Głowacki. Bokser, którego Polska pokochała w jedną noc

Opublikowano Sierpień 16, 2015 | przez ZP

marco-huck-vs-krzysztof-glowacki-17-photo-by-naoki-fukuda

Jeszcze w piątek wieczorem Krzysztof Głowacki mógłby spokojnie spacerować warszawskim Nowym Światem. Zapewne 99% przechodniów nie wiedziałoby, że to sportowiec. Jeśli już ludzie mieliby oceniać, jaki fach wykonuje ten groźnie wyglądający chłopak z Wałcza, postawiliby raczej na ochroniarza albo żołnierza sił specjalnych.

W niedzielę Głowacki miałby już problemy z przejściem przez centrum Warszawy. Dzięki pokonaniu Marco Hucka Krzysiek błyskawicznie stał się popularny, może nie aż tak jak noszący takie samo nazwisko pisarz Janusz, ale też trzeba przyznać, że w USA zrobił karierę szybciej niż znany literat, który potrzebował na to wielu miesięcy.

Znajomi eksperci od boksu podkreślają, że to skromny, pracowity gość, któremu nie odbije sodówka. Że po olbrzymim sukcesie będzie pracował jeszcze ciężej po to, by stać się jeszcze lepszym bokserem. Skoro tak, to cieszy mnie, że ktoś taki został mistrzem świata. I mam nadzieję, że to początek pięknej kariery. Wierzę, że za 10 lat będziemy mówić o Głowackim z takim szacunkiem, z jakim wspominamy Dariusza Michalczewskiego czy Tomasza Adamka z najlepszych lat.

Chciałbym też, żeby „Główka” zarabiał podobne do tych fighterów pieniądze. Czytam, że za obicie pyska Hucka otrzymał 60 tys. dolarów. Jeśli porównamy tę gażę do wypłat najlepszych współczesnych bokserów, można tylko parsknąć śmiechem. Ale też należy pamiętać, że Krzysiek przystępował do walki z niemieckim eksmistrzem jako no name w skali świata. Po niespodziewanym nokaucie błyskawicznie stał się kimś, ufam, że to pozwoli mu zarobić dobrą kasę. Zarówno w ringu, jak i poza nim – jedyny zawodowy mistrz świata z Polski powinien stać się łakomym kąskiem dla reklamodawców.

Z kim powinien skrzyżować teraz rękawice Głowacki? Nie jestem bokserskim ekspertem, nie będę więc snuł tutaj jakichś fachowych, analitycznych scenariuszy odnośnie jego przyszłości. Zamiast tego wolę puścić wodzę fantazji: chciałbym kiedyś zobaczyć Krzyśka w starciu z mistrzem WBC Grigorijem Drozdem. Gdyby udało mu się obić pysk Ruska, a jednocześnie „pomścić” Krzyśka „Diablo” Włodarczyka – to byłoby coś! Wspaniale byłoby też popatrzeć, jak pod siłą ciosów „Główki” uginają się nogi pod czempionem IBF – Yoanem Pablo Hernandezem.

Oczywiście – do tych starć zapewne prędko nie dojdzie. Z kimkolwiek by jednak niebawem Krzysiek nie walczył, mam nadzieję, że będą to boje epickie – takie, jak walka z Huckiem – które w 2025 z wypiekami na twarzach powspominamy naszym synom.

Głowacki ma dopiero 29 lat i zaledwie jedną potyczkę z naprawdę trudnym rywalem za sobą, dlatego liczę, że jeszcze nie raz i nie dwa swoimi wyczynami sprawi, że będziemy dumni z polskiego boksu. Albo inaczej – nie liczę, ja jestem tego pewien! Facet, który tak szybko doszedł do siebie po ciosie Hucka w 6. rundzie, jest stworzony do rzeczy wielkich. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby udało mu się np. czternaście razy obronić tytuł, a tym samym ustanowić nowy rekord świata wagi junior ciężkiej. Rekord, który jeszcze w piątek w nocy wydawał się być w zasięgu Marco, ale Krzysiek wybił mu go – dosłownie – z głowy…

Komentarze


Tagi: , , , , , ,



Back to Top ↑