Facet idzie na targi mody. Pierwszy raz w życiu. I na pewno nie ostatni

Opublikowano Maj 26, 2013 | przez Dżordż

20130525_132249

Przed pójściem na swoje pierwsze targi mody w życiu czułem lekki niepokój. Obawiałem się, że poziom zniewieścienia i zhipsterzenia ludzi na m2 będzie tak duży, że zrobi mi się niedobrze. Niepotrzebnie. Impreza okazała się fantastyczna = wyskakiwałem z kasy co kilkanaście minut, a wkoło mnie to samo robili sympatyczni, młodzi, uśmiechnięci ludzie. Tak, Polska bywa piękna, kolorowa i optymistyczna.

Najważniejszy wniosek: targi mody to świetne miejsce dla indywidualistów. Jeśli chcesz mieć pewność, że zaszpanujesz na imprezie czymś oryginalnym, że znajomy nie wpadnie na nią w tej samej koszulce z Reserved czy H&M, to jest to coś ewidentnie dla ciebie. Poza stoiskami projektantów mniej utalentowanych, których tu oczywiście nie brakuje, znajdziesz masę spodni/koszul/t-shirtów/pasków marek o których istnienia nie miałeś pojęcia. Będziesz zachwycony, szczególnie wtedy jeśli – tak jak ja – nie śledzisz na co dzień nowinek ze światka mody.

Przedstawię wam tu kilka firm, których rzeczy wyrzuciły mnie z butów.

Absolutny numer 1:  „reykjavik district”. Asymetria, szlachetność, surowość – w ich ciuchach jest wszystko. Raczej przeznaczone dla dojrzalszych facetów niż licealnych siuśmajtków, oto przykład:

reykjabik2

 

Akurat szukam oryginalnego, zajebistego garnituru na wesele siostry, jestem pewien, że znajdę go właśnie u nich. I że wszyscy goście w suitach od „Vistuli” czy innego „Armaniego” będą pękać z zazdrości kiedy zobaczą, jak niespotykany ciuch mam na sobie.

Świetne wrażenie robią też rzeczy niejakiego Madoxa. Przed targami nie wiedziałem kto to, gdy kupowałem od niego spodnie, pochwaliłem gościa dobrodusznie za kreatywność, jak mistrz ubioru doceniający młodego-zdolnego. Potem zrobiło mi się trochę głupio bo okazało się, że chłopak od jakiegoś czasu jest znany w całej Warszawie, a i chyba Polsce, a na fejsie ma więcej lajków niż Wyszło, ale co tam, przecież nie musiałem tego wiedzieć.

W każdym razie zajebiście podobają mi się dziwaczne spodnie, które tworzy, ma też wyjebane w kosmos koszule i t-shirty. Idealne dla nastolatków, ale i trzydziestolatka, żeby się troszkę odmłodzić. Przykład:

madox

Powyżej opisałem wam postaci już nieco znane w branży, no ale przecież moda kocha odkrywać nowe twarze. Dla mnie w Pałacu Kultury takimi stały się dziewczyny, które stworzyły markę PMS. Młode, zdolne, uśmiechnięte, mające nieco ponad 20 lat i dużo fantazji w głowach. Ich przykładowe dzieło:

pms

Z prawdziwą przyjemnością kupiłem od nich t-shirt. Nie ten z fotki, a inny: z przekreślonymi Londynem, Paryżem i Nowym Jorkiem, a „normalnie” napisaną Warszawą, taki, jaki wisi na wieszaku widocznym na głównym zdjęciu tego tekstu.

Odkryciem był też dla mnie chłopak, którego marka nazywa się „Chrum”. Jego znakiem rozpoznawczym są koszulki z dowcipnymi napisami/grafikami, ja sprawiłem sobie taką:

samiec

I to by było na tyle jeśli chodzi o moje ochy i achy. Spędziłem na targach godzinę, więc pewnie nie zauważyłem jeszcze wielu ciekawych ofert, niestety musiałem z nich szybko spadać (finał Ligi Mistrzów), ale z drugiej strony może to i lepiej? Umówmy się: niedoświadczony bywalec takich eventów, kierowany żądzą zamaskowania swojej wątpliwej urody fajnymi szmatkami, mógłby konkretnie popłynąć finansowo w takim miejscu, jeśli spędziłby w nim np. pół dnia.

Nie znaczy to oczywiście, że nie wpadnę na takie targi, gdy znów zostaną zorganizowane w Warszawie.

Oczywiście, że przyjdę i pewnie znów przepierdzielę trochę szmalu. Ale to chyba dobrze – tak jak polski gangster potrzebuje mieć więcej luzu, tak przeciętny polski facet ma jeszcze sporo pracy do zrobienia, żeby jego ubiór uznany był przez ogół pań za naprawdę fajny.

Dlatego polecam wam, drodzy panowie, uczestnictwo w takich spędach.

 

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑