Czasopisma naszego dzieciństwa

Opublikowano Listopad 30, 2015 | przez lucky bastard

Jak spędzało się jesienne wieczory w czasach, kiedy mieliśmy jeszcze mleko pod nosem, a o dostępie do internetu nawet nie śniliśmy? Czytało się gazety! Dzisiejsze dzieciaki nie znają tej niepewności, czy uda się kupić numer ulubionego tygodnika jeszcze przed szkołą, bo w saloniku prasowym może być taki tłok, że nie będzie nawet gdzie włożyć palca, czy dopiero po. Obecne pokolenia nie mają takich problemów, bo… w App Store nie ma kolejek.

Wybraliśmy kilka tytułów, które kształtowały nasze młode osobowości. Większość z nich istnieje jeszcze na rynku, ale mają tak śmieszne nakłady, że nie kupuje ich już chyba nikt poza grupką z Sochaczewa, Marysią z Gdańska i 20-paroletnimi zapaleńcami, którzy kładą je na ladę wyłącznie z sentymentu, żeby zobaczyć, co się w nich zmieniło i jeszcze raz poczuć się jak mały Kubuś czy 6-letnia Dorotka.

BRAVO SPORT

cz bravo

Gazeta, która ukształtowała nasze sympatie kibicowskie. Taki – wiecie – trochę wyciskacz łez. Człowiek czytał te wypowiedzi Zidane’a czy innego Henry’ego o tym, że liczy się dla niego tylko jeden klub i nigdzie się z niego nie rusza. I wpatrywał się przez następne pół godziny w plakat podziwiając, jakiego to oddanego ma idola. Kompendium wiedzy na tematy sportowe. Piłkarskie quizy, tapety z wizerunkami różnych zawodników na ostatniej stronie, czy hitowy dzwonek polifoniczny z hymnem Ligi Mistrzów. Ówczesny must have.

MEGA SPORT/GIGA SPORT

cz giga

Gorsza i droższa wersja „Bravo Sport”. Najpierw był „Mega”, później czasopismo urosło do „Giga”. Regularnie kupowane raczej przez tych, którzy mieli za duże kieszonkowe. Żeby zachować pożądaną estetykę pokoju wypadało jednak raz na jakiś czas zajrzeć głębiej do portfela, a to przez masę plakatów, którymi wypchana była gazeta. Zdarzało się, że było ich więcej niż treści. No ale Szewczenko czy Del Piero tuż nad łóżkiem? Obowiązek.

BRAVO

cz bravo2

Każdy po latach upiera się, że nie czytał, a jakimś cudem gazeta biła na głowę sprzedażą inne tytuły w swojej tematyce. Trzeba było się modlić, żeby nikt z rodziców nie chciał wziąć do ręki naszego „BRAVO”, w którym aż roiło się od „dorosłych” tematów. A jeśli już młodszy brat podkablował, co przeczytał w dziale „Trudne Pytania” – szlaban gwarantowany. Bo listy do „BRAVO” obrosły już legendą. Jak 13-letnia Patrycja ma usunąć resztki kaszanki po nieudanej masturbacji? Czy 10-letni Wojtek zapłodnił koleżankę z klasy pocałunkiem na długiej przerwie? Czy 11-letnia Kasia już może, czy powinna jeszcze zaczekać? Eksperci „BRAVO” znali odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania. No i nie zapominajmy o gadżetach. Dioda do telefonu, smycz albo kolczyk – najlepsze te z „BRAVO”.

POPCORN

cz popcorn

Grzeczniejsza wersja „BRAVO”. Można ją było czytać bez większego przypału. Bardziej zorientowana na muzykę i sprzedawanie plotek z życia gwiazd. O ile czytanie o Bon Jovim, Roxette czy Michaelu Jacksonie pozytywnie wpływało na nasze 8-letnie umysły, o tyle późniejsze lansowanie zespołów pokroju Tokio Hotel czy Blog 27 pozostawia po latach spory niesmak. Dziś w „Popcornie” królowaliby pewnie Gang Albanii i Dawid Kwiatkowski.

KACZOR DONALD

cz kaczor

Klasyka. Pierwszy powód, żeby kupić „Kaczora” – komiksy, bez których ciężko było zasnąć. Ci bardziej wkręceni, którym nie wystarczała cotygodniowa dawka historii Kaczora, Daisy i Sknerusa McKwacza, dokupowali jeszcze „Giganty”. Ha, gimby nie znajo. Druga niekwestionowana zaleta gazety – dodatki. Peryskop do zabawy w policjantów i złodziei, jakże przydatna w piaskownicy lupa czy jojo, którym można było wprawić w osłupienie koleżanki z klasy. Jakie prezenty mogliby dodawać dziś, żeby przekonać do siebie obecne dzieciaki? Podpowiadamy: najlepiej baterie do pada.

CD ACTION

cz cdaction

Krąży legenda, że ktoś kupił tę gazetę wyłącznie po to, żeby mieć, co czytać. Świeżutki numer na twoim biurku oznaczał zwykle jedną z trzech rzeczy:
– odwiedziny u babci,
– kieszonkowe,
– jakąś specjalną okazję, przykładowo urodziny albo mikołajki.

Szarpnąłeś się na dwie dyszki i już miałeś co robić przez najbliższe dwa tygodnie. Płytka z demówkami dołączana do każdego numeru w erze, kiedy dostęp do internetu w każdym domu nie był tak oczywisty, robiła robotę. Ci z mniejszym budżetem decydowali się na „Playa”, „Clicka” albo kupowali piraty od osiedlowych „dilerów”.

VICTOR JUNIOR

cz victor

Czytany przez gości, którzy czerwone paski mieli na świadectwie, a nie na dupie. Co można było w nim znaleźć? Reportaż z wycieczki po Białowieskim Parku Narodowym, analizę jak się zachować, kiedy wiesz, że twój przyjaciel cię obgaduje albo poradnik „jak nauczyć psa podawać łapę”. A do tego regularne zadania przygotowujące do testów z polaka czy angola. Znalezienie w plecaku na długiej przerwie groziło ośmieszeniem i łatką kujona przez najbliższe miesiące.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑