Graffiti na pięćdziesięciu budynkach dla „ludzi-śmieci”

Opublikowano Kwiecień 13, 2016 | przez Gofrey

Pierwsze skojarzenia z Kairem? Piramidy. Wielbłądy. All-inclusive. Ekskluzywne hotele, błękitne baseny i dużo słońca. Może jeszcze – dodadzą nasze fanki – egzotyczne przygody. Ale wystarczy wychylić nos za wysokie mury rezydencji, by zobaczyć też zupełnie inny świat. Świat „ludzi-śmieci”.

Właśnie takim określeniem tytułuje się mieszkańców południowej dzielnicy Manshiyat Naser. Od ulokowanego nad brzegiem Nilu hotelu Ramzes Hilton do tego „Garbage City”, miasta śmieci, jedzie się jakieś pół godziny. Dziesięć kilometrów od absolutnego luksusu do ludzi, których sposobem na przetrwanie i jedyną specjalnością jest… recykling.

Zabbaleen. Dokładne tłumaczenie: ludzie śmieci. Ponad 50 tysięcy osób, których główne, a właściwie jedyne zajęcie to zbieranie śmieci z całego Kairu i sortowanie ich w celu odsprzedaży albo ponownego użycia. Podczas gdy gdzieś w USA, Hiszpanii czy Anglii rodzi się moda na freeganizm i dojadanie po kontenerach, w Egipcie ci ludzie od lat robią swoje w slumsowatej dzielnicy pełnej pustostanów. Co ciekawe, łączy ich nie tylko zajęcie i miejsce zamieszkania, ale też religia – większość z nich to chrześcijanie koptyjscy.

Doświadczani przez los byli wielokrotnie – w mediach najczęściej przypomina się o wybiciu świń w związku z zagrożeniem wirusem świńskiej grypy. Dziś z kolei coraz częściej stają się tematem reportaży czy relacji. Powód? Uwagę całego świata na tę małą, ale cholernie pożyteczną grupę ludzi przezywanych przez mieszkańców innych dzielnic Kairu brudasami zwrócił el Seed. Któż to? Twórca graffiti, albo – jak ostatnio wymyślił – kaligraffiti, połączenia malowania po murach i kaligrafii.

El Seed stwierdził, że trzeba dostrzec i dowartościować ludzi, którzy zamiast gangsterki czy rozbojów sposób na biedę odnaleźli w recyklingu. W tym celu namalował unikatowe, potężne graffiti rozmieszczone na… 50 budynkach.

Wygląda to właśnie tak. W całości projekt zawierający słowa Św. Atanazego „każdy kto chce zobaczyć światło słońca musi najpierw otrzeć swoje oczy” widać tylko z jednego miejsca – góry Moqattam. Jak przekonuje polskie „National Geographic” – projekt ma przede wszystkim pokazywać, że to, co widzimy na pierwszy rzut oka, czy to, co przewija się jako stereotyp – przy bliższym poznaniu kompletnie zmienia barwy.

Całość wygląda niesamowicie i – przede wszystkim – spełnia swój cel. O graffiti wykonanym na pięćdziesięciu budynkach mówi się wszędzie, a wraz z tym dziełem – przypomina się o społeczności Zabbaleen.

Street-art w najlepszej formie. Sprawdźcie też jak to wygląda z lotu ptaka na Instagramie el Seeda – TUTAJ.

Komentarze


Tagi: , ,



Back to Top ↑