Dlaczego policjanci karzą za piwo w plenerze? Bo tak najłatwiej jest wyrobić dzienną normę mandatową

Opublikowano Czerwiec 18, 2013 | przez Diabeu

piwko-w-plenerze

Słoneczna pogoda za oknem sprzyja wypoczynkowi w plenerze, a wypoczynek w plenerze sprzyja radosnemu spożywaniu pysznego, zimnego piwa na łonie natury. Proste. Dlaczego więc, do jasnej cholery, dzielni policjanci za wszelką cenę starają się pozbawić mnie tej przyjemności?

Wszyscy wiedzą, że w polskim prawie istnieje przepis zakazujący spożywania alkoholu w miejscu publicznym, ale na szczęście nie wszyscy dali się zwariować na tyle, by bezmyślnie się do niego stosować. Bo jak tu odmówić sobie przyjemności wypicia piwka na ławce w parku, gdy za oknem temperatura przekracza 25 stopni? Ja nigdy sobie nie odmawiam. Problem polega jednak na tym, że taki niecny czyn to wykroczenie, które jest karane mandatem, przeważnie w wysokości 100 złotych. Z doświadczenia wiem, że z niektórymi policjantami można się dogadać, by całą sprawę zakończyć upomnieniem, ale niestety smutna większość postępuje w myśl zasady, że „pies nie mówi, z psem się nie dogadasz”.

Jeśli chodzi o zasadność istnienia samego przepisu, to przyznam szczerze, że nie zamierzam jej kwestionować. Z jednej strony to nawet dobrze, że służby porządkowe dysponują stosownym instrumentem, przy pomocy którego, gdy zajdzie taka potrzeba, mogą przegonić z przestrzeni publicznej najebanych awanturników, urządzających sobie libację w centrum miasta. Tym, co mnie wpienia, irytuje i po prostu wkurwia nie jest jednak sam przepis, a bezmyślne sposoby jego egzekwowania.

Egzekwowanie sprowadza się bowiem do tego, że nasi wspaniali i dzielni policjanci, zamiast zajmować się czymś ważnym i pożytecznym, uganiają się po krzakach za niczemu niewinnymi i uczciwymi obywatelami, by wyłapywać tych relaksujących się na ławce w parku z piwkiem w ręku.

Wiecie dlaczego tak robią? Bo w ten sposób zdecydowanie najłatwiej jest wyrobić dzienną normę mandatową, specjalnie się przy tym nie wysilając. Skomplikowane sprawy są dla policjantów zbyt… skomplikowane. A co to za filozofia podejść do kulturalnej pary, przyłapać na gorącym uczynku, trochę się powymądrzać, nakazać wylać browarek i na koniec dojebać jeszcze dwa razy po stówce, żeby pokazać hołocie miejsce w szeregu? Szybka, łatwa i przyjemna robota. Kolejne ludzkie życia uratowane, świat oczyszczony ze zła, a pan komendant pewnie jeszcze poklepie po ramieniu w ramach wynagrodzenia za zasługi dla kraju… Paranoja.

My, miłośnicy piwka w plenerze, łatamy dziurę budżetową ze skutecznością i bezsensownością porównywalną do kierowców samochodów łapanych na słynne już fotoradary. Ciężko zarobione pieniądze ulatniają się z naszych kieszeni po to, by podreperować budżet gminy i zapracować na premie dla dzielnych policjantów. Wkurwia mnie to niesamowicie, bo później, podczas wypisywania mandatu taki pół-debil nie potrafi nawet poprawnie wypełnić rubryki „kwota słownie”. A podobno to ja mam czuć się winny, bo przecież odważyłem się wypić publicznie piwo i w ten sposób złamałem polskie prawo.

Szanowny panie policjancie. Następnym razem, gdy się spotkamy, chciałbym, żeby trzeźwym okiem ocenił pan sytuację, w której obaj się znaleźliśmy. Ja – siedzę na ławce w parku, popijam piwo i relaksuję się po ciężkim dniu pracy, nikomu przy tym nie szkodząc. Pan – nachodzi mnie w środku dnia, przerywa wypoczynek i karze mandatem, powołując się przy tym na przepisy, które absolutnie nikomu, poza panem, nie służą.

Dodajmy do tego fakt, że tę pałkę, mundur, kajdanki, notes i czapkę zafundowałem panu ja. Jako obywatel, który uczciwie pracuje i płaci podatki. Pana jebanym obowiązkiem jest mnie chronić, a nie represjonować. I koniec tematu. Pewnie powie mi pan, że wykonuje tylko swoją pracę. Odpowiem, że historia dobrze zna przypadki ludzi, którzy, podobnie jak pan, też tylko wykonywali swoją pracę. Nazywano ich nazistami.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑