Gdzie najlepiej widać styczeń? Na siłowni

Opublikowano Styczeń 16, 2015 | przez lucky bastard

flh-golds-gym

To naprawdę fajnie, że w Polsce zapanowała moda na sport. Na zdrowe odżywianie się. Na higieniczny tryb życia. Prawdopodobnie każdy z was zna kogoś, kto w ostatnim czasie wziął się za siebie, schudł lub zaczął coś trenować. Trend, dzięki któremu Polacy są szczuplejsi, zdrowsi i bardziej szczęśliwi, to nasz wielki kapitał narodowy. Wydaje się, że nic lepszego nie mogło się wydarzyć.

Inna sprawa, że najlepiej to widać właśnie teraz, w styczniu. Gdybyśmy pisali ten tekst miesiąc temu, prawdopodobnie musielibyśmy się bardziej postarać, by uargumentować tę tezę. Dziś wystarczy wyjrzeć za okno – prędzej czy później wypatrzymy jakiegoś biegacza. Wystarczy wejść na jedną z siłowni lub na basen. Wszędzie tłumy.

Dzieje się tak dlatego, bo przysłowiowe wzięcie się za siebie to jedno z częściej powtarzanych postanowień noworocznych. „W święta się obżeram, w Sylwestra upijam, ale od pierwszego stycznia odmieniam swoje życie”. Dziś, kiedy aktywność fizyczna stała się naprawdę trendy, tego typu postanowień jest jeszcze więcej.

Jest też jednak druga strona medalu. Mamy tu na myśli sytuację ludzi, którzy uprawiali sport, zanim to stało się modne. Którzy mają za sobą już kilka sezonów treningów. Zawodowców. Z punktu widzenia osób regularnie ćwiczących, nie ma gorszego miesiąca niż styczeń. Generalnie cały początek roku nie należy do najprzyjemniejszych.

Weźmy na przykład siłownie. Jest ich w naszym kraju wiele, są coraz lepiej wyposażone. Mimo to na początku roku większość jest kompletnie sparaliżowana. W szatni nie ma gdzie usiąść, trzeba poczekać w kolejce, żeby wziąć prysznic, a dostanie się do niektórych urządzeń graniczy z cudem. Zamiast tego można sobie pooglądać chudzielców i grubasów, najczęściej w parach, pochłoniętych rozmową i pozorujących ćwiczenia.

Faceci fachowo poubierani. Markowe stroje, nowe buty, modne dodatki. Z butelką kolorowego płynu w ręce. Z kolei dziewczyny w pełnym makijażu, w nowiutkich leginsach, o ile na założenie ich pozwala obecna figura. Ci ludzie traktują siłownie jako miejsce spotkań, pretekst do pogadania sobie. Rzecz jasna, niejako przy okazji, korzystają też z urządzeń. Blokują je. Na przykład machając sztangą obciążoną dwoma 5-kilogramowymi talerzami.

Próżno jednak szukać odpowiedniej reakcji u właścicieli siłowni. Oni wiedzą, że za dwa-trzy miesiące większości nowych już nie będzie. Zostaną nieliczni, może z dziesięć procent. Po co więc kupować nowe urządzenia na początku roku, skoro za chwilę będą tylko stać i się kurzyć?

Doszło do tego, że w styczniu u ludzi regularnie ćwiczących obserwujemy trend odwrotny. Odpuszczają sobie początek roku, zmieniają formę ćwiczeń lub robią wtedy roztrenowanie. Czekają, aż u większości amatorów ujawni się słomiany zapał. Kiedy znów będzie można poćwiczyć w normalnych warunkach.

Oczywiście trudno krytykować ludzi, którzy właśnie zaczęli trenować. Można tylko zaapelować, by korzystali z siłowni zgodnie z przeznaczeniem i… po prostu na niej ćwiczyli. I żeby nie spędzali na niej więcej czasu, niż potrzeba. Te dziesięć procent, które zostanie ze sportem na dłużej, to naprawdę dużo i warto się dla nich przemęczyć.

Najważniejsze to zrozumieć, że każdy miesiąc jest dobry, by wziąć się za siebie. Nie trzeba z tym czekać do stycznia.

Komentarze


Tagi: , , ,



Back to Top ↑