Facet czyta „50 twarzy Greya” – odcinek 7: poznajcie wewnętrzną boginię

Opublikowano Kwiecień 6, 2013 | przez ZP

grey7

 

Poza Anastasią i Christianem „50 twarzy Greya” ma jeszcze jednego głównego bohatera. Bezimiennego, który z nikim nie rozmawia, ponieważ tak naprawdę… nie istnieje.

To kobieta. Nie wiem, ile ma lat. Nie znam jej imienia. Nie słyszałem ani jednego wypowiedzianego przez nią słowa, a i tak… jej nie znoszę. Laska jest bardziej wkurzająca niż narąbana, gruba Angielka, która próbuje cię poderwać w barze w Londynie.

Tymczasem Ana uwielbia ją niemal tak bardzo, jak Kate. Nie ma się co zresztą dziwić: ta panna jest z nią w końcu 24/h. Ciągle przebywa bowiem w… umyśle panny Steele. Poznajcie kogo, kogo suka pana Greya nazywa „moją wewnętrzną boginią”.

<Wszystkie odcinki analizy książki „50 Twarzy Greya” znajdują się pod tym linkiem>

Anastasia odwołuje się do niej bez przerwy: kiedy je, rozmyśla, uprawia seks czy siedzi w pracy.

Przykłady?

A., tuż po przebudzeniu: Dzisiaj jest TEN dzień. Moja wewnętrzna bogini nie posiada się z radości i skacze z nogi na nogę.

A., wsiadając do Audi, naturalnie onieśmielona faktem, że przyjdzie jej prowadzić tak drogie auto, kupione przez Greya: Śmiało, dziewczyno! Moja wewnętrzna bogini wymachuje pomponami cheerleaderki.

A., przed pierwszą dominacją Christiana: Moja wewnętrzna bogini wiruje jak światowej klasy balerina, wykonując jeden piruet za drugim.

A., zmęczona po bzykanku: Wewnętrzna bogini wywiesiła na swoich drzwiach tabliczkę nie przeszkadzać.

W zasadzie nie jestem zdziwiony, że Ana stworzyła sobie w głowie taką postać. „Moja wewnętrzna bogini” idealnie wpisuje się w listę dziwactw tej wariatki. Spokojnie można ją postawić na równi z azaliami na klombie, świętym Barnabą i dziewictwem utraconym dopiero pod koniec studiów.

A skoro już o seksie mowa: między stronami 367 a 427 doszło do bardzo ważnego wydarzenia. Oto Ana po raz pierwszy została porządnie zdominowana przez Greya, w jego jaskini rozkoszy, zwanej… Czerwonym Pokojem Bólu.

Ale spokojnie, nie było aż tak hardcorowo, jak mogłoby się zdawać. Krew nie tryskała z ciała panny Steel, Christian nie wyprowadzał w jej kierunku ciosów z siłą, z jaką młody Mike Tyson nokautował kolejnych rywali. Grey ograniczył się tylko do niezbyt mocnego uderzania pejczem w to nieprzywykłe do tortur, jędrne ciało.

Naturalnie w przypadku tak wysublimowanej postaci, jak nasz milioner z Seattle nie mogło być mowy o bezmyślnym tłuczeniu Anastasii na oślep. Co to, to nie! Christian smagał ją w sposób tak zawodowy i przemyślany, że dziewczyna aż osiągnęła podczas tej czynności orgazm. A potem chyba oszalała: „miauczę i skomlę, trawiona postorgazmicznymi dreszczami”.

W sumie nie dziwię się jej, że trochę odchodzi od zmysłów. Działania Greya mogą zdezorientować niejeden umysł (nawet dużo bystrzejszy od tego naszej studentki), ponieważ bywają naprawdę nieprzewidywalne. Oto zanim zdominował Anę zaczął… pleść jej warkocz (oczywiście nie z włosów pod pachami, przypominam, że Steele zaczęła używać golarki odkąd poznała Christiana). Nasz obdarzony piękniś zabawiał się włosami nagłownymi, robił to w sposób niezwykle pewny, znamionujący spore doświadczenie w tej materii. To z kolei każe mi przypuszczać, że za młodu Grey dużo bawił się lalkami. Co naturalnie prowadzi do takiej oto konkluzji: jego dziwaczne upodobania seksualne to efekt spieprzonego dzieciństwa.

A że jak dobrze wiemy Ana też nie jest normalna, to zafascynowany jej szaleństwem Christian zaczyna pękać. Oto pod koniec siódmego odcinka wyznaje, że chciałby spróbować stworzyć z panną Steele coś więcej niż tylko układ sado-maso! Ta informacja poraża mnie, ale na krótko. Albowiem E L James wyprowadza błyskawicznie, jeszcze na tej samej stronie, drugi mocny cios: autorka wreszcie zdradza jakiego żelu pod prysznic używa na co dzień Grey. To ważne – przypominam, że do strony 424 Ana zdążyła się nim zachwycić jakieś siedemdziesiąt sześć razy.

Panowie, skupcie się, to dla was najważniejszy fragment tego tekstu: Grey stosuje piżmowy żel. 

W tym momencie powinniście olać wszystko wokół i jak oparzeni wyskoczyć do najbliższej drogerii po takowy. Jest sobotnie, wczesne popołudnie, jeśli natrzecie się nim odpowiednio długo przed wieczorną dyskoteką, będziecie mieć podczas niej rekordowe branie.

PS. Na koniec dialog, chyba najgorszy w historii literatury:

CH: To moja wina (…) że nie chichoczesz częściej.

A: Nie jestem najlepsza w chichotaniu.

CH: Och, ale kiedy to robisz, panno Steele, zachwyca mnie to i raduje.

A: Bardzo kwieciście powiedziane, panie Grey.

 

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑