Fabryka Liter: Menda. Tekst zawsze na czasie

Opublikowano Styczeń 27, 2013 | przez Fox

i_really_hate_you

 

Znany komentator Przemek Pełka z Canal+ ma kłopoty ze zdrowiem. Amputowano mu nogę i trwa teraz akcja zbierania pieniędzy na protezę dla niego. Nie jest to przymus. Nikt nikomu nie przystawia pistoletu do głowy. Jeśli ktoś chce – pomaga. Jak to w akcjach charytatywnych. Tymczasem gdziekolwiek pojawia się tekst o Przemku, pojawiają się też setki ordynarnych, chamskich wpisów. Tak, wiem, powinno się to olać. A może właśnie nie? Może ktoś musi wyedukować tę anonimową bandę kretynów bez twarzy, tożsamości, podpisu? Może tak, jak zastanawiamy się nad łatwością dostępu do broni, tak samo powinniśmy się zastanowić nad psychotestami dla przeciętnego posiadacza internetu? Mówią – nie ma sensu walczyć, olać. A dlaczego? Czemu dawać przyzwolenie na bycie idiotą? Trwać w znieczulicy? Nie, nie godzę się na to. Nie pozwalam. Koniec. Każdy ohydny troll, który śmie obrażać potrzebującego człowieka jest moim wrogiem, dozgonnie.

Poniższy tekst napisałem niedawno na swoim blogu Fabryka Liter, ale on nigdy nie straci na aktualności. Wolność słowa i dostęp do wygłaszania opinii nie powinny być dla głupców. Ktoś mądry powiedział kiedyś: „głupi nie wie, że jest głupi”. Ale może w tym tekście, trollu, odnajdziesz malutką część odbicia lustrzanego. Nawet najwięksi troglodyci mają chyba sekundy zastanowienia się nad sobą. Chciałbym w to wierzyć. Mówią – olej ich. Ale ja nie dam wam spokoju…

Menda wstał, bo to on, ten menda, facet, tak trochę po siódmej. Dziś ma wolne, nie zadzwonili, żeby przyszedł “na robotę”. Jeszcze dobrze nie otworzył oczu, a wygląda przez okno, co tam na podwórku. Mruży ślepia pod słońce. Drapie się po jajach i pierdzi. Śmieszy go to. Menda widzi, że sąsiad trochę źle zaparkował, więc łapie za telefon, ale sobie przypomina, że nie ma nic na karcie. Sięga więc po stacjonarny. Dzwoni na Straż Miejską i nie chce podać swoich danych, ale sąsiada podał wszystkie, zna na pamięć, numer rejestracji przeczytał z kartki, ma zapisane wszystkie w takim zeszycie. Czeka na interwencję.

To może być dobry dzień dla mendy, a przecież nawet się jeszcze nie zaczął.

Menda zakłada majty i skarpety, dżinsy, pożółkłą koszulkę, łańcuszek, średnio gruby, przejeżdża ręką po przerzedzonych włosach, na ślinę przykleja te co sterczą z lewej strony. Odpala komputer i wstawia wodę na herbatę. Pierdzi jeszcze raz, ogląda się za siebie, zdziwiony, że tak głośno. Czas na internet.

Menda śmiga po różnych forach. Dyskusja na temat najnowszego filmu Romana Polańskiego trwa akurat w sieci, ale nie chce mu się teraz nic wpisywać. Dał tylko jedną gwiazdkę. “Niech ma ten pedzio, hehe” – śmieje się i pociąga łyk herbaty. Nowe dzieło Woody’ego Allena? “Co za gówno” – menda ma takich gotowych odpowiedzi na temat sztuki wszelakiej na pęczki. Teraz tekst o sporcie. Coś o lidze. Menda nie wie, kto gra w lidze, ale wpisuje się, im więcej go w sieci, tym lepiej. “Co to za bzdury redaktożyno od siedmiu boleści, chyba wiem lepiej, a zresztą i tak nie czytam lamusie”. Zadowolony menda, zadowolony. Już ma się umyć, ale mył się przedwczoraj.

Tekst o lasach tropikalnych. “Za długie, nie czytam”. Wywiad ze znaną modelką. “Miałem cię”. O zmianach w podatkach. “Złodzieje”. W godzinę obskoczył kilka forów. Pod tekstem o kryzysie finansowym wpisał: “Hahahaha, barany, dalej bierzcie kredyty, ja zarabiam 20 tys miesięcznie i stać mnie na wszystko, a was nie”. Na portalu plotkarskim napisał, że znana aktorka, która powiększyła sobie piersi, to k…, ale mu nie opublikowali. Uderzył pięścią w klawiaturę aż zatrzeszczała. Na forum motoryzacyjnym pochwalił się nowym samochodem. “Wąchacie moje spaliny palanty, jak jadę przez Warszawę” – napisał. Nie ma auta.

O dwunastej zadzwoniła matka, zapytała czy ma przyjść i umyć okna, ale menda chce mieć spokój jak będzie oglądał redtube’a i youporna, więc mówi, że okna są czyste. Mama każe mu zjeść kotleta, co go zostawiła pod przykrywką na górnej półce w lodówce. Menda zje.

Wrócił do internetu – wyśmiał premiera, obraził prezydenta, skomentował tekst, przedruk z New York Timesa o lasach w Kanadzie, napisał, że “spaliłby to”, nazwał znanego komentatora piłkarskiego “nieudacznikiem” i nakazał go zwolnić, wierząc święcie, że to ktoś to zrobi, napisał “wszyscy zdechniecie” na forum chorych na AIDS, w rasistowskich słowach spuentował najnowszy teledysk Rihanny, dodając do tego erotyczne zabarwienie, potem jechał dwutorowo – włączył telewizję i obrażał kolejno: prowadzącą program śniadaniowy, prowadzącego serwis ekonomiczny, prowadzącą poranne wiadomości, pogodynkę, polityka i znów pogodynkę.

Menda dzisiaj nigdzie nie idzie. Będzie cały dzień obrażał ludzi. Ooo, Straż Miejska holuje auto, a sąsiad biega wokół mundurowych i prosi, żeby nie zabierali. “No i co teraz, frajerze?” – menda myśli, że się mści, ale przypomina sobie, że sąsiad mu nic nie zrobił. Menda ma i tak satysfakcję.

Jak się trochę ściemni, menda zejdzie na dół. Kupi piwo, a wracając urwie lusterko, i weźmie gwoździa do kieszeni, to porysuje auto tej piździe z klatki narożnej, żeby nie było takie ładne. Patrzy, czy nikt nie idzie i odgina śrubokrętem drzwiczki do skrzynek pocztowych. O, rower stoi! Przecina scyzorykiem oponę.

Wieczorem menda ogląda film na Dwójce, pali papierosa i wietrzy od razu, bo jutro przyjdzie mama, z samego rana i jeszcze poczuje. Zaraz się kładzie, bo może go wezmą “na robotę”, to musi być wyspany na wszelki wypadek. Wchodzi jeszcze tylko na serwis randkowy i uzupełnia swoje dane: “Mężczyzna, zadbany, pozna panią, miłą i atrakcyjną. Cenię sobie kulturę osobistą i wspólne spacery. Lubię dobre kino i zwierzęta”. Jest zadowolony z takiego wizerunku, ale po chwili się krzywi.

Idzie do łóżka. Śni mu się, że u niego w bloku nikt nie mieszka. Na ulicach jest pusto, a on może rysować nożem wszystkie auta nawet w dzień. Śni mu się, że cały internet jest jego. Wpisuje setki, tysiące komentarzy, których nikt mu nie usuwa. Menda odpoczywa i daje odpocząć światu. Od siebie.

Więcej tekstów z Fabryki Liter przeczytasz TUTAJ

Komentarze




Back to Top ↑