Dzień dobry. Do widzenia. Ma pan kartę stałego klienta?

Opublikowano Marzec 6, 2013 | przez Dżordż

tesco

Dzień dobry.

Do widzenia.

Dzień dobry.

Do widzenia.

Dzień dobry.

Stałem przy książkach w Empiku może ze trzy minuty. W tym czasie ochroniarz przywitał i pożegnał kilkunastu klientów. Słuchałem jego słów i zrobiło mi się człowieka żal. Wyobrażacie sobie, jak monotonna jest jego praca? W ciągu ośmiu godzin przez taki sklep przewinie się pewnie kilka tysięcy osób. Facet reaguje zwyczajowym „dzień dobry” albo „do widzenia” niemal na każdą z nich. Można ochujeć, serio.

Podziwiam ochroniarzy, którzy wytrzymują tę powtarzalność. Podobnie jak szanuję kasjerki z dużych dyskontów. Niedaleko mnie jest Tesco. Babki, które tam sprzedają, co chwilę wypluwają z siebie te same formułki, w stylu: czy ma pan kartę stałego kilenta? Za każdym razem, gdy patrze na te kobiety, czuję dwie rzeczy: smutek przemieszany z radością. Przykro mi, że ludzie muszą wykonywać tak denną robotę. I jednocześnie cieszę się, że sam mam dużo ciekawszą.

Generalnie to nie jestem w stanie zrozumieć jak można przez x lat życia wstawać rano do pracy typu ochroniarz, kasjer czy roznosiciel ulotek. Wiem, że lepsza taka robota niż żadna, ale dla mnie jest niepojęte, by wykonywać ją na stałe.

Koleżanka, która miała epizod w równie kiepskiej pracy (telemarketer), tłumaczy mi, że człowiek, żeby tam przetrwać… wyłącza myślenie. Zaczyna robić wszystko automatycznie. Wchodzi mu to w krew do tego stopnia, że jeśli np. w robocie odbiera setki telefonów przedstawiając się imieniem i nazwiskiem, to potem zaczyna to robić w… życiu codziennym.

OK, przyjmuje jej argument, tyle, że wydaje mi się rozwiązaniem tymczasowym. „Wyłączyć się” można na tydzień, miesiąc, może rok, ale na całe życie? Nie wierzę, że ludzie potrafią to robić. Zakładam, że po pewnym czasie ten nieszczęsny ochroniarz albo ta biedna kasjerka zaczynają myśleć= działać. Nie dlatego, że mają w sobie wielkich filozofów, ale po to, żeby nie zwariować.

Ja to widzę tak, nie wiem czy trafnie, ale co mi tam, puszczę wodzę fantazji: faceci rozbierają wzrokiem co ładniejsze kobiety i zastanawiają się, jakby to było je pukać. Panie flirtują z co przystojniejszymi klientami, by ubarwić sobie dzień.

Panowie stoją przy wejściu ze słuchawką w uchu, coś tam gadają do kumpli, tak niby, że mają kontakt z bazą. Niektórym w głowach zaczyna się pewnie rodzić myśl: oho, jestem Panem Ochroniarzem. Od niej już tylko o krok do uznania się za drugiego Kevina Costnera z „Bodyguarda”, a tym samym czepiania się klientów o byle co. Widzieliście takich typów na zakupach? Jestem pewien, że tak, i to nie raz.

Dobra, trochę odskoczyłem od tematu. Wydaje mi się, że to „myślenie” wcale nie jest takie złe. Więcej: poza rozmową z klientem i znajomym z pracy jest kluczowe w kontekście przetrwania w nudnej robocie.

Gdy płynę godzinę w basenie, też go „używam”: zastanawiam się, co zjeść na obiad, czy słyszałem ostatnio o jakiejś wartej przeczytania książce, jaki fajny temat można poruszyć na „Wyszło” itd. itp. Nie mam pojęcia, czy zapieprzając osiem godzin dziennie człowiekowi starczy tematów do ogarnięcia w głowie, ale wiem, że na krótką metę tego typu rozkminki sprawiają, że czas płynie szybciej.

PS. Przed publikacją dałem tekst znajomemu do przeczytania. Po wszystkim spytał:

– A nie sądzisz, że taka kasjerka czy ochroniarz są w większości przypadków po prostu za głupi, by myśleć o tym, jak mają przejebane?

Odpowiedź: niektórzy zapewne są mało rozgarnięci, ale nie wszyscy. Wierzę w ludzi i naprawdę nie chcę zakładać, że słaba praca = kiepskie IQ. Czasem życie bywa brutalne i ktoś naprawdę zdolny i błyskotliwy, w wyniku wielu dziwacznych zdarzeń, może skończyć stojąc przy wejściu do Empiku.

Nie powinno się skreślać każdego ochroniarza czy kasjerki poprzez odejmowanie im intelektu. Warto zrobić natomiast co innego: być dla tych osób tak zwyczajnie sympatycznym. Ich robota jest na tyle beznadziejna, nie ma sensu dobijać tych ludzi ironią czy chamstwem. Tyle.

 

 

 

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑