Drink na twarzy, torebka na głowie, a na języku bełkot

Opublikowano Lipiec 2, 2013 | przez ZP

 rocky2

Kolejny imprezowy weekend za nami, kolejny ważny wniosek został wyciągnięty: najgorsza możliwa rzecz w klubie to tak zwany podryw na Rocky’ego. Podryw, który, niestety, każdy z nas drodzy panowie kiedyś zaliczył (ja np. w ostatni piątek).

Nie wiecie o co chodzi? To odpalcie ten filmik, mniej więcej między 48, a 56 sekundą:

 

Coś świta?

Tak, podryw na Rocky’ego wygląda mniej więcej tak: osoba zaczepiająca zbliża się do osoby zaczepianej i bełkocze. Jednak nie dlatego, bo jak wspomniany bokser ma fatalną dykcję, ale z innego powodu: ponieważ jest najebana. Nie lekko dziabnięta, nie przyjemnie wstawiona, a nakurwiona na całego.

Delikwent ów, który ledwo trzyma się na nogach, odczuwa jednak olbrzymi popęd seksualny, przebijający swoją intensywnością nawet pijackie zmęczenie. Dlatego niezrażony swoim fatalnym stanem próbuje coś ustrzelić. Skrada się więc do ofiary gibając się przy tym jak pierdolony rezus, trochę jak bokser, który próbuje uniknąć ciosów balansem ciała. Albo bardziej jak taki, który właśnie zaliczył gonga i walczy ze sobą, żeby nie zaliczyć gleby.

Jak już utrzyma jakimś cudem pion, zaczyna coś tam mówić. Choć to za duże słowo, to tak, jakby w stosunku do braci Mroczek użyć określenia aktor. Z ust narąbanego typa wypływają bowiem nie słowa, a dźwięki, które naprawdę trudno zrozumieć, a tym samym zdefiniować.

A dodać przy tym trzeba, że niezrażony absztyfikant krzyczy pani do ucha tak, jakby prowadził doping na Żylecie. W tej beznadziejnej sytuacji jedyny efekt, jaki udaje mu się osiągnąć, to oplucie indagowanej niewiasty, która – zalana przez hektolitry pijackiej śliny – traci z reguły cierpliwość.

A wtedy chłopie masz naprawdę przegwizdane. Ruchy już nie te, problemy z szybkością ewidentne, więc ciężko uniknąć strzału torebką po głowie. Ewentualnie może być tak, że ślicznotka posiada torebunie od Louisa Vuittona i powstrzyma się od ciosu, ponieważ żal jej będzie poświęcić czegoś tak cennego na twój plebejski łeb.

Nie licz jednak , że w tej sytuacji ominie cię ofensywa. Nie, laska wybierze po prostu mniejse finasowe zło i wylewa ci na ryj oraz koszulę drinka.

Kiedy poczujesz w oczach Mojito, zrozumiesz, że raczej nie będziecie znajomymi na fejsie, o bliższej relacji nie wspominając. Zawiniesz się więc czym prędzej – czyli w tym pijackim przypadku naprawdę wolno, jak w slow motion – i pójdziesz szukać kolejnej ofiary. Albo raczej: powłóczysz nogami w bliżej nieznanym kierunku. Dasz im przy tym taką wolność, jakiej jeszcze nigdy nie miały. 100 % improwizacji i hop – zaczepiasz kolejną babkę.

Z reguły po kilku takich koszach odpuszczasz. Jakiś pijacki przebłysk geniuszu sprawia bowiem, że dochodzi do ciebie przykry news: nie będziesz gwiazdą nocy. Nie stoczysz łóżkowej walki wieczoru. Nie tym razem man, sorry.

Następnie jakaś tajemnicza siła przenosi cię do łóżka, w którym budzisz się nie pamiętając za bardzo jak do niego dotarłeś. Kojarzysz za to co innego: ładne, zadbane paznokcie o długości plus minus pałeczek do sushi, którymi wkurzona laska minionej nocy próbowała cię poharatać. Gratulujesz sobie w duchu, że uniknąłeś jej „pieszczoty”, wstajesz z wyra, idziesz do łazienki, stajesz przed lustrem i zaczynasz krzyczeć. Albowiem twoja szyja i korpus wyglądają tak, jak klata kolegi na zdjęciu poniżej:

podrapany

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑