Facet większy niż życie. Poznajcie niesamowite historie Shaquille’a O’Neala

Opublikowano Wrzesień 12, 2013 | przez Dżordż

oneal

Zajebisty sportowiec, średni raper, kiepski aktor. Ale przede wszystkim – kapitalny showman. Shaquille O’Neal to jeden z najbarwniejszych celebrytów Ameryki przełomu wieków. Jego książka dokładnie odzwierciedla charakter koszykarza – jest złośliwa, zabawna i autoironiczna.

„Jestem Shaqiem. Jestem facetem większym niż życie” – pisze O’Neal. To wyznanie można potraktować dosłownie, chłop mierzy przecież 216 cm, ale jestem pewien, że naszemu bohaterowi chodziło o coś innego, mianowicie o to, że jak mało kto potrafi się zabawić.

Pociąć dwa ferrari, żeby zrobić z niego jedno auto, godne wzrostu naszego bohatera? Proszę bardzo. Znudził mi się diamentowy rolex? A jebać go, oddam kuzynowi. W szatni panuje denna atmosfera? To wyskoczę spod prysznica na golasa, rzucę się na jednego z kolegów i poturlamy się nago po ziemi, od razu będzie weselej. Ubogi dzieciak z Los Angeles marzy o śniegu? Luzik, sprowadzę dla niego sztuczny.

To typowe akcje Shaqa-milionera. Zanim O’Neal zaczął szastać hajsem, był jednak biedny. I nie chodzi mi tu o brak kasy w stylu „idę do studenckiego pubu, a nie do klubu, bo oszczędzam”. Nie, Shaquille był naprawdę ubogi. Noszenie butów o kilka rozmiarów za małych, brak szmalu, żeby zjeść zwykłego hambuksa – to była dla niego normalka. Podobnie jak liczne… wpierdole od ojczyma. Twardy sierżant US Army miał wyjątkowo ciężką rękę, za co O’Neal jest mu do dziś… wdzięczny.

– Gdyby nie ojciec, nigdy nie stałbym się tym, kim jestem – opowiada czytelnikom Amerykanin.

O’Neal jest w swojej autobiografii szczery do bólu. Zwierza się z wielu głupich zachowań z czasów liceum czy studiów. Tłumaczy, dlaczego nie chce utrzymywać kontaktu z biologicznym ojcem. Ciekawie nakreśla swoje relacje z Kobem Bryantem, a także z innymi gwiazdami NBA.  Zdradza, co było jego powodem odejścia z Los Angeles Lakers. Przyznaje, że kiedyś mało nie zatłukł legendarnego Pata Riley’a. Opowiada z jakiej przyczyny nie został członkiem legendarnej jednostki SWAT itd.itp.

Ktoś, kto od małego jarał się amerykańskim koszem, będzie tą książką zachwycony. Ale „Shaq bez cenzury” to pozycja, którą mogą też śmiało czytać ludzie w ogóle niezainteresowani sportem. W O’Nealu jest tyle szaleństwa, tyle kreatywności, tyle spontanu, że facet spokojnie zdobędzie serca jednostek mających NBA głęboko w dupie.

Przykłady jego niesamowitej wyobraźni? Proszę bardzo, kilka pierwszych z brzegu cytatów, tzw. shaqizmów:

Jestem cygarem. Wszyscy inni to papierosy. Ja rozpalam się wolniej.

Nasz atak jest jak twierdzenie Pitagorasa. Nie ma na to odpowiedzi.

Gdyby był ktoś taki, jak mistrz świata w zmywaniu naczyń, pokonałbym go.

Jestem jak podatek. Musisz mnie zapłacić.

Ciężko jest być symbolem seksu NBA, ale ktoś musi.

O’Neal słynie nie tylko z zabawnych powiedzonek, ale i z tego, że lubi wymyślać sobie przydomki:

Manny Shaquiao

Shaq Daddy

Shaq Fu

***

Jeśli czegoś mi w tej książce brakuje, to historii z cyklu Shaquille, a dupy.  O’Neal nie wyjaśnia, jak poznał eks-małżonkę, nie opowiada prawie nic o swoich romansach, wspomina tylko, że trochę tego było.

Rozumiem, że milczy, ponieważ takie wyznania mogłyby sprawić byłej żonie, a także dzieciom, sporo przykrości. Z drugiej jednak strony uważam, że skoro miał na tyle dużo odwagi, żeby przejechać się po paru znanych buziach, powinien też mieć jaja i opisać ze dwa, trzy najgorętsze skoki w bok.

Nie robi tego, ale i tak warto sięgnąć po jego przemyślenia. Ja połknąłem „Shaqa bez cenzury” w dwa wieczory, książka wchodzi jak grzane wino zimą w Zakopanem. Można ją kupić pod tym linkiem:

http://www.sklep.weszlo.com/produkt/42-shaq-bez-cenzury

Komentarze

Powiedzonka Shaqa
Slam dunk rules!
Trash talking
Te cholerne osobiste

Podsumowanie: Bez dwóch zdań największy obok Dennisa Rodmana oryginał pośród koszykarzy w ostatnich latach. I choćby dlatego warto przeczytać jego wspomnienia.

4.8


Ocena użytkowników: 4.7 (3 głosów)

Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑