Gadu-Gadu, Grono i reszta przegrańców. Największe internetowe upadki

Opublikowano Luty 27, 2015 | przez Pato

466867-grono

Upływ czasu. Przemijanie. Gdyby ten tekst pisał Paolo Coelho, pewnie od razu rzuciłby jakiś górnolotny cytat i zgarnął lajki gimnazjalistów. Niestety – grafomanów w nasze skromne progi nie zapraszamy, ale to nie oznacza, że nie możemy podejmować ważnych tematów. Najlepiej będzie jak na temat upływu czasu napiszemy na przykładzie internetowych biznesów. Tych spektakularnych, kilka lub kilkanaście lat temu przynoszących ogromne pieniądze, a dziś? Dziś przyznać się do pisania na Gadu-Gadu to jak zwierzyć się z oglądania NRD-owskich pornosów na kasetach VHS.

Pomyślcie: za kilka lat dzieciaki nie będą wiedzieć, że było coś takiego jak CD-ROM, że grę do domu przynosiło się na 120 dyskietkach, a żeby połączyć się z Internetem trzeba było najpierw mieć w chałupie modem. Zmienia się nam świat niesamowicie. Poniżej szybki przegląd internetowych biznesów, bez których kiedyś nie wyobrażaliśmy sobie życia, a dziś wszyscy mają je gdzieś. Niektóre jeszcze istnieją, być może dalej mają swoich wyznawców, ale generalnie trwa wielkie dogorywanie.

Emule – pierwszy program, który piętnaście lat temu miał wszystkie filmy i całą muzykę świata. Udostępnialiśmy pliki, ściągaliśmy na potęgę. Przy łączu 256 kb/s zostawiało się komputer na całe noce, a potem w nerwach sprawdzało się skoki procesu ściągania z 26 na 29 procent. Tak to wyglądało. Emule był oknem do pirackiego świata kultury. Dzisiaj totalnie w odwrocie. Nie znam nikogo, kto korzystałby z „Osiołka”.

Mirc – klient IRC, popularny w latach 90., gdy wystarczyło połączyć się z odpowiednim pokojem i toczyć dyskusje mniej więcej takie, jakie dziś toczone są na Twitterze. To tutaj wychowało się mnóstwo dziennikarzy, to w tym miejscu – niczym w kawiarniach – powstawało mnóstwo nowych idei, portali itd. Serwery i pokoje istnieją do dziś, ale dawna magia nie wróci.

Gadu-Gadu – to tutaj toczyło się internetowe życie, w gronie żółtych słoneczek zawieraliśmy znajomości i umawialiśmy się na randki. Aż przyszedł Facebook i wszystko zniszczył. Finansowy gigant podupadł. Niby dalej istnieje, ale nie znam nikogo, kto przyzna się do korzystania z niego.

Grono.net – strona powstała w 2004 roku miała swoje „pięć minut” mniej więcej ok. 2007 roku, kiedy w ciągu dwunastu miesięcy założono aż 1.6 miliona kont. By się tam zalogować, wcześniej trzeba było dostać zaproszenie. Miało to chyba stworzyć pozory serwisu elitarnego. Niestety, rozwój Facebooka totalnie położył tę ideę. Żal było patrzeć, jak twórcy chwytali się kolejnych rozpaczliwych kroków (nowa szata graficzna – dramat), aż w końcu zniknęli na dobre.

Nasza-klasa – to był spektakularny sukces, pierwszy pionierski portal społecznościowy nad Wisłą. Założony w 2006 roku za 200 złotych w ciągu trzech miesięcy zyskał 100 tysięcy użytkowników. Potem było już tylko lepiej, za 20 procent udziałów jedna z firm zapłaciła 15 milionów złotych. Dzisiaj NK przegrywa walkę z Facebookiem. Korzystanie z tego serwisu to trochę obciach, ale widzą to też właściciele. Z serwisu społecznościowego NK chce ewoluować w stronę platformy gier i rozrywki online, o czym świadczy m.in. nawiązana niedawno współpraca z Kinopleksem.

Ahoj.pl – to miał być pierwszy duży portal internetowy z prawdziwego zdarzenia. Zatrudniał 80 osób na stałe i miał 50 współpracowników. Mówiono, że zdeklasuje rozwijające się dopiero WP i Onet. Niestety: szybko przyszło, szybko poszło. Portal, choć jako pierwszy korzystał z wyszukiwarki Google, nie przetrwał roku. Dzisiaj pod tą domeną znajdziecie… serwis żeglarski.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑