Dlaczego nie jarają mnie kluby go-go

Opublikowano Listopad 15, 2013 | przez ZP

????????????????????????????????????????

Czy jest na tym świecie coś fajniejszego od pieprzenia? Jak patrzę na kilku moich kumpli dochodzę do wniosku, że owszem, tak – striptiz.

Mam paru znajomych, którzy nie wyobrażają sobie, by nie skończyć imprezy na mieście w klubie go-go. Skacząca po udach panna, której można włożyć między silikonowe cycki D gębę – to dla nich szczyt uciechy. Na striptiz ruszają nawet wtedy, gdy na imprezie uda im się poznać fajną laskę. Wychodzą z założenia, że można wziąć od niej numer i podymać kiedy indziej, że ona może zaczekać. A tancerki erotyczne już nie…

Jakieś trzydzieści procent polskich striptizerek wygląda jakby się nawpierdalało bobu. Dziewczyny te mają dużo za duże brzuchy, obwisłe dupy i wieśniacki balejaż na głowie. Zdecydowana większość lasek w go-go trzyma jednak poziom. Widać, że wolny czas spędzają w siłowni, saunie, solarium, ewentualnie u chirurga plastycznego, który dopieszcza niedoskonałości. Są to dupeczki z naprawdę górnej półki, mimo to kiedy wpadam czasem dla towarzystwa do klubu, nie odczuwam wielkiej podniety. Dlaczego? Bo lubię konkret.

Nie rozumiem tego całego striptizerskiego klimatu: człowiek przychodzi, stawia drogie drinki, buli za jeszcze droższe tańce, podnieci się, a potem… no właśnie, nic. Owszem, jednemu na stu uda się wydębić od prostytutki, przepraszam, striptizerki, numer telefonu, jednemu na trzystu uda się jej podać do buzi gdzieś w ciemnym rogu lokalu, ale to wszystko. Cała reszta musi obejść się smakiem.

A skoro tak, po co tam chodzić? Dla samego tańca? A co ja mam 18 lat albo jestem Augustinem Egurrolą, żebym się nim podniecał? To może dla rozmowy z atrakcyjną kobietą? Proszę Was. Striptizerki to przeważnie takie wiejskie filozofki, które myślą, że coś wiedzą o świecie, choć tak naprawdę nie mają o nim pojęcia. Coś na zasadzie: gdyby głupi zdawał sobie sprawę, że jest głupi, to byłby mądry. Od rozmowy z tymi laskami wolałbym gastroskopię, naprawdę.

W dodatku nie dość, że nie mają klasy, to jeszcze bywają… złodziejkami. Kumpel poszedł kiedyś do go-go w stolicy mocno napruty. Dziewczyny zorientowały się w jakim jest stanie po kilku minutach, a następnie zaczęły go okradać. Tańczyły, rozmawiały, a rączki chodziły po kieszeniach od spodni, w których znajomy trzymał luzem stówki. Łącznie stracił prawie cztery koła, z czego zapłacił za striptiz połowę, a drugie tyle po prostu mu opierdolono. I oczywiście nawet nie zamoczył. Brr, koszmar.

W klubach ze striptizem byłem w życiu ze dwadzieścia razy. Tylko za pierwszym zamówiłem taniec, potem wpadałem tylko i wyłącznie na zasadzie: nie opuszcza się znajomych ze swojej paczki. Teraz chyba bym już tam jednak nie wszedł, to po prostu nie dla mnie. Gdybym już miał wydawać hajs na jakąś niunię, wolałbym zapukać do drzwi eleganckiego burdelu. Miałbym chociaż gwarancję porządnej zabawy, a nie takiej, w której szczytem szaleństwa jest włożenie palca wskazującego do cipki…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑