Drodzy polscy gracze: zamknijcie się, proszę

Opublikowano Grudzień 10, 2013 | przez Redakcja

battlefield4_pl

Mam 30 lat i nie jestem hardkorowym graczem. Jestem normalnym kolesiem – lubię wypić, pójść na mecz, spotkać się ze znajomymi, a raz na parę dni odpalić konsolę, żeby pobiegać ze swoją ekipą po mapach Battlefielda 4, postrzelać trochę do ludzi i zdjąć po dwóch godzinach słuchawki, żeby wrócić do swojego życia, w którym nie muszę nazywać innych ludzi chujami, downami i kretynami za to, że zachowują się w grze komputerowej nie tak, jak od nich oczekuję.

Im dłużej gram jednak w BF 4 i im więcej trafiam na Polaków, tym bardziej mam wrażenie, że po pierwsze nie znam w ogóle swojego kraju, po drugie – Playstation trafiło już pod strzechy poprawczaków i zakładów karnych, a po trzecie – że jako naród tracimy cholernie, cholernie dużo czasu na obrażanie mężczyzn (i kobiet), których ani nie znamy, ani nigdy nie poznamy i od których dzieli nas kilka tysięcy kilometrów.

I że generalnie zajebiście stresujemy się pikselami wyświetlanymi na ekranie telewizora, a które układają się w animacje żołnierzy.

Nie wiem, czy w innych grach jest tak samo, bo nie gram aktualnie w nic innego, natomiast w ciągu ostatnich kilku tygodni BF4 i środowisko graczy z ksywkami zakończonymi na PL sprawiło, że dziękuję Bogu, że przy mojej ksywce tych dwóch literek nie ma. Dzięki temu mogę, udając Greka, posłuchać w spokoju.

A słucham tam rzeczy niesłychanie ciekawe.

Jakiś 14-latek, przekrzykując się z wołającą go na obiad matką, wrzeszczy na mnie łamaną angielszczyzną, że mam mu oddać czołg. Natychmiast. Pal licho, że ja jestem inżynierem i że właśnie mam na liczniku 10 tysięcy punktów, a ten specjalnej troski pajac jest jechanym przez przeciwników 9 do 1 snajperem. Ten trend – nastolatek, którego w pewnym momencie stara woła do koryta – to w ogóle powtarzająca się sprawa. „Kanapki ci zrobiłam”. „Moment, gram, nie widzisz”? Typowa polska rodzinka. Ja bym gówniarza nie karmił, ale matki żołnierzy Battlefielda są wytrwałe i cierpliwe. Wróci za 10 minut, wiem to. Od października tego słucham.

Kolejna gra, kolejny typ. Włączony headset, kłóci się z żoną (dziewczyną?). Bluzga jej strasznie, każe spierdalać, nie przeszkadzać. Na kanale konsternacja, ale on po chwili jak nigdy nic: „Sorry, stara się do mnie zjebała”. Myślę sobie: „zjebała się do niego? Co to w ogóle znaczy? Gdzie się tak mówi, w którym mieście”? To wejście w domy dorosłych niby ludzi daje mi czasem ciarki. Włos mi się jeży na plecach kiedy słucham, jak ci ludzie odzywają się do swoich kobiet czy dzieci. „Zamknij się” to najmniejszy problem. Zawsze mnie to dziwi: dlaczego oni przynajmniej nie wyłączą na chwilę mikrofonu?

Coraz częściej myślę, że dlatego, bo nie widzą w tym wielkiego problemu. W końcu myślą, że są sami.

Spotykam też, oczywiście, ludzi bardzo normalnych, pomocnych, na wysokim poziomie i intelektualnym, i taktycznym. Przyznaję, w BF-ie jest pod tym względem lepiej, niż widziałem kilka lat temu w CoD, czy jeszcze dawno, dawno temu w CS-ie. Natomiast wciąż nie jest to ten poziom, którego bym oczekiwał. Wciąż drapię się po głowie za każdym razem, kiedy nieświadomy że jestem Polakiem chłopczyk ciśnie mi od pedałów za to, że zostaję w atakowanej bazie, kiedy on zarządza z niej odwrót.

Naprawdę dobrze jest czasem po prostu posiedzieć cicho i nie odzywać się – wtedy słychać te wymiany, wtedy dopiero można poznać Polskę B, jej internetowe zwyczaje, małe, drobne cebulactwa i dylematy. Te zrzutki w pięciu na jakąś rzecz za 10 złotych, dzielenie się kontem wartym 20… Gdybym był marketingowcem, siedziałbym online przez 8 godzin dziennie, tyle tam można się nauczyć o ludziach, którzy mają tu napędzać gospodarkę.

Oczywiście – sam też przeklinam. Krzyczę: „Kurwa!”, kiedy ja zmarłem, a gościowi, z którym się strzelaliśmy, został 1 punkt życia. Ale nie czuję wielkiej potrzeby nazywać go za to cwelem. Dla mnie ten gość jest trójwymiarowym, pokrytym teksturami modelem, który akurat w tym momencie miał więcej skilla lub farta ode mnie. To, że mnie zabił nie zmienia fundamentów mojego bytu, nie obraża mnie osobiście. Pech to pech. Mój-kolega-z-druzynyPL sądzi jednak inaczej. Kiedy on zabija – zabija wyłącznie lamusów. Kiedy jego zabiją – zabił go pedał.

Czy inne nacje są w grach takie same? Nie wykluczam, może nawet są gorsi. Ale nie postawiłbym na to majątku. Gram przecież z całą Europą. Nazwijcie to pechem, ale nie trafiam na Czechów, którzy drą po swojemu japę, kiedy wszyscy w drużynie są z innych krajów. Do Polaków mnie za to coś przyciąga.

A może to tylko nas po prostu tak słychać?

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑