Dlaczego triathlon wkurza laski – analiza

Opublikowano Marzec 23, 2013 | przez Dżordż

triathlon

Kobiety mają jakiś problem z triathlonem – podśmiewają się z facetów, którzy trenują ten sport. Dziwne to… lepiej, żeby koleś ćwiczył, czy też żłopał hurtowo piwsko i straszył społeczeństwo obwisłym bełcunem?

Koleżanka nr 1, kiedy usłyszała, że przygotowuję się do zawodów:

– Chryste, następny. Czy wy już naprawdę nie macie co robić?

Koleżanka nr 2, wpis z fejsa:

„musi być coś z facetem nie tak skoro łączy pływanie, bieganie i pedałowanie. To tak jakby jeść deser z sosem rybnym, a całość popijać płynem do zmywania naczyń. Jest w tym coś histerycznego…”

Koleżanka nr 3, twitter:

Po czym poznać triathlonistę na imprezie? Po niczym, sam ci o tym powie.

Ten ostatni żart akurat wymiata – rzeczywiście tak jest. Gdy ktoś trenuje triathlon, mówi o tym dookoła bardzo dużo.

Ale czy można się temu dziwić? Jeśli coś zajmuje ci 20 godzin tygodniowo, to siłą rzeczy opowiadasz o tym znajomym. Jeżeli trenujesz regularnie szachy, nie ma bata byś o nich nie wspomniał w towarzystwie. Jesteś krytykiem filmowym, to na imprezie zdarza ci się odnieść do tego, co akurat grają w kinie. Z triathlonem jest podobnie. Nie widzę w tym niczego niezwykłego. Zależność jest prosta: jakaś czynność jest dla ciebie czasochłonna, to paplasz o niej na lewo i prawo, dzięki czemu oczyszczasz sobie z niej nieco głowę.

Niesamowita jest za to moda na ten sport. Nagle wielu facetów – w tym tacy celebryci, jak Maciej Stuhr czy Borys Szyc – postanowiło, że zacznie praktykować równocześnie pływanie, kolarstwo i bieg. Setki mężczyzn w tym kraju niemalże z dnia na dzień narzuciło sobie naprawdę poważny reżim treningowy. Panowie są skłonni zrezygnować dla triathlonu z wielu zwykłych, drobnych przyjemności, jak imprezy, picie czy papieroski.

Powtarzam: hurtowa fascynacja triathlonem wyraźnie irytuje wiele kobiet. Gdyby kolesie jarali się nowymi burgerowniami w mieście i wpieprzali na potęgę fast foody, gdyby przesiadywali godziny w siłowniach, co prowadziłoby do zaniku szyi, rozumiałbym frustrację pań.

Ale wkurzać się na triathlonistów? Nabijać się z ich poświęcenia, konsekwencji, dążenia do celu? Po co? Przychodzą mi do głowy trzy powody:

a) niektóre laski wkurwia to, że facetom chce się regularnie ćwiczyć, podczas gdy im nie. Zamiast poważnie zastanowić się nad sobą, a w konsekwencji przyznać, że dupa obrasta mi w tłuszcz i należy coś z tym zrobić, chowam się za parawanem ironii.

b) triathlonowa hejterka ma w domu faceta, którego największym ruchem fizycznym w ostatnim roku było przejście się z salonu do kuchni po browar z lodówki. Jest zła na jego lenistwo, chciałaby, żeby równał do „sportowców”, paradoksalnie więc nie lubi tych ostatnich – uświadamiają jej, jak mógłby się prezentować ten typ z kanapy, gdyby tylko mu się trochę chciało.

b) dziewczyny uważają nas za pozerów, którzy ulegają chwilowej modzie.

Jeśli nawet tak jest, jeżeli niektórzy goście ćwiczą triathlon bo jest trendy, to w sumie co w tym złego? Ruch fizyczny zawsze jest pozytywną sprawą. Nawet jeśli x po dwóch miesiącach powie „pierdolę, mam dość triathlonu”, to i tak przez ten czas jego organizm odżyje. Nabierze pewnych nawyków. I taki koleś, nawet gdy oleje łączenie kolarstwa, biegania i pływania, to może chociaż zostanie przy jednym z tych sportów. Co wyjdzie mu na zdrowie.

Zrozummy się dobrze: nie uważam, że chłopakowi należą się czołobitne pokłony tylko dlatego, że uprawia triathlon. Nie jestem też zdania, że laska, kiedy usłyszy o tym na imprezie, powinna zaproponować wyjście do łazienki na szybki numerek. Nie, nie, nie. Triathlon nie musi wywoływać euforii. Ale nie powinien też budzić nienawiści. Tylko i aż tyle.

 

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑