Dlaczego warto zobaczyć „Polskie Gówno”

Opublikowano Styczeń 21, 2015 | przez MB

tymański brylewski

Na początku lutego do kin wchodzi „Polskie Gówno”, film Grzegorza Jankowskiego i Tymona Tymańskiego, który ma być satyrą na rodzimy przemysł muzyczny. O produkcji głośno jest od kilku lat ,a wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują na to, że warto ją zobaczyć.

Polski show biznes od dawna zasługuje na porządną satyrę. Mniej więcej od czasu, kiedy zaczął… parodiować sam siebie. Telewizja schodzi na psy, muzyka staje się prymitywna i głupia, teksty grafomańskie, a zespoły mdłe, autorytetami stają się uczestnicy reality show, a wymarzonym zawodem nastolatków jest celebryta. Gdy zbierzemy to do jednego wora, powstaje obraz nędzy i rozpaczy, które zatruwają polską kulturę. Twórcy „Polskiego Gówna” spojrzeli na ten bajzel z przymrużeniem oka i stworzyli jego karykaturę, która dla światka show bizu prawdopodobnie będzie jak kij wsadzony w mrowisko.

Film opowiada o podstarzałych, zadłużonych i niespełnionych muzykach, którzy w celu spłacenia długów, zrealizowania marzeń i naparzaniu rock’n’rolla pod nazwą Tranzystory ruszają w pierwszą trasę koncertową po Polsce. Fabuła została tak skonstruowana, by zabrać widza w wycieczkę po prowincji i poszydzić nie tylko z tych na świeczniku, ale także z tych na samym dole łańcucha pokarmowego i ukazać zabawną i jednocześnie przerażającą polską zaściankowość. Tego typu przygód w polskim kinie było już co prawda kilka, ale żadna nie odsłaniała kulis biznesu koncertowego i zapyziałych pubów. Z tego punktu widzenia powinna to być bardzo pouczająca wycieczka.

Ze względu na ferajnę zebraną wokół „Polskiego Gówna” scenariusz powinien eksplodować trafnymi komentarzami, błyskotliwymi dialogami i scenami na granicy przyzwoitości i poprawności politycznej. W filmie wypowiadają się tęgie głowy polskiej satyry i nietrudno jest odnieść wrażenie, że za kompletowanie obsady odpowiedzialny był Tymański.

Na ekranie obejrzymy czołówkę polskiej muzyki niezależnej, m.in. Roberta Brylewskiego i Olafa Deriglasoffa. Obaj słyną z mocnej gęby i prześmiewczej twórczości na pewnym etapie kariery. W ekipie znaleźli się kumple z nieposkromionego Rock Radia, szef Mikołaj Lizut (uwaga, będzie pokazywał klatę) oraz druga audycji „Ranne Kakao” – Kędzior. Epizody otrzymali wygadany Czesław Mozil oraz narodowy prześmiewca Krzysztof Skiba. W bardzo znaczącej roli komornika i managera zarazem pojawi się z kolei jedna z najciekawszych postaci polskiego kabaretu Grzegorz Halama.

Warto też zwrócić uwagę na to, że obok osób odpowiedzialnych za tzw. jaja w produkcji wzięła udział śmietanka polskiego aktorstwa. Świta Smarzowskiego – Arkadiusz Jakubik, Marian Dziędziel, Bartłomiej Topa, zawsze znakomita Sonia Bohosiewicz oraz wielki mistrz Jan Peszek. Ten ostatni wcieli się w producenta muzycznego, bogatego na tyle, by mieć własnego lokaja. Gra go inny mistrz, Leszek Możdżer.

Oprócz tego, że „Polskie Gówno” jest komedią, jest też musicalem. A w Polsce musical to rzadkość. Dobry musical? Chyba takiego jeszcze nie było. Twórcy filmu nie raz udowodnili, że świetnie potrafią odnaleźć się w różnych konwencjach, więc czemu nie spróbować ze śpiewaniem i tańczeniem na ekranie? To pomysł niezwykle odważny i zdecydowanie bezczelny. Szczególnie, że mało kto w obsadzie potrafi ładnie śpiewać.

Sceptycy twierdzą, że „Polskie Gówno” podzieli losy takich filmów jak „Hi Way” albo „Swing” zrobionych przez inne znane osobowości estrady (grupa Mumio, Abelard Giza), czyli zostanie zmiażdżony przez krytykę i odejdzie w zapomnienie. Problem z powyższymi produkcjami był jedak taki, że nie miały żadnego zaczepienia popkulturowego i powstały dla zwykłej beki. „Polskie Gówno” ma szansę nie tylko rozbawić Polaków, ale także powiedzieć im coś istotnego o nich samych oraz o medialnym syfie, jaki ich otacza. A wszystko przy dźwiękach prostego jak budowa cepa rock’n’rolla.

Czekamy.

tymański plakat

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑