Do ślubu idę w gajerze Próchnika i jestem z tego ogromnie dumny

Opublikowano Luty 7, 2014 | przez Gofrey

garnitury-prochnik

Tytuł brzmi jak ordynarna, waląca po oczach reklama, ale niestety – tym razem to ja musiałem wycelować tej firmie całkiem ładną, okrągłą sumę za możliwość pomykania w ich ciuchach. Jeszcze nadejdzie czas, gdy to oni zgłoszą się do mnie, bym został ambasadorem ich marki, ale na ten moment nadal ja płacę Próchnikowi, a nie Próchnik mojej skromnej osobie. Mimo to stwierdziłem, że muszę się podzielić ze światem entuzjazmem, bo tej firmie, po tych zmianach, zwyczajnie się to należy.

O tym jak Próchnik zmienił w ostatnie kilkanaście miesięcy cały swój wizerunek chciałem napisać już wcześniej, ale nigdy nie było okazji. Cóż, wczoraj kupiłem ślubny garnitur w ich salonie, więc pomyślałem, że to najlepszy moment, by podzielić się potężną sympatią, jaką czuję do tej łódzkiej firmy i zdradzić wam przyczyny tak euforycznego podejścia do – w gruncie rzeczy – jednej z wielu porządnych, rodzimych marek odzieżowych.

Pierwsza sprawa: Łódź. W czasach, gdy moje ukochane miasto przestało się kojarzyć z fabrykantami odzieżowymi, zaczęło z kolei z dopalaczami farmakologicznymi, Próchnik żyje, ma się dobrze, w rubryce kontakt na swojej oficjalnej stronie nadal trzyma Łódź i z pewnością z tej perspektywy zasługuje na szacunek i sympatię każdego łodzianina. To jednak nic przy kolejnych plusach, które wyłapał Próchnik SA.

Odkąd prezesem spółki został Rafał Bauer, konsekwentnie trafia w to, czego od lat brakowało mi wśród rodzimych firm. Już samo wejście zaliczył w stylu Stevena Seagala – otwarcie odwołując się do postaci Adama Feliksa Próchnika, wciągając imiona patriotycznego działacza społecznego i bojownika o niepodległość z początków XX wieku do logotypu marki i wzbogacając ów logotyp o Krzyż Walecznych, którym trzykrotnie odznaczony był patron firmy. Tak ostry zwrot w kierunku patriotycznych nut był – przynajmniej dla mnie – absolutnym strzałem w dychę, a okazało się, że to dopiero początek zmian w Próchniku.

Następna była bowiem kolekcja letnia nazwana „Rygor” na cześć Mieczysława Słowikowskiego, polskiego agenta, generała brygady Wojska Polskiego, którego losy mogłyby posłużyć za gotowiec pod scenariusz filmowy. Praca dla wywiadu w Kijowie, wybuch wojny, przerzucanie polskich żołnierzy do Wielkiej Brytanii, potem działalność w Algierii, gdzie przygotował grunt pod inwazję aliantów… Ten Polak stał się legendą, czego potwierdzeniem są jego odznaczenia: wśród nich między innymi Order Imperium Brytyjskiego, Krzyż Niepodległości, Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski i naturalnie Krzyż Walecznych, ale i… miejsce w pop-kulturze, jako pierwowzór postaci Viktora Laszlo z legendarnego filmu „Casablanca”. A i tak pewnie większość z was (nas) w życiu nie usłyszałaby o tym wybitnie uzdolnionym patriocie, gdyby nie przypomniała go firma odzieżowa (!).

Dalej kolejne miłe niespodzianki – przeniesienie produkcji firmy do Polski i kolejna kolekcja, tym razem wspominająca takich bohaterów jak Józef Haller czy Władysław Belina-Prażmowski. Na stronie historyczne opisy, wyjaśnienia, kto był kim, czemu takie, a nie inne odwołania, skąd Krzyż Walecznych, dlaczego sentyment do Giełdy Papierów Wartościowych… Bajka dla każdego, kto chłonie takie przesycone dumą i pisane z uniesioną głową i wypiętą piersią wspominki wielkich rodaków.

Na wszelki wypadek sprawdziłem też samego prezesa Bauera – okazało się, że to w biznesie ktoś jak… Może jak Bogusław Leśnodorski wśród prezesów piłkarskich? Facet, który zarobił pewnie w miesiąc więcej, niż ja wydałem przez całe życie, ale nadal pomyka bez charakterystycznego nadęcia i podporządkowania „etykiecie”, która w gruncie rzeczy jest wyłącznie mutacją politycznej poprawności. Nie ma skrupułów, by rzucić na swym blogu (prowadzi bloga, nie wspomniałem?) bluzgiem, obok patriotyzmu gospodarczego podejmuje tematy społeczne, niepodległość i sposoby walki o nią mieszają się ze wspomnieniami z wakacji, a polityczne prognozy z analizami aktualności ekonomicznych. Wszystkie udzielone przez niego wywiady, nawet z najbardziej banalnymi pytaniami wyglądają niesłychanie ciekawie, a sam zdaje się facetem, który rozruszałby nawet spotkanie introwertycznych hodowców patyczaków 67+.

Możliwe – nie jestem w stanie tego wykluczyć – że patriotyczno-narodowo-historyczno-luźny wizerunek Próchnika i prezesa Bauera to tylko znakomite odczytanie trendu na rynku, trendu wśród młodych i tych, którzy właśnie się „dorobili”, bądź „dorabiają”. Nie przeczę, gdybym był prezesem-wizjonerem, też przekonywałbym wszystkich wspólników, że idzie czas zwrotu ku ideom konserwatywno-liberalnym (zresztą, pisałem o tym choćby tutaj: http://wyszlo.com/kto-jest-naprawde-fajny/), więc możliwe, że Bauer po prostu kombinuje z odwołaniami do polskich bohaterów, żeby księgowi w Próchniku używali częściej koloru zielonego, niż czerwonego. Nie ma co jednak wchodzić w motywacje, liczy się efekt.

A efekt jest taki, że za dwa miesiące pójdę do ślubu w garniturze łódzkiej marki i będę go nosił z prawdziwą dumą, mając na poszewce logotyp z Krzyżem Walecznych i świadomość, że wspieram firmę, która bierze na sztandary ludzi o wiele cenniejszych, niż dzisiejsi idole/autorytety/celebryci.

Jasne, są też przyziemne powody, ze wszystkich modeli różnych marek, które przymierzyłem w ostatnich tygodniach to ich garnitur był najładniejszy, ale za zachwalanie samej jakości ciuchów, faktycznie musiałbym już wziąć od nich jakieś pieniądze.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑