Dlaczego ja, młody Polak, emigruję na Islandię?

Opublikowano Listopad 10, 2015 | przez lucky bastard

Clipboard01

Co można robić na Islandii? Chyba tylko czyścić gejzery – mówiłem z przekąsem, regularnie robiąc podśmiechujki z koleżanki, która od momentu zdania matury, co roku jeździła tam do pracy na całe wakacje. Jej pomysł wydawał mi się tak absurdalny, że nie miałem nawet ochoty podejmować na ten temat merytorycznej dyskusji. Od tamtej pory minęły ponad dwa lata, a ja właśnie uświadomiłem sobie, że jestem paskudnym hipokrytą. Wczoraj zarezerwowałem bilet z Gdańska do Reykjaviku. Nie muszę chyba dodawać, że w jedną stronę.

I wbrew pozorom nie jest to decyzja podjęta po wygranych przez PiS wyborach, czy ogłoszeniu personaliów nowego rządu. Nie byłem jednym z tych, którzy zalali timeline’y portali społecznościowych zdjęciami samolotów. Tak naprawdę jeszcze dwa czy trzy miesiące temu wyjazd nie przeszedłby mi przez myśl. Wyjazd gdziekolwiek, nie mówiąc już o Islandii, o której nie wiedziałem właściwie niczego. Idea pojawiła się z przysłowiowej dupy. Siedząc kolejny wieczór i przyglądając się cyferkom na moim koncie, które nieuchronnie zbliżały się do stanu krytycznego, napisałem do znajomego. Polak, mieszka na Islandii. Jest sportowcem. Zarabia, jak na polskie warunki, bardzo dobrze. Jak na islandzkie przynajmniej przyzwoicie. Kiedy spytałem o sytuację na rynku pracy, myślał, że żartuję.

Ty, dziennikarz, do pracy, tutaj?

Z każdym dniem ta decyzja we mnie dojrzewała. Pojawiało się coraz więcej plusów, które skutecznie wypierały minusy. Doszedłem do wniosku, że potrzebuję zmiany, czegoś nowego. Może nawet jakiegoś szoku, wstrząsu. Grzechem byłoby powiedzieć, że w Polsce nie ma perspektyw. Są, oczywiście, że są. Zawsze powtarzałem, że bezrobotni to życiowe kaleki. A natura, środowisko ma to do siebie, że słabsze jednostki kosi. Do tego, żeby osiągnąć coś tutaj, potrzeba jednak mnóstwo cierpliwości i poświęcenia, którego mnie najwyraźniej zabrakło. Perspektywa tego, że za x lat będę zarabiać więcej, w ogóle mnie nie pociąga. Chcę tu i teraz. Wizja tego, że na Islandii na całkiem przyzwoity, jeżdżący samochód, zapracuję w kilka miesięcy, przekonuje mnie bardziej, niż odkładanie na niego w Polsce przez kilka lat. A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

Poza tym to piękno natury. Inne otoczenie, inni ludzie, inny język. Wielka przygoda. Brzmi banalnie, ale kiedy wysiądę na lotnisku w Keflaviku, będę zdany tylko na siebie. Znajomi są, ale przecież nikt nie będzie mnie niańczyć. Dlaczego Islandia? Bo Wyspy czy Niemcy kojarzą mi się źle, z traktowaniem Polaków z góry. Na Islandii jest inaczej. Tworzymy tam najliczniejszą mniejszość narodową. Od lat jedzą tam nasze Prince Polo. Poza pewnymi wyjątkami, jesteśmy z nimi zasymilowani.

Czy wrócę? Pewnie tak. Mam swoje cele. Chcę odłożyć pieniądze, ale Islandia nie znajdzie we mnie typowego zarobkowego imigranta. Nie będę spał w komórce pod schodami i żarł gruzu. Jadę tam żyć, doświadczać, zwiedzać, próbować, uczyć się. To przede wszystkim. I nie traktuję tego jako porażki. „Powinieneś zostać i walczyć” – mówią niektórzy znajomi. Ale ja nie mam o co walczyć. Doszedłem do momentu, w którym idea zderzyła się z rzeczywistością.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑