Franko „Smutne dzieci” – kolejna fanaberia Midasa

Opublikowano Grudzień 5, 2016 | przez MB

franko smutne dzieci

Dwa dni po klęsce Popka w walce wieczoru KSW 37 recenzujemy płytę jego dobrego kolegi z Gangu Albanii. Nowy pseudonim, nowe brzmienie, a muzyka taka, która na pewno nie ukoi bólu po srogiej porażce. Za to pozwoli znów zarobić…

Robert M, Rozbójnik Alibaba a teraz Franko. Król Midas polskiej muzyki rozrywkowej nie przestaje żonglować swoimi wcieleniami z gracją zawodowego hochsztaplera i cały czas świetnie się przy tym bawi. Najpierw podbił klubowe parkiety, potem był częścią największego rapowego fenomenu od lat, a teraz zakłada strój autora smutnych ballad i w dodatku sam staje za mikrofonem. Kto bogatemu zabroni, można powiedzieć.

Robert Mączyński, czy to się komuś podoba czy nie, to na polskim rynku instytucja o ugruntowanej pozycji. Nagrał więcej hitów niż Krzysztof Krawczyk, nabił miliony wyświetleń, sprzedał setki tysięcy płyt, na ścianach zawiesił kilkanaście platynowych, dołożył parę diamentowych, a sam obwiesił się złotem. Na muzyce zarobił tak duży hajs, że stworzył swoje własne imperium. Dzięki niemu może pozwolić sobie na każdą fanaberię, taką jak pisanie piosenek z Janem Borysewiczem, tworzenie zespołu z poszukiwanym listem gończym raperem lub kręcenie teledysku w pałacu. Za takie widzimisię należy uznać też płytę, którą nagrał jako Franko.

Jego nowe alter ego to rozczarowany życiem, przygnębiony, smutny facet w średnim wieku, który wszystkie żale postanowił wyśpiewać swoim zmęczonym i przepitym głosem. Znając pełną lasek, koksu i imprezowania twórczość Roberta M lub Rozbójnika Alibaby trudno byłoby zestawić z nią wizerunek Franko, dlatego artysta postanowił być konsekwentny i nawet w rolę zawodzącego nudziarza wcielił się z pełnym pierdolnięciem. Swoje ewidentne niedostatki wokalne i seplenienie przykrył profesjonalną produkcją, która akurat w jego przypadku jest na porządku dziennym, drogimi garniturami, świetnie zrealizowanymi klipami i ich luksusowymi lokalizacjami. Niby kameralnie, ale jednak znów na wypasie.

Słuchając „Smutnych dzieci” wyrafinowany odbiorca raczej nic w tej płycie dla siebie nie znajdzie. Jednak umówmy się, twórczość Mączyńskiego nigdy nie była dla koneserów. Producent, a teraz także wokalista, zawsze tworzył dla ludzi poszukujących prostych emocji i w tej kwestii nadal nic się nie zmieniło. Dla tych samych odbiorców nagrał swoje nowe, melancholijne piosenki. Choć słychać w nich zadumę i nostalgię, jest w nich ta sama wrażliwość co w utworach Gangu Albanii. Są tak samo mało skomplikowane, mają tak samo prostackie teksty i nie ma w nich nic ponad to, co słychać. Gdyby chodziło o płytę innego wykonawcy, czulibyśmy się zażenowani. Piszemy jednak o gościu, który komercją potrafi bawić się tak jak nikt inny w tym kraju i który dokładnie wie, kim są i czego najchętniej słuchają na YouTubie jego słuchacze. Franko nie jest więc spontanicznym wcieleniem artysty, a kolejnym wykalkulowanym krokiem w karierze, za który Rozbójnik Alibaba kupi sobie basen i Bentelya.

Czy ktokolwiek może go winić za takie wyrachowanie? Chyba tylko ci wszyscy zgorzkniali muzycy, którzy w mediach nudzą o swoich niskich zarobkach, krzyczą o rządowe dotacje, mówią jak im źle a od lat nie stworzyli nic godnego uwagi. Pod postacią Franko kryje się osoba, której mogą zazdrościć. Facet trzepie kasę na muzyce, ma wiernych fanów i wszystko, za co się zabiera, od razu odnosi ogromny sukces. Artystycznie jest to być może dyskusyjne, ale nie ulega wątpliwości, że swoim biznesem Robert M kręci pierwszorzędnie. A jego utwory, nawet wtedy, gdy śpiewa o samotności i poszukiwaniu szczęścia, to zawsze tylko konwencja. Przepychu, bogactwa, lansu i blichtru. Albo się ją kupuje, albo nie. My nie mamy nic przeciwko.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑