Garn-cinkciarze, czyli kiedy przestaje być śmiesznie…

Opublikowano Październik 25, 2013 | przez Gofrey

sprzedawda

Internetem co i rusz wstrząsają ostatnio jakieś sensacje o sprzedawcach garnków, talerzy i innych patelni, które rzekomo są wciskane starszym ludziom na zasadzie ohydnego wyłudzenia pieniędzy od nieco naiwnych i łatwowiernych seniorów. Kolejne doniesienia i „spowiedzi garncarzy”, sprostowania zbulwersowanych pomówieniami firm, przedsądowe wezwania do zapłaty i tysiące rozżalonych oraz oszukanych klientów – tak pokrótce można by streścić wszystko, co znajdziemy w Google po wstukaniu frazy sprzedawca garnków.

Informacje o oszustach, naciągaczach i prawdziwkach oferujących piasek na pustyni wzbudzają w nas mieszankę zdumienia, zdegustowania i bezradności. Szczególnie, gdy dowiadujemy się o najnowszych trendach w tej branży.

Pierwsze uczucie – zdumienie. Zdumienie, bo garnki wciskali nam już w końcówce lat dziewięćdziesiątych, po „efektownych prezentacjach”, na których „używane naczynia” potrafiły wyczarować takie cuda, jakby przysłała je na Ziemię jakaś obca cywilizacja. Już wtedy każdy rozsądniejszy typ spławiał domorosłych magików z ich czarodziejskimi kompletami. Popularne były prezentacje domowe, które śmierdziały równie mocno – gdy odzywał się znajomy z połowy lat siedemdziesiątych, wiadomo było, że raczej nie zależy mu na ubogaceniu sprzętu kuchennego swojego zapomnianego kumpla, ale wciśnięciu mu na siłę jakichś gotujących talizmanów.

Dziwne, że minęło 15 lat, a ludzie dalej się na to nabierają. Tutaj jednak pojawia się również zdegustowanie – że branża doskonale zna target. Chłopaki z garnkami nie celują w młodzież, która mogłaby wypieprzyć ich z całym majdanem przez okno balkonowe, nie celują w facetów w średnim wieku, którzy zjedli zęby na walce z przeróżnymi cwaniakami w ostatnim, wyjątkowo sprzyjającym cwaniactwu dwudziestoleciu. Nie, perfidnie wpychają się do osób starszych, które momentami są w stanie uwierzyć w tajemniczy spadek po papieżu (serio, wyszukajcie sobie w Internecie, ktoś wrobił kobitkę na cztery koła, że czekają na nią pieniądze w spadku po Janie Pawle II). Umówmy się, że wciśnięcie garnka za dwie stówy osobie, która nie potrafi samodzielnie dotrzeć do centrum miasta, przypomina nam ordynarne jumanie „na wnuczka”, które nawet wśród kryminalistów nie jest chyba przesadnie cenione.

I wreszcie bezradność, bo w sumie nic nie da się zrobić. Ścigać tych nachalnych sprzedawców? Słabo, przecież oni tylko handlują, a że robią to sprawniej i z udziałem dość bogatego arsenału sztuczek – równie dobrze można by ścigać hipermarkety, które walą po oczach wielkimi napisami „promocja”. W końcu różni ich wyłącznie skala blefu i nachalność w działaniu. Mamy jednak uczucie, że coś jest nie tak, że mimo wszystko ktoś powinien bronić seniorów przed ich własną naiwnością połączoną z lekkomyślnym rozdawnictwem pieniędzy. Dlatego jeśli macie w rodzinie starszych – dbajcie, by wiedzieli komu NIGDY nie ufać.

Tyle o samych garnuszkach, ale jeszcze słowo o celebrytach je reklamujących. Bo – jeśli jeszcze nie wiecie – handlarze najczęściej próbują zachęcić potencjalnych kupców zaoferowaniem im wcześniej zupełnie darmowego – poczęstunku, pokazu, a ostatnio – kabaretu. Przed rozpoczęciem maglowania, które ma na celu nakłonić do kupna naczyń, występują artyści ze swoim autorskim programem. Mogliście przegapić ich nazwiska, więc warto powtórzyć: Kryszak. Grabowski. Pazura.

Następnym razem, gdy będą opowiadać dowcip, sprawdźcie, czy nikt nie dobiera się wam do torebek. Ach, no i nawiązując do naszej rady z poprzedniego akapitu – gdy babcia pochwali się, że wygrała bilet na Kiepskiego, albo Pazurę – wytłumaczcie, że ten kabaret śmieszny jest tylko do połowy…

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑