Facet czyta „50 twarzy Greya”, odcinek 9: strzeżcie się pani Robinson

Opublikowano Kwiecień 11, 2013 | przez ZP

domina

 

Pani zdrowie, Pani Robinson
Jezus kocha Panią bardziej niż Pani myśli (Ło, ło, ło)
Niech Bóg błogosławi Cię, Pani Robinson
W niebie jest zawsze miejsce dla tych, którzy się modlą

Pamiętacie tę piosenkę? Śpiewali ją dwaj dziwacy, znani jako Simon&Garfunkel.

Słuchałem jej za młodu i wówczas nazwisko Robinson kojarzyło mi się naprawdę dobrze. Wyobrażałem sobie taką starszą mamuśkę, która pieli w skąpanym w słońcu ogródku swoje grządki. Pełna idylla.

„50 twarzy Greya” raz na zawsze zabiło tą cudowną wizję w mojej głowie. Po lekturze tej książki nazwisko Robinson będzie mi się kojarzyć traumatycznie. Ze świstem pejcza. Z bólem.  Ze łzami. Z wyciem przy którym okrzyki bojowe nowozelandzkich rugbystów są li tylko szeptem.

Kim jest owa kobieta? Odpowiem na to pytanie parafrazując Jana Brzechwę (i dodając co nieco od siebie):

Proszę państwa, oto MILF.

MILF jest dziki, MILF jest zły,

MILF ma bardzo ostre kły.

Kto w swym życiu MILF-a spotyka,

Ten na drzewo szybko zmyka.

Sęk w tym, że Grey nie zdążył się chyba na nie wspiąć. I w związku z tym pani Robinson, podówczas pozornie stateczna, spokojna mężatka, a tak naprawdę dzika, wyuzdana samica, szukająca ofiary, dopadła swoimi ostrymi pazurami niewinnego jak lilia wodna Christiana. Kiedy pierwszy raz dobrała się do jego rozdygotanego ciała, miał zaledwie piętnaście lat.

Był jędrny, rumiany i pewnie stanowczo za szybko się spuszczał.

Jej to nie przeszkadzało. Bawiła się naszym bohaterem przez x czasu, wprowadzając go w arkana sadomasochistycznego światka. Podróż, którą odbył z nią Grey, była spektakularna. Taki Dante ze swoim wojażami po piekle, czyśćcu i raju to przy naszym bohaterze co najwyżej amator tanich wycieczek (nie wspominając o tym, że Włoch nie był tak śliczny, jak bohater E L James).

Piszę o tym wszystkim, ponieważ między stronami 487 a 547 nasza ukochana Anastasia, ten słodki wulkan emocji, wybucha. Jej erupcja jest chyba nawet mocniejsza niż ejakulat Christiana, którego panna Steele atakuje niezliczoną ilością pytań. Między innymi na temat tego, dlaczego nie obcuje już z Panią Robinson:

„Znalazła sobie innego nieletniego chłopca, w którym może zatopić zęby?

Zrobiłeś się dla niej za stary?

Dlatego właśnie skończył się Wasz związek?”

Zadziwiające, jak szybko ta dzierlatka się wyrobiła. W ciągu zaledwie kilku tygodni przebywania z Christianem z niemowy stała się pierwszym śledczym Scotland Yardu. I mówcą doskonałym, z którym nawet Platon ze swoimi umiejętnościami oratorskimi nie miałby się co równać.

„- Uważam ją za osobę molestującą nieletnich, Christianie.

– To sąd niezwykle krytyczny. Wcale tak nie było – szepcze zaszokowany.”

Akurat Grey, nie wierzę Ci za grosz.

Jestem pewien, że pani Robinson zrobiła ci z dupy jesień średniowiecza. Że cierpiałeś 10x bardziej niż Marcellus Wallace z „Pulp Fiction”, kiedy brutalnie podeptano cnotę jego wielkiego, czarnego tyłka.

Moje domysły są uzasadnione – Grey ma na klacie, tej umięśnionej, wspaniałej, wyrzeźbionej klacie, ślady po przypalaniu. Nie chce powiedzieć Anastasii, skąd się wzięły. Nie musi. Ja tam wiem swoje. Pewnie pani Robinson, rozsierdzona do czerwoności, dysząca żądzą mordu, ugasiła na Christianie całą paczkę Marlboro (nawiasem mówiąc gościu powinien się cieszyć, że nie robili tego w Polsce. Jakby przypalała go Esktra Mocnymi, to dopiero byłby hardcore!).

Oliwa zawsze jest jednak sprawiedliwa (i zdrowa, polecam do grillowanego kurczaka oraz karkówki) = dramat Greya dobiegł kresu, ponieważ małżonek pani Robinson, który ma takie rogi, że jakby wszedł do Pałacu Kultury, to zahaczyłby o dach, dowiedział się o tym, co ten MILF robił z wychudzonym i wystraszonym nastolatkiem.

Uff, za dużo perwersji jak na jeden odcinek. Basta.

<Wszystkie odcinki analizy książki „50 Twarzy Greya” znajdują się pod tym linkiem>

***

Póki mam jeszcze siłę, chcę Wam pokazać kolejną twarz Greya: zboczka, który lubi „kąpać” swojego członka w „Morzu Czerwonym”:

„Sięga mi między nogi, pociąga za niebieski sznureczek – że co?! – i delikatnie wyjmuje tampon, po czym wrzuca go do muszli klozetowej. O kuźwa. Święty Barnabo… Jezu.

(…)

– Krwawię – bąkam.

– Mnie to nie przeszkadza.

– Zauważyłam – rzucam cierpko”.

Jeśli akurat jecie obiad czytając ten fragment, to sorka.

***

W tym odcinku, dwukrotnie, daje o sobie znać nasza ulubiona bohaterka:

„Moja wewnętrzna bogini zrywa się z szezlonga i wydaje radosne okrzyki”.

„Moja wewnętrzna bogini zeskakuje z podium i robi gwiazdy”.

Aż żal człowieka bierze, że ona tak naprawdę nie istnieje: mogłaby się załapać na igrzyska w gimnastyce artystycznej, a tak dupa, nic z tego.

Ana dzieli się z nami jeszcze taką refleksją:

„Moja podświadomość znowu robi minę z Krzyku Muncha”.

Czytając to zdanie doszedłem do wniosku, że moja gęba podczas obcowania z „50 twarzami Greya” musi wyglądać dokładnie tak, jak opisała to panna Steele:

krzyk

 

foto: www.zdrowie.gazeta.pl

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑