Dziwactwa małe i duże, czyli straszne i zabawne sceny z życia związków

Opublikowano Listopad 8, 2013 | przez ZP

 wariactwo

Gdy słyszę płytę „No Angel” Dido, to dostaje gęsiej skórki, robi mi się gorąco, a tam, na dole, ciasno w spodniach. Nie to, żeby Brytyjka mnie jakoś podniecała. Po prostu kiedyś spotykałem się z dziewczyną, która uprawiała seks TYLKO przy tym krążku. A że byliśmy razem przez rok, to przesłuchałem go w tym czasie kilkaset razy, więc orgazm już na zawsze będzie mi się kojarzył z takimi kawałkami, jak „Hunter” czy „Here with me”.

Każdy z naszych partnerów, byłych czy obecnych, ma jakieś swoje dziwactwa. Jedni mniejsze, jak kobieta od Dido, inni większe. Skoro jesteśmy już przy tych seksualnych, przytoczę słowa kolegi, który opowiadał, że jego partnerka po osiągnięciu szczytu dostawała automatycznie skurczu stopy. U innej w tym samym czasie występowało kichnięcie, co – tu cytat z kumpla – w sumie jest nawet ciekawe jeśli nadal jesteś w środku.

Dziwactwa nie tyczą się jednak samego seksu, często chodzi o zwykłe, życiowe sprawy, takie jak wspólne oglądanie filmów. Znajoma informuje, że spotykała się z gościem, który w swojej kolekcji DVD miał wyłącznie bajki dla dzieci i horrory gore. Wieczór z ukochanym wyglądał więc tak, że najpierw patrzyli na Kung Fu Pandę, a potem Cannibal Holokaust. Nic innego nie wchodziło w grę.

Koleś lubił skrajności nie tylko na ekranie –  kolekcjonował wszelkie albumy ze zdjęciami trupów, stare krucyfiksy, ale i… słodkie pluszaki. Dziwne? Nie tak bardzo, jak wyznanie innej koleżanki, którą zapytałem o oryginalne zachowanie partnera z przeszłości. Rzuciła beztrosko:

– Czyszczenie sobie uszu skarpetkami.

Jeszcze z ryja nie znikł mi wyraz twarzy, który znamionował obrzydzenie najwyższego stopnia, gdy dodała:

– Ale oczywiście czystymi! No a tak poza tym to zastanawiam się, czy przypadkiem nie robią tego wszyscy mężczyźni?

– Nie, odpowiadam, większość, dzięki Bogu, używa jednak patyczków.

Patyczki, nawet te plastikowe i na baterie, nie kręciły jednej z moich partnerek. Dziewczyna nie umiała szczytować przy pomocy wibratora czy penisa, dochodziła tylko wtedy, gdy masturbowała się oglądając jednocześnie… Hentai. Ludzie, co za masakra! Spędziłem przy tych animowanych filmikach więcej czasu niż za młodu przy „Tygrysiej Masce” i „Kapitanie Jastrzębiu” (Tsubasa i spółka) razem wziętych.

Masakra? Zapewne, ale wolałem już taki schiz niż manię na punkcie dziwnie pojętego porządku i chronologii w literaturze. Miałem ja kiedyś kobietę, której generalnie nie przeszkadzał bałagan – w zlewie mogły piętrzyć się talerze, a na podłodze wieże ze skarpetek. Co jednak ją wkurwiało, to… okruszki od chleba. W mieszkaniu syf jak po wybuchu bomby atomowej – spoko. Znajduje dwa kawałeczki po bułce – zadyma. Dlaczego? Odpowiedź w stylu małego Kazia z zerówki: A bo tak!

Ta sama pani potrafiła się wkurwić, gdy coś mi się pomieszało i położyłem na półce książkę z epoki romantyzmu pomiędzy średniowieczem i renesansem zamiast oświeceniem i pozytywizmem.

– Co to dla ciebie, do cholery, za różnica gdzie one leżą? – wielokrotnie pytałem załamany.

– Jest porządek w sztuce, musi być i w domu, który ją kultywuje – słyszałem.

Wariactwo, ale znam lepszy przypadek. Znajoma mieszkała ze strasznym pedantem. Wstała kiedyś rano, gdy jeszcze spał, wypiła herbatę, a następnie umyła naczynie i odłożyła na miejsce. Niestety, nie uniknęła zjebki. Powód? UCHO od kubka było przekrzywione, a przecież w całej szafie są ułożone pod tym samym kątem… Po tej akcji koleżanka uznała, że oto ma do czynienia z iskrą, która spowodowała wybuch, a następnie odpaliła lovera w siną dal.

PS. Jeśli macie jakieś swoje równie zakręcone historie, piszcie, naprawdę chętnie poczytam jak to bywa u innych ludzi.

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑