„Grawitacja” – świetna gra świateł, mocne przejścia, genialne zdjęcia Ziemi

Opublikowano Październik 29, 2013 | przez Limonow

grawitacja

Śmierć, kutas, zniszczenie. Zakładam, że pewnie widzieliście zdjęcie tego słynnego cytatu na jednym z murów (a jak nie, to zobaczycie za chwilę). Ale do rzeczy – dziś jestem w takim nastroju, że oryginał przerobiłbym na „śmierć, kosmos, zniszczenie”. Trzy słowa, które najlepiej oddają film Grawitacja. Pierwszy od roku, dla którego zerwałem się z wyra, odłożyłem laptopa i obejrzałem w końcu jakąś produkcję nie na 20-calowej matrycy, a na kilkumetrowym ekranie, w asyście okularów 3D w warszawskim IMAX-ie.

Palce lizać. Dobrze powiedziane, wszak zostaje mi się obecnie tylko oblizać na myśl o jedzeniu, bo ostatnie drobniaki rzuciłem na kino. Na spontanie, bez kalkulacji. Ruszyłem szeroko: 5-litrowy popcorn, litrowa cola, film za 28 zł. Pozamiatane, pieniądze do pierwszego listopada będę oglądał tylko w google grafika. Ale nie żałuję! Dla tych efektów było warto.

Świetna gra świateł, mocne przejścia, genialne zdjęcia Ziemi. Gały wychodziły mi na wierzch, podskakiwałem w fotelu, odbierałem to prawie jak człowiek na haju (jednak technika ciągle idzie do przodu). Szedłem tam w głównej mierze właśnie dla tej adrenaliny, której nie zaznałem od dawna. W życiu obejrzałem tylko jedną rzecz na 3D – „Oszukać przeznaczenie”, więc wiadomo, dlaczego miałem prawo zrazić się na kilka lat. Dziś przyszło przełamanie, długo zresztą oczekiwane.

Nie było oszustw, nie było taniej fabuły, może zakończenie rozegrałbym trochę na inny sposób, szarpiąc bardziej za serce, ale nie mam żalu do procudentów. Aż od razu przychodzi refleksja – dawałem dupy, bo przez rok w Warszawie nie byłem jeszcze w żadnym stołecznym kinie ani teatrze. Teraz muszę odfajkować jeszcze to drugie, bo doszedłem do wniosku, że czasem lepiej odłożyć flaszkę i się trochę odchamić. Warto. Dla Sandry Bullock, dla George’a Clooneya i tych paru scen mrożących krew żyłach (poważnie!).

Polazłem z kumplami, ale byłem tak rozemocjonowany, że w kilku momentach złapałbym najchętniej jednego z nich za rękę – prawie jak na głupkowatej romantycznej komedii, na którą się chodzi z dziewczyną, której nie mam. Został mi tylko kosmos, dwójka kolegów i wzdychanie do smutnego losu pani Bullock. Dobre i to, polecam wszystkim wykolejeńcom.

Komentarze

Ciało Bullock mimo upływu lat
Efekty specjalne w 3D
Fabuła
Zakończenie

Podsumowanie: Dziwki, koks, tajski boks - żeby dobrze się zabawić, nie zawsze trzeba imprezować, czasem wystarczy po prostu kino w 3D.

4.3


Ocena użytkowników: 3 (9 głosów)

Tagi: , , ,



Back to Top ↑