Gdzie spotkać żonę, a gdzie lepiej jej nie szukać

Opublikowano Październik 30, 2013 | przez MB

bride2

Podobno prawdziwa miłość czai się wszędzie. Mówią, że nie znasz dnia ani godziny, może Cię dopaść w każdym miejscu. Ja jestem jednak zdania, że nie wszystkie okoliczności przyrody są dobrą podwaliną pod udany związek.

Taki burdel na przykład. Miłość z domu uciech? Dziewczyna, która godzinę temu ciągnęła Ci druta za dwie stówy (ceni się), a piętnaście minut wcześniej miała dwa obce penisy w odbycie, za co skasowała pewnie z tysiaka, miałaby zostać Twoją żoną? Do grobowej deski, póki śmierć Was nie rozłączy itd.? Wracasz punktualnie z pracy, a tam Twoja żonka obrabia pałę jakiegoś czarnucha, przerywa dosłownie na sekundkę i mówi, że obiad leży na stole? Tylko Ice-T byłby zadowolony z takiego układu. Reszta z nas raczej może się rozczarować, panowie.

Idealnym miejscem do poznawania pięknych pań niby jest klub. Niestety, tylko pięknych. Bo pod efektownym makijażem, jędrnym biustem i kształtnymi pośladkami czai się tępa dzida. Oczywiście nie można generalizować, jednak szansa trafienia na lalunę z połową mózgu, jest znacznie większa niż na spotkanie elokwentnej, oczytanej a zarazem seksownej kobiety. Lepiej nie ryzykować. Niczego z takiej miłości nie będzie. Ty będziesz siedział i czytał Tołstoja, ona złapie depresję z powodu złamanego paznokcia. Poza tym poobserwujmy przez chwilę, co te laski robią po pijaku. Jak się kleją do pierwszego lepszego żigolaka, jak lecą na erasmusów albo rzygają po kiblach. Żony tak się nie zachowują.

Całkowicie wątpliwe wydają się wybuchy uczucia w takich miejscach jak Urząd Pracy, ZUS, warsztat samochodowy (wbrew temu, co sugeruję liczne pornole), sklep mięsny, ubojnia drobiu, kościół albo zakład karny (wyjątkiem jest Mike Tyson, który zbrzuchacił pewną Panią Klawisz).

Miłości nie ma więc wszędzie. Ale gdzieś na pewno. Poszukiwania żony powinno uskuteczniać się w takich przybytkach jak np. księgarnia. Symbolizuje intelekt, wiedzę i ciekawość świata. Po sektorze książek, w którym porusza się namierzona łasiczka, można ocenić chociażby zakres zainteresowań, a jeśli nie, to przynajmniej stwierdzić, że takowe posiada. No i wtedy sprytnie zacząć rozmowę, od słowa do słowa i niedzielne popołudnie masz zajęte.

Potencjalne małżonki czają się też w tramwajach. Bywa i tak, że dziennie nawet kilkakrotnie trzeba podróżować komunikacją miejską. A w niej kto? Dziewczyny. I być może ta jedna jedyna. Ile uśmiechów zgarniacie w ciągu jednej przejażdżki? Dwa, trzy, dziesięć. Kilka warto odwzajemnić. Przekrój społeczeństwa w autobusach i tramwajach jest zdecydowanie szerszy niż na koncercie Eweliny Lisowskiej.

Żony należy szukać w miejscach przystosowanych do jej występowania. Nie na meczach żużlowych, nie w spelunach i nie w burdelach. Młoda ekspedientka. O, to jest model na żonę. Albo zgrabna kelnerka we włoskiej restauracji. Ewentualnie eteryczna wiolonczelistka (koncert, kino i inne wydarzenia kulturalne sprzyjają nawiązaniu wartościowej znajomości). Albo, uwaga, wbrew pozorom, DJ’ka. Musi być w miarę ogarnięta przez całą imprezę, więc odpowiedzialna, lubi ludzi, bywa w ciekawych miejscach i zna się na muzie. Od alkoholu nie stroni, ale przesadzić nie przesadza. Ideał.

Więc może ten klub nie jest taki zły, trzeba tylko zerknąć za odpowiednią stronę konsolety.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑