Facet stresuje się przed pierwszą wizytą u kosmetyczki

Opublikowano Sierpień 5, 2013 | przez Dżordż

kosmetyczka

– Powinien pan przyjść na zabieg na tydzień przed ślubem. Opuchlizna może schodzić przez trochę czasu.

Te dwa krótkie zdania sprawiły, że zadrżałem. Najchętnie odwołałbym wizytę, a dla pewności, że kosmetyczka mnie nie znajdzie i nie zaciągnie siłą na fotel, zmienił nazwisko i wyjechał z kraju. Niestety, nie mogę tego zrobić. 14 sierpnia moja siostra się hajta, obiecałem jej, że przygotuję się na to wesele w 150 procentach. A skoro tak, muszę jakoś wyglądać. Żeby moja gęba nadawała się do publicznego pokazania, trzeba z nią coś zrobić. Lata picia, palenia i niezdrowego jedzenia zrobiły swoje. Powychodziły mi jakieś pryszcze, pory i inne dziwactwa, których nawet nie potrafię zdefiniować.

– Jak się pozbyć tego szajsu? Kupić jakiś dobry krem? – spytałem niedawno znajomej fryzjerki podczas strzyżenia.

– Nie. Mam kumpelę kosmetyczkę, jest naprawdę zdolna, pomoże ci – odrzekła bez zastanowienia.

Wziąłem numer, zadzwoniłem i usłyszałem to, co napisałem w leadzie.

Wizyta ma odbyć się we wtorek o 12. Im bliżej godziny zero, tym dziwniejsze myśli chodzą mi po głowie. Stresuję się jak dziewica przed pierwszym razem i w sumie jest to porównanie bardzo trafne, ponieważ nigdy wcześniej nie byłem u kosmetyczki. Owszem, zdarzyło mi się, że kiedyś byłem W kosmetyczce, ale to dawno i nieprawda, romans taki drobny, wakacyjny, nicnieznaczący.

Wszystko wskazuje na to, że jutrzejsza wizyta nie będzie tak miła, jak tamto tete-a-tete. Złowrogi ton kosmetyczki sprawił, że nastawiam się na ostrą jazdę, coś jakbym był żołnierzem wrogich sił, schwytanym podczas walki, a potem bezpardonowo przesłuchiwanym. Tak, to dłubanie przy moim nosie oraz czole, o którym tyle naczytałem się dziś w sieci, musi być równie bolesne, co tortury. Coś czuję, że jutro będą grane krew, pot i łzy. Że z mojego gardła podczas zabiegów oczyszczających (co za niewinna, myląca nazwa!) wydobędą się dźwięki jakie nigdy wcześniej ze mnie nie wychodziły. Raptem okaże się, że mam więcej oktaw niż Justyna Steczkowska!

Skoro już jesteśmy przy muzycznych porównaniach – mam nadzieję, że pani, z którą się spotkam, nie ma sztucznych paznokci o długości linijki, nie chciałbym po tym spotkaniu stać się drugim Rayem Charlesem…

Gdybym jeszcze miał świadomość, że po wizycie od razu o niej zapomnę, łatwiej byłoby mi się stawić jutro w południe w punkcie x. Ale niestety, słowa o opuchliźnie nie pozostawiły wątpliwości – pokłosie spotkania z kosmetyczką będzie zapewne widoczne na mojej facjacie przez kolejne dni. Liczę się z tym, że twarz niechybnie stanie się podobna do tej adamkowej po walce z Witalijem Kliczką:

Tomasz Adamek

W sumie Tomek miał łatwiej: mógł z Ukraińcem walczyć, no a poza tym dostał za to obupólne mordobicie kasę. Tymczasem ja nie dość, że nie mam prawa w rewanżu pomajstrować przy buzi kosmetyczki, to jeszcze po wszystkim muszę jej za te tortury zapłacić. Panowie, ja się pytam: gdzie tu sprawiedliwość?

PS. Jeśli po wszystkim gęba nie napuchnie mi tak bardzo, że zasłoni oczy, to być może opiszę jak było.

 

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑