Fantastyczne dziesięć minut akcji. W prawie dwugodzinnym filmie…

Opublikowano Sierpień 15, 2015 | przez Gofrey

1920x0_nnj5la

Jeszcze przed premierą film „Fantastyczna Czwórka”, który właśnie wchodzi na ekrany polskich kin, wywołał prawdziwą wojnę wśród miłośników komiksów Marvela. Twórcy kolejnej adaptacji kultowego dzieła o czterech zmutowanych naukowcach już podczas castingów weszli na wojenną ścieżkę z hardkorowymi fanatykami „kanonu” komiksowego. Dlaczego?

Po pierwsze – rozdzielili rodzeństwo wśród czterech głównych bohaterów. Jakby tego było mało – połowie rodzeństwa podmienili… kolor skóry. Zamiast wysokiego blondyna o fryzurze przypominającej ogień, w roli Człowieka-Pochodni wystąpił czarnoskóry Michael B. Jordan.

Podróż w Kosmos zastąpiono podróżą między wymiarami, a ogółem papierowy pierwowzór potraktowano raczej jako luźną inspirację, aniżeli konkretny wyznacznik drogi.

Śledziliśmy te wszystkie kontrowersje z pewnym dystansem – nigdy w życiu nie mając w rękach komiksu Johnny Storm mógłby być dla nas równie dobrze fioletowy, a ze Sue Storm mógł go łączyć nawet związek babci z wnuczkiem. Liczył się tylko film.

Tyle że ten też spieprzono. Ciężko nam właściwie znaleźć element, do którego nie idzie się przyczepić. Konstrukcja filmu, gdzie półtorej godziny trwają nudnawe, rozciągnięte do granic możliwości przygotowania do akcji, by całą finałową (i tak naprawę jedyną) walkę zamknąć w kwadrans. „Fascynujące” obrazki z dzieciństwa dwóch spośród głównych bohaterów potraktowano z wyjątkową uwagą (robiąc z nich półgodzinne sztywne zanudzanie widza), jednocześnie kompletnie milcząc na temat pozostałych członków załogi (którzy akurat wyglądali na potencjalnie całkiem ciekawych). Do tego ta infantylność, choćby podczas pierwszej sceny, gdy srogi nauczyciel depcze marzenia młodego chłopaka o teleportacji…

Wkurzają też stereotypy i zgrane motywy wśród postaci – chamski odludek-geniusz chodzący własnymi ścieżkami. Pewny siebie jajcarz-łobuziak. Traktujący swą działalność jako dziejową misję dobroduszny naukowiec. Jedynie kobieta ucieka stereotypom, głównie dlatego, że jest bezpłciowa. Wszystko dałoby się przeżyć, jeśli w tych ludzi zostałaby tchnięta jakaś siła, gdyby ułożono z ich udziałem jakieś błyskotliwe dialogi, albo chociaż pozwolono na wyskoczenie z wydeptanej ścieżki. Nic z tego. Zamiast zaskoczeń mamy wtórność, sztywniactwo, matowość i legendarną frazę wygłaszaną przez cynicznego odludka do dobrodusznego naukowca: „daruj sobie, dziadku, tę przemowę”. Słyszeliśmy ją do tej pory w zaledwie osiemset siedemnastu filmach, więc z przyjemnością odnotowaliśmy ją również w „Fantastycznej Czwórce”.

Plusy? Na upartego pochwalilibyśmy całkiem przyzwoite efekty specjalne i niezłą obsadę. Którą – niestety – wepchnięto dość brutalnie w do cna stereotypowe role. Bryndza, więc skupimy się jednak na minusach:

Za mało emocji jak na film akcji.
Za mało głębi jak na film o dylematach superbohaterów.
Za mało wierności wzorowi jak na film dla fanów komiksu.
Za dużo bezsensownego gadania jak na film dla dzieci.
Za dużo infantylności jak na film dla dorosłych.

Ktoś utknął gdzieś w połowie drogi między kinem komiksowej akcji, a próbą zrobienia czegoś ambitniejszego. Wyszła typowa świnka morska. Ani świnka, ani morska.

Komentarze

Ilość akcji w filmie akcji
Wierność komiksowi
Pomysłowość i kreatywność
Obsada

Podsumowanie: Nie traćcie waszych cennych wakacji na obejrzenie tego filmu. To totalny niewypał.

1.8


Ocena użytkowników: 3.2 (3 głosów)

Tagi: , ,



Back to Top ↑