Dziś ścigają się z konkurencją, kiedyś po prostu pokazywali jej wała

Opublikowano Wrzesień 10, 2014 | przez lucky bastard

994482_10152683967179231_8232282996041398165_n

Steve Jobs ciężko pracował na swoją legendę. Zrobił wiele, żeby pozostawić po sobie obraz wizjonera, który spełnia zachcianki ludzi zanim oni sami zdążą pomyśleć, że ich potrzebują oraz zanim wpadnie na to konkurencja. Kolejki przed sklepem Apple na 5th Avenue w Nowym Jorku prędko się nie skończą. Każda nowość jeszcze długo będzie się sprzedawać w milionach egzemplarzy – to nie ulega wątpliwości. Chciałbym jednak doczekać tej chwili, kiedy i u jego następców zobaczę błysk geniuszu porównywalny z tamtym.

Wczoraj Apple zwołało konferencję, jakie co pewien czas organizuje, żeby zaprezentować nowy produkt (albo całą serię). Dokładnie taką samą, jak te, na których Jobs nie tylko zwykł czarować, ale i zmieniać rzeczywistość. Wyprzedzać oczekiwania. Proponować rzeczy, o których w świecie technologii się nie śniło. Alarmujące jest to, że wczoraj firma zaprezentowała z grubsza wszystko to, czego od kilku miesięcy się po niej spodziewano. Mam na myśli głównie nowy model telefonu, bo umówmy się – iPhone to od lat produkt sztandarowy, w odróżnieniu od gadżetów typu super-zegarek niczym z Jamesa Bonda, który wcale taki super mi się nie wydaje, biorąc pod uwagę, że non stop trzeba go ładować.

Co mnie w kwestii nowego iPhone’a dziwi?

Nie będę wchodził w szczegółowe specyfikacje sprzętowe. O nich możecie sobie poczytać w serwisach dedykowanych technologii. Chodzi mi o zwykłe odczucia konsumenta i obserwatora, który śledzi rozwój sytuacji. Zdziwienie numer jeden: Apple goni zamiast uciekać. Kiedy na rynek wchodził iPhone 5, zewsząd słychać było narzekania, że za mały, że 4 cale wyświetlacza to już nic, małe pudełeczko, w porównaniu z tym, co proponuje konkurencja, że firma nie poszła z duchem czasu.

Stanowisko Apple’a wobec tych zarzutów było jednoznaczne: bzdura. 4 cale to ekran optymalny dla każdego użytkownika telefonu. Niczego więcej nie potrzeba. Jak chcecie sobie klikać na większym wyświetlaczu, kupcie tablet. Minęło trochę czasu, dosłownie odrobina, i nagle Apple zastępuje swój poprzedni produkt dużo większym. Goni konkurencję, która poszła w stronę gigantyzmu i ogłasza światu: teraz iPhone ma 5,5 cala. Widzę, że jest masa ludzi, którym ta zmiana się podoba, ale zastanawiam się, co ta firma mówi dziś swojemu klientowi? Zaspaliśmy? Oszukaliśmy was? Te parę miesięcy temu, kiedy za 3 tysiące złotych kupowaliście 4 cale. Wmawialiśmy wam wtedy, że Samsung jest w błędzie, bo i komu potrzeba telefonu wielkości szpadla od łopaty?

Mało mnie interesuje, że iPhone 6 nie ma ani najlepszego wyświetlacza na rynku, ani najlepszego aparatu. Nie we wszystkim w dzisiejszym świecie można być najlepszym. Ale nastąpiła jakaś zmiana ról i to Apple dzisiaj ściga tych, którzy na pomysł wpadli wcześniej. Zawsze wyznaczało trendy, teraz dostosowuje się do tych, które wytyczyli inni. Kiedyś musiało się to zdarzyć? Może. Ale przez lata podobnych sytuacji udawało się uniknąć.

Dziwi mnie też druga, na pozór równie symboliczna kwestia. Marka z Cupertino proponuje teraz światu równolegle dwa różne modele telefonów. Do tej pory produkowała jeden za to taki, który KAŻDY CHCIAŁBY MIEĆ. Jobs wychodził na scenę, odsłaniał kurtynę i przekonywał z wielką mocą – to jest to, czego potrzebujecie, nie znajdziecie nic lepszego. Produkt premium. My już go zrobiliśmy, teraz niech Chińczycy sobie go kopiują. Obecnie mamy wybór, który z pozoru jest czymś fajnym, ale intuicyjnie czuję, że przez niego wszystko się rozmywa i osłabia efekt. Apple nigdy nie pozostawiało pola do dyskusji – „mniejszy i poręczniejszy” czy „większy i mocniejszy, z lepszą baterią”. Dawało jednego gotowca, który miał pozamiatać i opróżniać kieszenie ludzi, nie pozostawiając wątpliwości.

Symboliczne jest nawet nazewnictwo. iPhone 6 i zaraz obok iPhone 6 PLUS. Takie trochę nie wiadomo co, zupełnie oderwane od obowiązującej nomenklatury, od dotychczasowej linii produktowej, którą cechowała dotąd wielka konsekwencja.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑