Dlaczego jaram się programem Tadeusza Sznuka

Opublikowano Listopad 4, 2014 | przez Gofrey

z4617724Q

Niedawno podzieliliśmy się z wami swoimi przemyśleniami na temat ostatnich czterech powodów, dla których trzymamy w domach telewizory (w skrócie: Cejrowski, Wojciechowska, Makłowicz, Czubówna ze świtą). W komentarzach i listach do redakcji upominaliście nas: wszystko pięknie, zgadzamy się z wami, drogie Bravo, ale gdzie zgubiliście „piąty element” tej jasnej już dla przedszkolaka układanki? Gdzie zgubiliście człowieka, który z wymienioną fantastyczną czwórką tworzy… fantastyczną piątkę?

Tak, tak, bijemy się w pierś. Tadeusz Sznuk i jego „Jeden z dziesięciu” bez trudu łapią się do bardzo wąskiej kategorii wartościowych programów telewizyjnych, dla których wciąż warto posiadać kurzące się pudło. Szarpniemy się i podamy dziesięć powodów: dlaczego charakterystyczne piknięcie to jeden z najprzyjemniejszych dźwięków w całej telewizji?

1. Bo warto wiedzieć

A akurat ładunek wiedzy płynący z tego programu to nieco więcej, niż zagadki z „Milionerów”. Pytania lecą jak z rękawa, czasu na zastanawianie się nie ma wcale, wszystko dzieje się w tempie, które niemal wymusza robienie notatek. Z każdego odcinka można wyjąć niebotyczne ilości tematów, które następnie chce się samemu zgłębiać. „Jeden z dziesięciu” jest jak dobre studia – rzetelnie i przystępnie informują, a jednocześnie inspirują do samodzielnego rozwoju.

2. Bo Tadeusz Sznuk

Prowadzący program Tadeusz Sznuk to król. Po prostu. Uosobienie tych wszystkich cech, które utożsamiamy z porządnym człowiekiem. Miły, ale i dowcipny. Szalenie elokwentny, kulturalny, błyskotliwy, zawsze elegancki i przygotowany. Śledząc jego ruchy i słuchając jego głosu mamy przed oczami tych staromodnych gości, którzy zaczynali dzień od golenia brzytwą i lektury kilkunastu gazet, a innym dżentelmenom, którzy popełniali przy nich afront wobec damy proponowali honorowe pojedynki. „Old-fashioned”, jak John Coltrane. Stara szkoła, której nie da się nie kochać.

3. Bo tradycja

Nieprzerwanie od 1994 roku. Byli na antenie, gdy chleb kosztował siedem tysięcy złotych, gdy Janusz Korwin-Mikke zasiadał w ławach Sejmu razem z Krzysztofem Ibiszem, gdy polskie kluby grały w fazie grupowej Ligi Mistrzów, a w Ekstraklasie występował Sokół Pniewy. „Jeden z dziesięciu” pozostał w LM, polski futbol trochę odjechał. Moc tradycji jednak zobowiązuje.

4. Bo elegancja

Wspominaliśmy już o samym Sznuku, który mógłby spokojnie pełnić rolę nauczyciela elegancji dla każdego młodego człowieka aspirującego do tytułu dżentelmena, ale warto zatrzymać się też nad całym programem. Jest on bowiem estetyczną odtrutką na świecąco-błyszcząco-pierdzące widowiska telewizyjne. Prostota. Gust. Absolutne minimum w kwestii graficznych fajerwerków. Ktoś powie – nuda i wtórność. Brak pomysłu na świeżość. My zripostujemy – kojąca klasyka.

5. Bo i tu „amazing happens”

 

6.  Bo… jeszcze raz Tadeusz Sznuk

 

7. Bo twitterowa parodia Tadeusza Sznuka radzi sobie równie dobrze, jak on sam

Jeśli jeszcze nie znacie – sprawdzajcie koniecznie konto @TadeuszSznuk na Twitterze. Ktokolwiek założył parodystyczną wersję „Jeden z dziesięciu” – z miejsca podbił serca wszystkich śmieszków. Ostro masakruje zarówno polityków, jak i dziennikarzy czy piłkarzy. Cała zawartość konta naturalnie bardzo mocno osadzona w realiach prawdziwego teleturnieju. Przykłady?

(do prezesa Legii Warszawa) @BL_1916 Panie Bogusławie, dla Pana królowa nauk – matematyka. Ile meczów musi pauzować piłkarz, który otrzymał 3-meczowe zawieszenie?

(do piłkarza Arka Milika) @arekmilik9 Panie Arkadiuszu, kąty i miary. Jak daleko może wyjść z bramki Manuel Neuer? Można się pomylić o jedną Milę.

(do pewnego leniwego posła) @CezaryKucharski Panie Cezary, dla Pana historia. Czy to prawda, że ostatni raz wystąpił pan na mównicy sejmowej w 1979 roku?

Mistrz.

8. Bo trzymają fason nawet, gdy popełnią błąd

Nie będziemy się rozpisywać. Zamiast tego zdejmujemy czapki z głów i wklejamy ich oświadczenie:

„Szanowni Państwo, Jak Państwo słusznie zauważyli w Wielkim Finale 82 edycji w wyniku błędu obsługi systemu komputerowego nie przyznano Panu Pawłowi Bończykowi 20 punktów za prawidłowo udzieloną odpowiedź. Pan Paweł Bończyk powinien zakończyć grę wynikiem 605 punktów i tym samym zostać nie tylko zwycięzcą Wielkiego Finału, ale również zawodnikiem, który w tej edycji zebrał największą liczbę punktów. Zapewniamy, że Pan Paweł Bończyk otrzyma zasłużoną nagrodę w wysokości 10 000 złotych. Gracz, któremu wręczyliśmy nagrodę w finale programu, także ją zachowa. Pana Pawła Bończyka oraz uważnych widzów przepraszamy za błąd, dziękujemy za błyskawiczną reakcję. Raz na 20 lat nawet najlepszym zdarzają się pomyłki. Ważne by je szybko naprawić, co niniejszym czynimy. Z poważaniem Realizatorzy Programu”

9. Bo to tak przesiąknięte atmosferą „starych, dobrych czasów”, że nie jesteśmy w stanie opisać

Serio. Przygotowując tekst postanowiliśmy zerknąć na ich stronę i… nawet ten szczegół potwierdza wyjątkowy charakter programu. Urzekła nas zakładka „Sprawdź jak przygotować się do teleturnieju”, w której Tadeusz Sznuk udziela m.in. poniższych rad:

„Jaka jest najlepsza metoda eliminowania przeciwników? Czy może Pan podzielić się swoimi obserwacjami? Tadeusz Sznuk: Mogę. Najlepsza metoda – to odpowiadać poprawnie na każde pytanie A mówiąc poważnie: najlepszym etapem do eliminacji przeciwników jest druga część rozgrywki. W pierwszym etapie każdy odpowiada na dwa pytania, związane z numerem (miejscem), które wylosował. Tu nie mamy wpływu na eliminację przeciwników, chyba, żeby robić do nich straszne miny, to może się przestraszą. Natomiast w drugim etapie każde wyznaczenie gracza do odpowiedzi niesie dla niego ryzyko utraty szansy.”

10. Bo kiedyś te dźwięki zabrzmią po raz ostatni…

…więc warto się nimi cieszyć. Jeden z tych ostatnich bastionów normalności w telewizyjnym świecie w końcu też padnie. Oglądajmy, by stało się to jak najpóźniej.

 

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑