Fantastyczna pułapka i jak w nią nie wpaść

Opublikowano Listopad 29, 2016 | przez lucky bastard

FB-EW-2_de20e53b44

Czy Harry Potter był największą gwiazdą książek JK Rowling? Nie, największym magnesem był fascynujący świat czarodziejów. Jak najbardziej jest potencjał na kolejne historie dziejące się w tym świecie – czy to filmowe czy książkowe. Można tu osadzić dobry thriller, kryminał, komedię, a reżyser i scenarzysta mogą puścić wodze fantazji. Kolokwialnie mówiąc: mają z czego szyć. Niestety, „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” zamiast korzystać z morza intrygujących możliwości, jest pułapką na widza.

Harry’ego Pottera czytały i oglądały setki milionów, dlatego sam fakt, że wychodzi nowy film odbywający się w jego świecie, zapewniał widownię. Taka jest brutalna prawda: producent mógłby nakręcić cokolwiek, a i tak wielu dałoby obrazowi szansę. Ale choć film dostał budżet, dostał gwiazdy ekranu, a trwa ponad dwie godziny, to jest tylko wspomnianym „czymkolwiek”, które ma przede wszystkim dobrze zarobić.

W teorii wygląda to obiecująco: początek XX wieku, Ameryka, facetowi uciekają w Nowym Jorku czarodziejskie zwierzęta. Można z tym coś zrobić, niestety wynikają z tego głównie arcynudne dłużyzny. Trwające kilka minut ściganie latającego kreta po banku czy salonie jubilerskim po prostu nie jest ciekawe. Nie posuwa historii do przodu w żaden sposób, nie opowiada nic o bohaterach, a takich scen, które równie dobrze można wywalić i nic by to nie zmieniło, jest mrowie. Tak jakby film miał pierwotnie trwać godzinę z lekką górką, a potem na siłę próbowano go przedłużyć.

Efekty specjalne nie mogą istnieć w próżni. Muszą być środkiem do opowiadania historii, wtedy mają szansę uderzyć widza z wielką mocą. W „Fantastycznych zwierzętach” doskonale widzimy, że nawet najlepsze efekty pozbawione treści, będą zwyczajnie nudne. Przecież nie wciągną, nie zaangażują – to musi zrobić fabuła, a ta w filmie nie tyle kuleje, co ma przestrzelone kolana.

Bohaterowie są niesamowicie płascy. Siłą późnych filmów o Harrym Potterze, gdzie kategorycznie zerwano z zakładką „film dla dzieci”, był fakt, że tamci bohaterowie mieli głębię, zachowywali się jak ludzie z krwi i kości. Tutaj mamy kartonowe figurki. Ich motywacje, ich zachowania – wszystko z papieru. Żadna z tych postaci nie jest angażująca. Trochę może przyszły piekarz Kowalski, ale przecież przyglądamy się romansowi, w który został uwikłany… Niesamowicie naciągany. Bohaterowie się zakochują, bo tak jest napisane w scenariuszu, widz natomiast nie ma żadnych przesłanek, żadnej przekonującej odpowiedzi na palące „dlaczego?”. To powtarzający się problem, gwóźdź do trumny filmu.

Film nie wie do końca czym chce być i dla kogo chce być. Gdyby jasno skierowany był dla dzieci – wtedy okej, mogłyby przejść przydługie gagi z wykreowanymi w 3D zwierzętami. Ale przecież ten film ma 133 minuty, przecież próbuje uderzać w poważne tonacje, mroczniejsze sceny. Znowu wygląda na to, że głównym twórcą był nie reżyser, nie scenarzysta, ale facet stojący przed wykresami: aha, ci, którzy wychowali się na filmach i książkach o HP, są dziś dorośli, trzeba zaadresować do nich. Ale zarazem nie można skreślać najliczniejszej widowni: rodziców zabierających dzieciaki na seans.

I właśnie przez takie podejście „Fantastyczne zwierzęta” to niestrawny misz masz. Znakomicie spiszą się w Box Office, zarobią krocie, ale prawda jest taka, że przystaje do starych filmów z tego uniwersum, jak ostatni filmowy Hobbit do trylogii Władcy Pierścieni. I to jest być może drogowskaz dla was: jeśli uważacie, że Hobbit był okej, to prawdopodobnie „Fantastyczne zwierzęta” was nie rozczarują. Ale jeśli waszym zdaniem Bitwa Pięciu Armii była fabularną popierdółką, nudziarstwem desperacko próbującą ratować się efektami, to dajcie sobie spokój.

Komentarze

Efekty specjalne
Gra aktorska
Poziom żartów
Scenografia

Podsumowanie: Nie jest to film, który rzuca na kolana. Znamy osoby, które się nim jarają, ale kompletnie nie rozumiemy tej fascynacji.

3


Ocena użytkowników: 3 (19 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑