George Ezra: rewelacyjny debiutant

Opublikowano Październik 14, 2014 | przez MB

ezra 2

Czy można mieć dwadzieścia jeden lat i posiadać wdzięk hollywoodzkiego aktora, talent Boba Dylana i barytonowy wokal, który zgania wszystkie dziewki w okolicy? Można, ale pod warunkiem, że w dowodzie widnieją dane „George Ezra”.

Chłopaczek wydał dopiero pierwszy album, a już został okrzyknięty największą rewelacją ostatnich lat. Oficjalny debiut Ezry pt. „Wanted on voyage” przez środowisko muzyczne wyczekiwany był tak samo mocno jak czerwiec przez wielbicieli truskawek. Co więcej, artysta nie okazał się jednym z wielu pompowanych przez brytyjskie media balonów. Wszystko wskazuje na to, że na rynku pojawił się dzieciak, który ma szansę wpisać się w masową świadomość na lata.

Ma wszystko, co potrzeba, by tak się stało. Opinię, o której marzy każdy na starcie, świetny wizerunek (dobrze ubrany, ale nie przestylizowany folkowy facet), bluseowy głos (Ezra potocznie nazywany jest 20-latkiem o głosie 50-latka), którego nie sposób zapomnieć i przede wszystkim piosenki. Muzycznie flirtuje z folkiem, rockiem, bluesem i gitarową balladą. Talent do tworzenia melodii ukradł Bobowi Dylanowi i Woody’emu Guthriemu, brzmienie gitary podwędził Johnny’emu Cashowi, tekstów Ezry nie powstydziłby się Cat Stevens. Dlatego w gatunku folk rocka obecnie nie ma sobie równych. Jest spadkobiercą najszlachetniejszych tradycji i powoli może budować własną legendę. To prawdziwy brylant.

Wcześniej wydał dwa minialbumy, „Did You Hear the Rain?” i “Cassy O”. Oba tytułowe kawałki bardzo szybko stały się radiowymi hiciorami i zapewniły gówniarzowi występ na Glastonbury. Na dobre zdążył już zapaść w pamięć BBC Radio, MTV i iTunes’owi, które wielokrotnie wyróżniały go w swoich plebiscytach na nowych artystów. Międzynarodową sławę przyniósł mu za to singiel „Budapest”, który pewnie w tej chwili możecie usłyszeć, w którejś z bardziej wartościowych stacji muzycznych. Kawałek odtworzono na iTunesie ponad 10 milionów razy.

Tak swój marsz po legendę rozpoczyna George Ezra. W przyszłym roku powinien obskoczyć wszystkie największe festiwale na świecie, po cichu liczymy na to, że zawita m.in. na Openera albo na OFFa. O ile w Polsce na jego niebywałym talencie poznają się słuchacze i promotorzy. Ze swojej strony radzimy uważnie przyglądać się karierze tego chłopaka. Nowym Dylanem nie będzie, bo ten tytuł zarezerwowany jest dla Jake’a Bugga. Drugim Timem Buckleyem też nie, bo gra za mało lirycznie. Na Casha ma w sobie zbyt mało diabła. Będzie więc pierwszym Ezrą.

 

 

 

 

Komentarze


Tagi: , , , , ,



Back to Top ↑