Dramat: nieutalentowany chłopaczyna ma wyreżyserować „Złego” Tyrmanda

Opublikowano Lipiec 4, 2013 | przez ZP

zly

Moja sympatia do Leopolda Tyrmanda jest niemal tak olbrzymia, jak jego talent do pisania. Uwielbiam gościa właśnie dlatego, że czarował piórem – „Zły” i „Dziennik 1954” to dla mnie książki kultowe, mało który dwudziestowieczny polski literat  mógł się równać z ich autorem. Janusz Głowacki, Marek Hłasko, Edward Stachura – ludzi podobnie utalentowanych co Tyrmand było przed laty naprawdę niewielu.

Wysoki poziom dzieł pana Leopolda, objawiający się m.in. w fakcie, że autor ów pisał niezwykle plastycznie, sprawia, że nie brakuje reżyserów chętnych do przeniesienia takowych na deski teatru czy ekrany kin.

Niejaki Jan Buchwald  zmierzył się ze „Złym” kilka lat temu w Teatrze Powszechnym. Gościu stworzył coś tak strasznego, że przed wypłaceniem mu sztuki podczas pobytu na spektaklu powstrzymały mnie tylko dwie rzeczy:

a) nie wiedziałem jak wygląda, a internet w komórce akurat nie działał

b) nie miałem ze sobą kastetu, a uznałem, że facet tak bardzo sprofanował książkę, że strzał z samej pięści byłby dla niego zbyt delikatną pieszczotą

Teraz czytam, że za „Złego” zabiera się Xawery Żuławski. Gdyby ktoś nie wiedział kto zacz, uprzejmie informuję: wyjątkowo nieutalentowane pachole dosyć zdolnych rodziców – Małgorzaty Braunek i Andrzeja Żuławskiego.

Koleś zasłynął w Polsce z tego, że nakręcił dwa gnioty: „Wojnę polsko-ruską” i „Chaos”. Po tych „filmach” stary powinien zakazać mu używania rozpoznawalnego nazwiska, a tak poza tym to dziwi mnie, że minister kultury nie wydał jakiegoś dekretu, który dożywotnio zabraniałby Xaweremu przez X wykonywania zawodu.

Niestety, Bogdan Zdrojewski nie nałożył na młodego Żuławskiego twórczej ekskomuniki, no i teraz mamy problem, bo chłopak złapie się z Tyrmandem za bary. Dziś ukazał się na ten temat wywiad w „Dużym Formacie” z Xawerym (czemu, do cholery, skoro w imieniu ma X zamiast Ks to dalej jest w, a nie v?). Po przeczytaniu rozmowy nie mam żadnych wątpliwości, że ten gościu nie powinien zabierać się za tę książkę. Najlepszy fragment:

– Zły to była dla ciebie ważna książka?

– Szczerze? Nie bardzo (…).

Ja naprawdę nie uważam, że reżyser adaptujący dane dzieło powinien klękać przed nim na kolana, ale żeby interpretować coś, co mu się nie podobało? Przecież to totalna żenada. Zakładam, że skoro Żuławskiemu nie podszedł „Zły” to znaczy, że chce go zekranizować tylko dla kasy i fame’u. Jestem też przekonany, że Xavery (nie mogę, kurwa, ścierpieć tego w) zrobi z tego jakieś groteskowe gówno, coś na poziomie „Kac Wawa”. Poza brakiem talentu naszego twórcy do wysnucia takiego wniosku zmusza mnie też jego paplanina. Tutaj opowiada o Marcie, jedynej żeńskiej głównej bohaterce „Złego”:

– Na pewno dla filmu była za mało wyrazista. Strasznie żeśmy się z nią mocowali. Powstały w sumie cztery wersje scenariusza. W jednym była już nawet totalną szmatą, żeby było jakoś bardziej, mocniej.

– Szmatą?

– Idiotka, kretynka, dziwka puszczająca się na prawo i lewo (…)

Ostatecznie koleś zmienił swoją wizję, ale biorąc pod uwagę jakie chodzą mu po łbie pomysły, spodziewam się, że jednak wciśnie w scenariusz jakąś małą rewolucję i np. nakręci scenę gang bangu ukontentowanej dużą liczbą penisów Marty z praskimi rzezimieszkami.

No chyba, że producenci pójdą jednak po rozum do głowy i odsuną Ksawerego (a co mi tam, lubię oldskul!) od zawiadywania wartym grube miliony projektem.

Kto mógłby go zastąpić? Pomijając to, że każdy, proponowałbym Jana Jakuba Kolskiego.

Facet dorównuje talentem Tyrmandowi, a poza tym, podobnie jak Leopold w „Dzienniku 1954”, prowadza się po mieście z dużo młodszą partnerką. No i wyszedł zwycięsko ze starcia z gombrowiczowską „Pornografią”, a to sztuka nie lada.

Nie mam wątpliwości, że gdyby pisarz żył, wolałby, aby to ktoś pokroju JJK wziął się za jego książki, szczególnie, że Kolski sam napisał niedawno jedną, całkiem zresztą niezłą. To w ogóle jest erudyta, jeden z niewielu ludzi polskiego światka sztuki, których warto słuchać. Opowiada ciekawie, barwnie, mądrze, ten intelekt i dowcip widać też w filmach, w „Jasminum” czy „Wenecji” chociażby. Ostatnio natrafiłem na jego występ u Kuby Wojewódzkiego, był naprawdę fajny, polecam. Kolski przez dwadzieścia minut programu sprzedał więcej ciekawych historii niż młody Żuławski we wszystkich swoich filmach i na tym właśnie polega różnica między tą dwójką.

 

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑