziej.

To był pomysł zbyt nowatorski na tamte czasy. Jodorowsky chciał zmienić kino, podczas gdy studia chciały zarobić pieniądze. On chciał filmu, który trwałby 11 godzin i inspirował ludzi, oni chcieli 1.5 godziny rozrywki i pełnych sal. Priorytety nie do pogodzenia.

Dziś możemy powiedzieć, że Jodorowsky na własne nieszczęście wyprzedził swoje czasy. Jego projekt obecnie mogłaby zrealizować któraś z telewizji w formie serialu i kłopot czasowy by znikał. Zresztą, nawet gdyby zaproponował trylogię jak George Lucas, to także może patrzono by na niego przychylniej.

Tak czy inaczej możemy tylko zgadywać, jak wyglądałoby dziś kino gdyby ten film zrealizowano, gdyby to „Diuna” stała się pierwszym blockbusterem, a nie „Gwiezdne wojny”.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑