Dres wraca do łask. Byle nie taki jak u Radka Majdana

Opublikowano Styczeń 27, 2014 | przez Pato

szelest

Ten trend trwa od jakiegoś czasu, ale chyba nie wszyscy to zauważyli. Czytam komentarze w stylu „dresy dla dresiarzy” i zastanawiam się, jak bardzo ograniczone mózgi dopadły do klawiatury. Niestety muszę tych hejterów jeszcze raz zmartwić. Czasy, kiedy dres był zarezerwowany dla chłopaczków z Pragi już minęły. Obudźcie się!

To oczywiście temat z serii pierdół. Nie znam się na modzie i znać nie chcę. Nie będę udawał eksperta, ale męczą mnie pytania w stylu „a ty tak w dresie?”. Tak, kurwa, w dresie. Nie dziwi to nikogo w Nowym Jorku. W Londynie. Dziwi jeszcze w Warszawie, chociaż wydawało mi się, że dres już dawno przestał być kojarzony ze skokiem przez kozła i klimatem starych sal gimnastycznych.

Pora wreszcie odróżnić dresiarza od człowieka noszącego dres. Mentalnej ameby od człowieka lubiącego naturalność i swobodę. Jakiś czas temu pojawiło się kilka artykułów na ten temat, ale wystarczyło je poczytać i znowu to samo.

Kicz. Kompletny brak smaku. Szelest…

Internetowe trolle jak zwykle wylały żółć i nawet nie zauważyły, że tekst był o bawełnianych ciuchach, więc… gdzie tu szelest? Gdzie tu wycieczki na bazar albo wieszanie płyt kompaktowych na przedniej szybie auta? Zjeżdżam jeszcze niżej, a tam kolejna wyzywka. Dres = Łysa pała. BMW.

Zaciemniony obraz.

A przecież wystarczy się rozejrzeć. Dzisiaj coraz więcej projektantów idzie w dres. Coraz więcej firm wydaje kasę na promocję bawełnianych produktów. Powstaje dużo fajnych ciuchowych eksperymentów. Być może właśnie dres zaczyna przebywać taką drogę, jaką przechodziły kiedyś jeansy, uważane za spodnie dla roboli. Wiadomo, że są sytuacje, kiedy lepiej założyć coś innego. Nie do każdego taki ciuch musi pasować. Ale jak słyszę, że dres nadaje się tylko do chodzenia po domu, to ręce opadają.

Po kilku komentarzach przestaję czytać te internetowe stulejarstwo. Coś o wieśniactwie itd. Dziwne pytania i jeszcze dziwniejsze teksty. Zakładam dres do pracy, do knajpy, ostatnio byłem tak nawet w „DeLite”, luksusowym klubie warszawki, gdzie podobno co chwilę ktoś słyszy pytanie o mityczne „zaproszenie”. Nie czuję się, jakbym należał do tzw. dresiarzy. Grupy najtroskliwszych chłopaczków na świecie, którzy z szelestem w tle pytają ludzi na ulicach „czy masz jakiś problem?”.

Tylko debil nie potrafi zauważyć, że dres już dawno stał się normalnym ubiorem. Przedarł się na salony. Znalazł się w szafie artystów i celebrytów. I tylko, jak we wszystkim, trzeba znać granicę. Tak ku przestrodze, żeby nie odlecieć jak Radek Majdan, który nie tak dawno do spodni dresowych dołożył płaszcz nietoperza, łańcuchy i kapelusz Jacykowa. Tragikomedia.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑