Gdyby jedna roślina mogła wyleczyć Cię z narkomanii…

Opublikowano Październik 5, 2013 | przez MB

iboga

Wyobrażacie sobie sytuację, w której spożycie jednej rośliny może was uleczyć z narkomanii? Wyobrażacie sobie, że istnieje takie ziele, które skutecznie oczyści wasz organizm z niezliczonej ilości heroiny, kokainy, LSD poruszających się po organizmie? Jeśli tak, obejrzyjcie „Chore ptaki umierają łatwo”. Jeśli nie… też obejrzyjcie.

Reżyser i scenarzysta Nicholas Fackler, na oko rocznik osiem sześć, zebrał ekipę artystów-narkomanów i wyruszył w podróż. W taką, o której marzy niejeden z was. Istnieje bowiem mit o roślinie iboga, która posiada silnie psychotropowe właściwości i można ją spotkać wyłącznie w północnej części Afryki. Po strawieniu odpowiedniej ilości odpowiednio przetworzonych liści ibogi, największym ćpunom przechodzi ochota na jakiekolwiek dragi. Po strawieniu niewielkiej ilości odpowiednio przetworzonych liści ibogi, ma się po prostu zajebisty haj.

Fackler spośród swoich znajomych wybrał m.in. swojego ulubionego dilera marihuany i wieloletniego narkomana, którego organizm przetworzył każdy psychodeliczny specyfik na Ziemi. Ulubiony diler marihuany Facklera staje się osią wokół której tworzony był film. To on bowiem ma zażyć tyle ibogi, ile potrzeba do całkowitego detoksu. Wiążą się z tym pełna inicjacja, kilkudniowe przygotowania, afrykańskie rytuały i zabobony.

W ekipie znajduje się też zaprzyjaźniony muzyk wraz ze swoją dziewczyną. Oboje są oddanymi fanami używek. Podróż ma ich zainspirować do stworzenia perfekcyjnej ścieżki dźwiękowej. I faktycznie film taką posiada, tylko, że… nie odpowiada za nią tenże naćpany muzyk. Podczas wielotygodniowej wyprawy był w stanie skomponować zaledwie jeden kawałek. Na szczęście poruszający.

Większość dni upłynęła mu, jak i całej załodze, pod znakiem ostrego balowania, narkotyzowania się, zabawy, jedzenia i tańczenia w rytm afrykańskiej muzyki, i w towarzystwie rdzennych mieszkańców Gabonu, który Fackler nazywa rajem na Ziemi.

„Chore ptaki umierają łatwo” to zarazem dokument, film drogi, komedia, przypowieść oraz film kontestujący. Autor, mimo że jest małym szczylem, potrafi mądrze mówić nie tylko o narkotykach, ale i rzeczywistości, ludzkiej psychice, mentalności, a także o tym jak człowiek reaguje w sytuacjach całkowicie skrajnych. Bohaterowie filmu, osadzeni na wiele dni w dżungli, nie tylko zarzucają kwas, ale także poszukują siebie nawzajem i siebie samych. Co prawda niewiele z tych poszukiwań wynika, bo to jednak nadal przeżarte ćpuny, ale samo obserwowanie ich starań prowokuje do rozmyślań.

Ale nie oszukujmy się. Przede wszystkim jest to film o dragach. Nawet montaż, wykorzystane filtry, kolory, odcienie, muzyka, bliskie ujęcia, slow motion, wszystko w tym obrazi sugeruje potężnych odlot, któremu poddają się bohaterowie. A widz wchodzi w to razem z nimi.

Staje się częścią bajki o legendarnej ibodze. Autorzy nie moralizują, nie pierdolą trzy po trzy o zgubnym działaniu narkotyków, z którego przecież każdy rozsądny widz zdaje sobie sprawę. „Chore ptaki umierają łatwo” jest filmem o pewnego rodzaju (jest to bardzo specyficzny rodzaj) podróżnikach, odkrywcach. Są jak „Pogromncy Mitów” z Discovery. Z tą tylko różnicą, że ich mit daje mocną fazę.

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑